• Announcements

    • Admin

      Regulamin Forum   12/31/16

      Dogomania na Facebooku
      https://www.facebook.com/groups/DogomaniaPL/    
malami1001

Wiecznie chory labrador

27 posts in this topic

Szanowni Państwo,

Piszę tutaj bo być może ktoś miał podobny problem, a ja już nie wiem co mam robić, gdzie mam się udać po pomoc. W tej chwili moja sytuacja wygląda tak, że pracuję na rachunki i leczenie psa, zaczynam cierpieć przez niego na nerwicę. Pies to 1,5 roczny labrador, chory w zasadzie od samego początku. Na początku wieczne biegunki, oczywiście każdy jeden weterynarz podawał na tą przypadłość antybiotyki. Może moja w tym wina, bo z każdą biegunką leciałam do weterynarza i za każdym razem był antybiotyk. Być może pies nie ma już własnej odporności przez takie postępowanie lekarzy. Od samego początku był na suchej karmie (Brit Care). Pewnego razu weterynarz uznał, że pies powinien jeść gotowane mięso ponieważ suche karmy zwiększają śmiertelność i choroby psów przez zawarte w nich dodatki (bo kto słyszał żeby karma z otwartego opakowania miała termin przydatności nawet 2 lata, musi być w niej syf). Zmieniłam zatem jedzenie na mięsko gotowane (głównie kurczak). Biegunki nie ustały, powtarzały się co jakiś nieokreślony czas. Następnie w sierpniu zeszłego (!) roku w pachwinie tylnej nogi pojawiła się łysa skóra. Pies się nią nie interesował, myślałam że może się gdzieś obtarł. Skóra cały czas była różowa, ale plama zaczęła się robić coraz większa aż w końcu nabrała sinego koloru. Wtedy udałam się do weterynarza. Najpierw diagnoza grzybicy, kąpiele w nizoralu, dla pewności rzecz jasna antybiotyk gdyby się okazało, że to jednak nie grzybica. Rezultatów brak. Pobranie zeskrobiny, mikrobiologia z antybiogramem. Okazało się, ze to bakteria Pantonea spp. Jeden antybiotyk przez 3 tygodnie - brak rezultatów. Zmiana na inny, czas brania miesiąc. Wszystko pięknie się goiło, biegunki ustały, skóra zaczynała pokrywać się włosami. Radość z wyleczenia trwała jakiś miesiąc. Włosy znów zaczęły się przerzedzać więc nie czekałam i znów weterynarz. Znów antybiotyk, tym razem na 3 tygodnie, znów poprawa, miesiąc bez leczenia i od nowa. Tym razem zmieniłam weterynarza. Jednak kolejny okazał się być jeszcze mniej profesjonalny chociaż to miał być psi dermatolog. Od razu uznał, że psu należy przepisać antydepresanty, bo z pewnością problem skórny to rodzaj nerwicy. Pan nie rozumiał, że pies sam sobie tego nie wylizuje co występuje u psów z jakimiś zaburzeniami, liże to dopiero jak skóra zmienia kolor na siny, wtedy być może swędzi, boli. I oczywiście zmiana diety na Royal Canin hipoalergiczny od razu do zakupienia w gabinecie. Ani na jedno ani na drugie się nie zgodziłam, dostałam jedynie jakieś śmierdzące chusteczki do przemywania 2x dziennie i szampon do mycia 2x w tygodniu. Zdecydowałam się na zmianę diety, zamówiłam karmę z Farminy bez kurczaka i zbóż (one mogą rzekomo powodować uczulenie u psa, który poza łysym plackiem na nodze nie ma żadnych innych objawów alergii pokarmowej, chyba, że jedynie biegunki). Karmę podaję od wczoraj, dodaję ją w małych ilościach do indyka i dziś znów biegunka jak się patrzy. Ale tym razem nie dostanie jeść w ogóle, nie godzę się na żaden antybiotyk. Co gorsza łysy placek z koloru różowego przybrał barwę czarną i robi się coraz większy. Być może to od tych chusteczek bo pies warczy na mnie kiedy go wycieram, byc może środek z chusteczek bardzo podrażnia. Nie wiem czy biegunka jest spowodowana włączaniem suchej karmy do jedzenia czy czymś innym. Miał oczywiście po kilku takich akcjach badania kału, które nie wykazało obecności żadnych pasożytów ( w tym było badanie w kierunku giardia). Tydzień temu przeszedł odrobaczanie. Nie mam pojęcia gdzie się z psem udać kto przeprowadzi rzetelną diagnozę i wreszcie wdroży skuteczne leczenie. Do tej pory lekarze okazywali się nieprofesjonalni, a byłam już u wielu. Od antybiotyków po podawanie psu tylko i wyłącznie wołowiny żaden z weterynarzy nie zdiagnozował co psu może być. Pomijam fakt zdzierania kosmicznych pieniędzy za każdą wizytę, kontrolę czy leki. Mieszkamy w Łodzi, leczyliśmy się już w przchodni As, Panda, Żyrafa, ostatnio byłam u psiego dermatologa w klinice Braci Mniejszych w Konstantynowie. Może jesteście w stanie Pastwo po przeczytaniu opisu przypadku skierować mnie do lekarza, któremu zależy na dobru zwierzęcia, a nie na kasie, bo przyznam szczerze, że portfel pusty a pies nadal chory. Zaznaczam, że pies przez cały czas jest wesoły, chętny do zabawy, ruchliwy, ma apetyt i pragnienie w normie. A ja zaczynam cierpieć na bezsenność...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jednej rzeczy nie rozumiem [a powinnam:)].

Przeczytaj choćby to:

Pantoea agglomerans - Gram (-), wokołorzęse bakterie występujące powszechnie na roślinach, izolowane czasami także od ludzi. Według starszej klasyfikacji gatunek zaliczany był m.in. do rodzaju Erwinia (jako Erwinia herbicola).

Bakteria fermentuje węglowodany, powoli rozkłada żelatynę i nie ma zdolności do dekarboksylacji aminokwasów. Izolowana jest często od pracowników zakładów zbożowych i jest możliwym czynnikiem etiologicznym (jako fitopatogen) gorączki zbożowej (zespołu toksycznego wywołanego pyłem organicznym).

Ciężko mi pojąć,że włąśnie tę bakterię wyizolowano na skórze psa...Rozumiem Twoją bezradność,szanuję za upór w próbach pomocy psu...Moim (bardzo skromnym!) zdaniem,ta zmiana na skórze nie musi być spowodowana alergią,to miejscowy odczyn,o innych nie piszesz,zakladam,że ich nie ma.

Nie znam wetów w Łodzi,ale pakowanie w psa antybiotyków w ciemno,na pewno mija się z celem i na pewno nie pomaga,o ile nie wywołuje - biegunek.Pies powinien dostawać probiotyki z prebiotykami, ale co dalej...nie wiem.

Ja mam zaufanie wyłącznie do jednej lecznicy -Multivet na Gagarina w Warszawie,mozesz jeszcze poszukać dr Czubek (tez z Warszawy),nie jest dermatologiem,ale jest doskonałym diagnostą.A problem wygląda poważnie,poza tym - jest znacznie'zamazany' dotychczasowymi dzialaniami.Na "pociechę" powiem Ci jeszcze,że od czasu przeprowadzki na wieś,do W-wy mam 160 km,ale z poważniejszymi problemami moich psów - jade do Multivetu.

Trzymaj się,walcz o labka,dasz radę,nie poddawaj się! A...chusteczki - wyrzuciłabym natychmiast w jasną cholerę...

Odzywaj się! Pozdrawiam,M.

http://bialobrzeska.waw.pl/dr-n-wet-anna-czubek/

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chusteczek już nie stosuję, skoro pies warczy to znaczy że boli, bo zawsze pozwala wykonać na sobie każdy, nawet bolesny zabieg. Poza tym zmiana wygląda coraz gorzej, więc nie widzę sensu.

Co do bakterii już czytałam, mnie również dziwi jej rozpoznanie, ale w wyniku badań jest zaznaczona obecność bardzo obfita. Jak sobie przypominam pewną kolejność to to pojawienie się plamy następuje krótko po jego kąpieli w stawie, po której jakaś spacerująca kobieta powiedziała, żeby nie pozwalać się tu kąpać psu, bo dzień wcześniej strażacy zbierali z wody jakąś ciecz - nie mieliśmy o tym pojęcia. Jednak każdy weterynarz stwierdzał, że to nie może mieć związku. W każdym razie z doraźnych środków stosuję tą dietę czyli bez kurczaka i zbóż, jednak to dopiero drugi dzień a pies ma biegunkę. Nie wiem czy to kwestia karmy, może włączyłam jej za dużo, a może to znowu jakiś inny czynnik. Przegłodzę go do jutra, dostanie dopiero obiad, zmniejszę ilość dodawanej karmy, być może przestawianie na inny sposób żywieniu u niego powinno trwać dłużej.

Odnośnie probiotyków dostaje je przy każdej antybiotykoterapii, podaję go nawet teraz, skoro organizm jest tak mało odporny może trzeba dbać i o tą kwestię. Poszperałam w internecie i natknęłam się na pewną weterynarz, o której nie przeczytałam ani jednej złej opinii, wszyscy polecają ją jako dobrą diagnostę. To przychodnia w Łodzi na Złotnie, pojadę tam, zobaczymy. I pewnie, że będę walczyć o zdrowie psa, przecież to członek mojej rodziny.

Również pozdrawiam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Malami może będziesz w stanie wstawić tu fotkę tej zmiany u swojego psa? Ciekawa jestem który antybiotyk tak zadziałał ładnie na Twojego labka. Nie znam niestety żadnego dobrego dermatologa weterynaryjnego który by przyjmował w Łodzi, mogę jedynie polecić Lublin i Warszawę. Czy Twój pies miał pobieraną krew?

Share this post


Link to post
Share on other sites

vetches zdjęcie zmiany w linkach

https://drive.google.com/file/d/0ByiFo8qkTv1temFyTUVCM2NTNjQ/view?usp=sharing

https://drive.google.com/file/d/0ByiFo8qkTv1tYmF3SlRZOXV5T1U/view?usp=sharing

https://drive.google.com/file/d/0ByiFo8qkTv1tNHFXUFBzeGdVSEk/view?usp=sharing

Pies miał podawaną najpierw amoksycyklinę, na którą bakteria miała być wrażliwa, tak przynajmniej wynikało z antybiogramu. Po 3 tygodniach jednak nie byłe efektu ale może dlatego, że na każdą biegunkę miał ją podawaną i w końcu organizm się uodpornił, a może przyczyna była inna. Następnie dostawał dwa razy Enroxil. Zmiana goiła się tylko podczas jego przyjmowania, następnie wszystko wracało i tak jest teraz jak na zdjęciach. Mam wrażenie, że zmiana choć ma bardzo brzydki kolor pokrywa się sierścią, ale to może tylko moje wrażenie, za dużo się na to patrzę. W każdym razie biegunka ustała, nową karmę ma włączaną wolniej i w mniejszych ilościach.

Pozdrawiam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No więc tak, pani weterynarz taka jak ją opisują w Internecie i oby się okazała takim samym diagnostą jakim jest człowiekiem. Mój pies ma prawdopodobnie ... grzybicę. Miał pobieraną próbkę w tym kierunku ale ponieważ grzyby rosną wolno, a bakteriogram był szybciej diagnostyki w kierunku grzybicy nie dokończono. Ot profesjonalizm...Weterynarz pobrała masę próbek z tego miejsca, wyniki na miejscu. Fakt, że grzyby mogą rosnąć nawet i 30 dni ale ze struktury włosa ma wynikać, że to grzyb. Włos ma zdrową cebulkę, widać, że rośnie i jest jakby ucięty. Sama skóra również wygląda jak zagrzybiony placek, a bakteria jest infekcją wtórna. Antybiotyk jedynie łagodził objawy bo włosy nigdy do końca nie odrosły, a Enroxil ma ponoć to do siebie, że działa również przeciwzapalnie. Dostaliśmy Malaseb i Lime do stosowania codziennie na przemian na zmienione miejsce. Gdyby to było za słabe włączony zostanie lek doustny no i czekamy na wyniki czy to na 100% grzyb. W każdym razie byłam zaskoczona profesjonalnym podejściem i planem na dalszą diagnostykę gdyby strzał z grzybicą okazał się nietrafiony. Co do alergii pokarmowej weterynarz uznała, że to mało prawdopodobne w tym przypadku aczkolwiek nie niemożliwe i w przypadku gdy leczenie będzie szło bardzo opornie zaproponowała badanie krwi, w którym jeśli pies ma jakąś alergię pewne parametry będą podwyższone (nie pamiętam jakie) i wtedy będziemy myśleć co dalej. Zaczynam być dobrej myśli, ze w końcu ktoś przeprowadzi rzetelną diagnozę w celu wyleczenia zwierzaka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No!Brawo.Będzie dobrze.(a nie mówiłam:))),że to nie wygląda na alergię?) Powodzenia dla Was,M.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Witam ponownie, bo problem wrócił :( Czemu nie jestem zaskoczona? :( Stosowaliśmy mazidła jakieś 3 tygodnie, pani weterynarz poleciła wszystko odstawić kiedy włosy zaczęły odrastać. Ciemne zabarwienie skóry jest podobno wynikiem wylania melaniny z komórek z powodu długo trwającego stanu zapalnego (nie jestem pewna czy dokładnie przytaczam) i taki kolor może utrzymywać się tak długo aż skóra całkowicie się złuszczy. Tylko, że włosy znowu są poucinane :( Niektóre mają pół centymetra, niektóre dwa milimetry. Wygląda to tak jakby ktoś te włosy przyciął maszynką zaczynając dalej od skóry, kończąc na 2 milimetrach. Dosłownie jest tak równiutko. Kolor skóry nadal jest czarny z czerwonymi przebłyskami. Weterynarz zasugerowała, że skoro problem wciąż nawraca przyczyna musi być w domu. Mieszkam wprawdzie w starej kamienicy, długo leżące ubrania w szafie mają czasami dziwny zapach ale nie jest to zapach stęchlizny. Stawiam na pozostałości zapachu po pożarze, który był w mieszkaniu jakieś 4 lata temu gdyż poza tym w mieszkaniu nie śmierdzi wilgocią, nie ma nigdzie widocznego grzyba, nawet w łazience, nie sądzę zatem, że źródło grzyba jest w domu. Ani papuga, która lata sobie swobodnie po mieszkaniu nigdy nie chorowała, ani żaden z domowników. Co ciekawe wzrost grzyba nie był obfity, po kilkunastu dniach udało się dopiero określić gatunek grzyba (microsporum canis), miałam wrażenie, że weterynarz obawia się, że to, że faktycznie jakiś grzyb wyrósł to było go za mało żeby inwazja była tak uciążliwa. Pies wciąż je suchą karmę, przytył 2kg co nas bardzo cieszy, bo jeszcze jakiś miesiąc temu ważył 24kg, a to trochę mało jak na labradora. Siostra, której koty miały grzybicę jak je znalazła w śmietniku (było to lata temu, pies nie mógł się od nich zarazić) leczyła je jakieś 3 miesiące codziennie kąpiąc w szamponie i podając ketokonalzol. Weterynarz bardzo nie chciała podawać mu nic doustnie ale samo smarowanie i kąpiele to jak widać za mało. Mam w domu sporo ketokonazolu i nie wiem czy nie zacząć go podawać samodzielnie czy jeszcze raz udać się do tej weterynarz. A może to zupełnie inna przyczyna? Pies ciągle się drapie i to zawsze w tych samych miejscach: z tyłu koło ogona, na szyi, czasami gryzie się po tym udzie gdzie w pachwinie jest łyse, próbuje się podrapać gdzieś pod brzuchem ale wiadomo, że nie da rady. Nie robi tego jakoś specjalnie często i nie odpowiadają temu konkretne sytuacje. Np śpi sobie i nagle się zrywa bo musi się podrapać, albo jak leży i się gdzieś gapi, albo w trakcie spaceru. Nie ma żadnej reguły żeby można było podejrzewać cokolwiek na tle nerwowym. Poza tym w miejscach tych nie ma żadnych łysych placków ani nawet skromnych przerzedzeń czy nawet połamanych włosów. Pies rzadko interesuje się łysym plackiem. Przez moment przyłapywałam go na gryzieniu się w tej pachwinie ale to zaraz po odstawieniu mazideł zanim włosy zaczęły się ścinać. Teraz kiedy są takie króciutkie w ogóle go to miejsce nie interesuje. Co to może być? Jakaś inna choroba skóry? Tylko dlaczego jest dobrze tylko w momencie kiedy prowadzone jest jakieś leczenie? Może to jakaś choroba autoimmunologiczna? Zupełnie nie rozumiem żadnej z tych prawidłowości i już nie wiem co robić. Druga kwestia, że nie wiem czy nie trzeba będzie poczekać z leczeniem, bo pies był tydzień temu szczepiony na wściekliznę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

umowilabym się z wetem dermatologiem w Multivecie,mozesz tez sama "wyguglać' dobrego dermatologa w Warszawie,jest ich kilku,w lecznicy na Białobrzeskiej - też.Nowa opinia przydać się może,nowe spojrzenie,nowe badanie,nowe leczenie.

Możliwe też,że to choroba autoimunnologiczna,ja poza tym -  zbadałabym również poziomy hormonów tarczycy...

W żadnym wypadku nie podaj mu Ketokonazolu!(samodzielnie,bez wskazań).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mam do Was pytanie, a widzę, że jest tutaj sporo specjalistów. Gdziekolwiek bym nie czytała na temat grzybicy wszędzie utrzymuje się, że leczenie grzybicy powinno trwać minimum 4 tygodnie (doustne), a nasza weterynarz zaordynowała jedynie 5 dni na itrokonazolu. Czy to nie za mało? + do tego oczywiście śmierdzące żółte świństwo do moczenia i chlorheksydyna do psikania. Szczerze? To już kolejny miesiąc leczenia, a tym razem nie widać żadnej poprawy... Zaczęłam mu to dodatkowo smarować klotrimazolem w maści. Weterynarz stwierdziła, że to od szczepionki na wściekliznę gdyż układ odpornościowy skierował się na inny tor i grzyb przyatakował. Czy klotrimazol to dobry pomysł? Czy to leczenie doustne nie było za krótkie? Co mam zrobić aby wzmocnić odporność psa? Czytałam również o szczepionce przeciwgrzybiczej ale czy to ma sens?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie jestem specjalistą, ale polecam zioła dognatural (http://www.dognatural.pl/index.php/ziola/dla-psow), które sama podaję mojem Lucjanowi na odporność i guzy. W przeszłości też dostawał mieszankę na atopowe zapalenie skóry.  Wygląda na to, że próbowałaś już wszystich dostępnych leków, a czasami zioła są bardziej skuteczne u psów i nie obciążają tak wątroby.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@malami1001

Nie zamierzasz skorzystać z podpowiedzi o konsultacji z innym wetem,a oczekujesz uzdrawiających porad na forum??Twoje pytania (sensowne,skądinąd) - powinnaś skierowac do psiego dermatologa."Leczysz" psa - jak sama piszesz- miesiącami I poprawy nie ma.Wnioski?Pora na innego lekarza.TUTAJ - specjalistów nie ma.

Szkoda psa...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przy takiej ilości antybiotyków to cud, że pies jeszcze żyje. Bo zostal całkowicie wyjalowiony z całej flory bakteryjnej. No i grzybica miała pole do popisu.

Ja mam w Warszawie doskonałego weterynarza, umie leczyć grzybice. Mam adoptowanego psa, też miał grzybicę i w dodatku nużycę, w tej chwili jest zdrowym, ładnym psem choć leczenie trochę trwało. I nie były stosowane antybiotyki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Malami jakiego grzyba stwierdzono u Twojego psa? Mam nadzieję że była wykonana hodowla a nie diagnoza postawiona na oko.

Share this post


Link to post
Share on other sites

bou to już 4 weterynarz, a psi dermatolog, rzekomo najlepszy w Łodzi bez żadnych badań chciał wypisać psu antydepresanty. I to nie ja leczę psa tylko leczą weterynarze. Nie jeżdżę do żadnych znachorów ani nie stosuję medycyny niekonwencjonalnej tylko chodzę do ludzi, którzy skończyli w tym kierunku studia. Skoro oni nie potrafią szukam informacji na własną rękę. A mając wiedzę jestem w stanie zweryfikować podejście weterynarza, kimkolwiek on by nie był i ewentualnie podziękować za usługi zanim zaordynuje kolejne bezskuteczne leczenie za ogromne pieniądze.

vetches hodowla była, wyszło microsporum canis, grzybica strzygąca. Tak też to wygląda gdyż skóra nie jest łysa tylko ma przerzedzone włosy jakby poucinane jakieś 3-4 mm przy skórze.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie jest moim zamiarem napadać na Ciebie,nie doczytałam jednak o 4 wetach.Doczytalam natomiast o mozliwej weryfikacji sposobu podawania leku p/grzybiczego (przez Ciebie)

(Ketokonazol ma olbrzymie skutki uboczne...) Trichofitoza leczy się b.opornie I leczenie trwa długo.Musi byc niezwykle konsekwentne,zeby przyniosło rezultaty.Powodzenia dla psa I dla Ciebie,pozdrawiam,M.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wracam znów. Zmieniliśmy weterynarza i niestety jak się okazało to "coś" rozprzestrzeniło się na całe udo. Wet podał Imaverol choć powiem szczerze, że miał mieszane uczucia odnośnie grzybicy ale ponieważ ciągle są tam podawane jakieś mazidła i płyny wykonanie badania skóry w kierunku grzybicy było bezcelowe. Dostaliśmy Imaverol, po 4 razach wet stwierdził, że to chyba jednak grzybica, bo stan zapalny skóry mija. Zaordynował kolejne 4 płukanki i kazał przyjść. Jeśli po odstawieniu leków będzie ok to super jeśli nie niestety dalsza diagnostyka w kierunku tarczycy i nadnerczy. Miałam iść do niego a tu okazuje się, że ma długi urlop, a zauważyłam, że skóra na udzie znów się przerzedza :( Powrót do poprzedniej weterynarz, która okazała się aniołem dla psa rodziców, który odszedł w weekend, jak trochę się pozbieram opiszę przypadek, być może kiedyś komuś ta wiedza się przyda i nie będzie sobie robił niepotrzebnych nadziei.

Wracając do mojego psa wczoraj wet zauważyła, że zmiany i wyłysienia robią się już nie tylko na udzie ale także na reszcie łapy - nie zauważam ich na bieżąco bo psiak ma jednak tą sierść nieco długą i widać coś dopiero jak większy fragment jest łysy. Dostaliśmy znów tą śmierdzącą jajami ciecz do oblania psa od "ludzkiego" pasa w dół, mamy to zrobić jeszcze dziś i później za 5 dni. Mam wrażenie jakby skóra już po wczorajszym zrobiła się jaśniejsza, wet też to zauważyła. Zaleciła też badania krwi i tarczycy w kierunku niedoczynności tarczycy. Pies ma też bradykardię, po przebudzeniu miał 56 u/min. Wet też go zbadała i stwierdziła, że faktycznie jak na zestresowanego psa w gabinecie ma dość niskie tętno ale niepokoić się trzeba dopiero jak spada poniżej 40 u/min. Badania zrobiliśmy, morfologia ok (choć to zupełnie o niczym nie świadczy), tarczyca zdrowa. Na jeszcze jedno badanie czekamy gdyż w wyniku jest lekka anemia ale ponoć trzy psy tego dnia miały podobne badania i możliwe, że szwankuje aparat, próbka została przesłana do laboratorium. Dziś mamy USG jamy brzusznej ze szczegołnym uwzględnieniem nadnerczy. W zależności od wyniku czeka nas jeszcze oznaczanie poziomu ACTH i hormonu wzrostu. Pies to labrador i jest mniejszy niż wszystkie inne labradory. Pomijam fakt, że nie da się go przytyć, możemy mu podawać wielką michę karmy, a nie przytyje, jedynie będzie robił ogromne kupy. Udało się go "przytyć" o całe 2kg. Jest jednak niższy niż inne psy w jego wieku (rok i 8 miesięcy). Wciąż jest żywym łobuzem, uwielbia się bawić, teraz przy tej temperaturze bardzo szybko się męczy. Tzn, chyba się męczy bo bardzo szybko strasznie zieje ale na zabawę ma ochotę nadal. Czytam teraz o chorobie Cuchinga i mam już fazy na punkcie guzów i obawiam się, że to właśnie to. Chociaż z objawów tej choroby zgadzają się tylko problemy skórne ale po ostatnich akcjach z psem rodziców jestem w stanie uwierzyć we wszystko. Ale z tego wynikałoby, że psiak ma go chyba od urodzenia, bo pierwsze wyłysienie zauważyliśmy w sierpniu tamtego roku. Jedyne co mnie jeszcze martwi to to (choć w sumie powinnam się cieszyć), to nie wiem czy pies ma normalny pociąg płciowy. Kilka razy zdarzyło się, że kręcił się obok jakiejś suczki z cieczką, wołany nie chciał wrócić, ale zabrany siłą i później spuszczony nie uderzał w dziką pogoń za zapachem cieczki. Pamiętam psa rodziców, na którego nie było bata, znalazł małą dziurę między człowiekiem a drzwiami i znikał na kilka dni. Podobnie maił pies mojego partnera - nie było na psa siły. Mój natomiast choć młody to i popęd powinien mieć ogromny a jakoś tego nie okazuje. Chociaż sama już nie wiem ale jak się okazuje każdy jeden objaw może mieć znaczenie, nawet trywialny.

Czy macie może jeszcze jakieś sugestie? Jakie badania wykonać? To to może być? Jak wrócę do domu wstawię zdjęcie tej nogi, teraz widać niestety znacznie lepiej gdyż rozlało się to po całej łapie. Nie wiem już co robić i obawiam się najgorszego. A leki na chorobę Cuchinga ponoć kosztują ponad 2500zł, nie wiem skąd tyle wezmę co miesiąc na kilkuletnie leczenie psa, chyba wyprowadzę się pod most i nie będę nic jeść...

Share this post


Link to post
Share on other sites

A czy robiłeś (aś) testy alergiczne? Jednak utrzymujące się biegunki, połączone z grzybicą mogą być wskazaniem. Moja najstarsza suka miała podobne objawy, zrobiłam jej badania z krwi na najczęstsze alergeny (niestety, dość drogie ok 1000 zł), wyszły jej uczulania, przede wszystkim na zboża,w tym ryż. Wyeliminowałam z karm wszystkie zboża, oprócz tego podawałam olej i probiotyki, suczka bardzo szybko doszła do siebie. Zeszły nawet jej zacieki spod oczu, które utrzymywały się od szczeniaka. Dziś karmię ją dobrymi karmami bezzbożowymi, mięsem z warzywami, kiedy widzę, że zaczyna ją swędzieć pyszczek (ma też alergię na niektóre pyłki), podaję kapsułki z olejem. Pies ma 4 lata, czuje się świetnie, jest w dobrej kondycji, ale bardzo pilnuję jedzenia, nie podaję jej niczego, czego nie znam, sprawdzam skład.

Czy pies miał badaną trzustkę?

Nie można leczyć tylko grzybicy, jeśli z układem pokarmowym są problemy, coś musi tkwić głębiej. Czy w hodowli, z której pies pochodzi, zdarzały się podobne przypadki? Mały przyrost masy ciała też może być spowodowany alergią.

Ja wykluczyłabym całkowicie kurczaka, zboża.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Elf1977 psiak nie ma żadnych alergii pokarmowych, sugerowano nam to chyba ze 100 razy, przechodził dietę eliminacyjną podczas antybiotykoterapii, nie ważne co je i czego nie je, choroba wciąż trwa. Jadł gotowanego kurczaka, gotowanego indyka, samego, z ryżem, bez, z makaronem, bez, różne różniaste karmy, wykosztowałam się na dietę bez drobiu, nigdy nie było żadnych efektów, muszę przyznać, że na diecie "gotowanej" był chudy jak szkapa, teraz dostaje karmę Farminy bez zbożową, bez białka drobiowego, 70% mięsa i produktów rybnych. Karmę wcina chętnie jednak oprócz tego, że udało się go utyć 2kg postępów w leczeniu nie ma żadnych. Uporczywe biegunki skończyły się w zasadzie po drugiej antybiotykoterapii, miewał je przy zmianach diet, a było ich troszeczkę gdyż weterynarze sugerowali alergię jednocześnie odradzając testy alergiczne ze względu na cenę i niemal zerową skuteczność (ponoć może się okazać, że pies jest uczulony na wszystko, nic tylko położyć się i umierać) u zwierząt. Teraz szamie tylko tą karmę, czasami dam mu trochę indyka czy innego zabronionego ludzkiego jedzenia, dość się już nacierpiał w związku z jedzeniem żeby mu wszystkiego odmawiać. Poza tym nie ma żadnych innych objawów alergii pokarmowej i obecna weterynarz wykluczyła tą chorobę. Teraz biegunek nie ma w ogóle, problemem jest tylko skóra, która zalecza się i odnawia zagarniając coraz większy obszar. Nowotwór skóry? Nie mam już pojęcia, a wszystkie badania są takie drogie. Nie to, że mi żal, bo wolę mieć psa niż pieniądze na koncie ale żadne wet nie jest w stanie pokierować w odpowiednim kierunku, tylko wszystko jest na oślep. Pani wet była przekonana, że to tarczyca, a tarczyca jest ok. Teraz nadnercza. Jak się okażą ok, to co? Tomografia? Rezonans? Wycinek skóry pod narkozą?(o tym też wspominała). Cała masa badań, a żadne nie przybliża do postawienia diagnozy dlaczego dermatoza ciągnie się tak długo. A może to nowotwór skóry? Niekompetencja lekarzy karze mi podejrzewać już wszystko... Chociaż ta jedna przeprowadza jakieś fizyczne badania, a nie tylko ogląda psa i wydaje wyrok.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niestety, najtrudniejsza jest diagnoza, szczególnie jeśli jest nietypowa, mogą minąć lata, zanim psa się zdiagnozuje prawidłowo.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie wiem czy to zaskoczenie ale nadnercza są zdrowe. Podobnie jak reszta w jamie brzusznej. Dziś kolejna wizyta i pewnie szukamy dalej... Chociaż ja bym zaczęła zwyczajnie leczyć grzybice doustnie, a nie tylko zewnętrznie, moim zdaniem na leczenie tylko zewnętrznie jest już jakieś pół roku za późno.

Share this post


Link to post
Share on other sites

a czemu ta zmieniona skóra nie jest wygolona? tak przez tą sierść wszystkim go smarujesz i to się paprze?

my mieliśmy całkiem podobną opowieść. pewnego dnia mojemu psu pojawiła się mała rana na udzie, co prawda po zewnętrznej stronie, ale to był dopiero początek. całość miał pozlepiane sierścią, co dawało złudny efekt, że nic poważnego się nie dzieje. pierwszy wet (ten nasz "od pierwszego kontaktu") zbagatelizował sprawę, popatrzył, stwierdził, że nic złego się nie dzieje, kazał przemywać jakąś wodą utlenioną i tyle. z czasem robiło się to coraz większe, kolejna wizyta, dostałam jakiś spray do piskania na ranę, ale to nadal wszystko było zalepione. do tego doszły jeszcze rany z przodu, poniżej gardła, aż do "linii łap". no to decyzja, szukamy innego weta. trafiliśmy do pani, która z miejsca rany wygoliła, wyczyściła, pobrała zeskrobiny, antybiotyk dała i tak chodziliśmy na przemywanie tych ran. sprawa się zaleczyła, chociaż i tak zdążyło mi się oberwać, ze psu robię krzywdę karmiąc go naturalnie, a nie super hiper ekstra suchą karmą dla wrażliwców plus tak samo snuła wizję pobierania kawałka skóry w celu dalszej diagnostyki jak to nie przyniesie efektu. wyniki badań zeskrobiny nie pokazały nic. też było podejrzenie grzyba, a tu tylko jakieś jedne bakterie lekko podwyższone, co jest normą przy takiej ranie, jaką miał mój pies. i gdy już wszystko było na dobrej drodze (rany wyleczone, skóra powoli zaczynała zarastać sierścią) zmiany znowu powróciły plus jeszcze pojawiły się w pachwinie i w innych miejscach. znowu inny wet, tym razem diagnoza "robaki". dostał końską dawkę na odrobaczenie, dostał preparat na sierść, a i tak to nijak nie pomogło, wręcz było jeszcze gorzej, bo i totalnie podtruł się tymi tabletkami na odrobaczenie i już zachowanie z powodu ran było inne. noi tak samo słyszałam o tym, że powinnam psa karmić suchym...

po tym zapadła decyzja, że jedziemy do Warszawy. na forum BARFowym znalazłam wetkę, do której nie będę musiała przebijać się przez centrum miasta i która nie zacznie mi opowiadać, jak to krzywdzę psa surowizną. jak pokazałam psa i opowiedziałam historię leczenia to aż się za głowę złapała. z miejsca zostały zrobione badania krwi, rany od nowa wyczyszczone, wszystko wygolone, ustalona dieta (wyłącznie jedno źródło białka), ustalone leczenie i śmiało mogę powiedzieć, ze psa mi z tego wyciągnęła. wiedziała, że przyjeżdżam 50km w jedną stronę, więc tak ustalała leczenie, żebym z nim przyjeżdżała tylko wtedy, kiedy to absolutnie konieczne i część zastrzyków robiłam sama (to tak mówię, bo pewnie przeraża Cię wizja jeżdżenia 120km w jedną stronę (czy ile tam macie z Łodzi do Warszawy) np. co drugi dzień na zastrzyk). z pieniędzy też nie zdzierała.

a diagnozy nie mam pewnej na 100%. było podejrzenie alergii, było podejrzenie grzybicy czy jakiejś bakterii, było podejrzenie tarczycy (tu mamy wyniki trochę poniżej normy, więc coś na rzeczy jest), było podejrzenie choroby autoimmunologicznej czy nawet określenie tego jako "przypadłość częsta u owczarków niemieckich, o proszę tu artykuł niech pani sobie poczyta".

co do kup: niezależnie czy sucha karma czy puszki czy gotowane z kupą było bardzo różnie, w większości przypadków biegunkowo. pomogło dopiero przejście na surowiznę i odpowiednie dawkowanie kości w stosunku do mięsa. z trzustką wszystko w porządku.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tylko, że my kupy mamy teraz idealne, daję mu czasami np. mięso z zupy czy kawałek pasztetu, który uwielbia i też nic się nie dzieje. Czasami ma rzadszą jak dostanie jakiegoś wielkiego smaka typu krtań czy kopyto jelenia ale to są wyjątkowe przypadki i po jednym załatwieniu sprawa wraca do normy. Z resztą nawet gdyby miał mega biegunkę nie zgodzę się na żaden antybiotyk, no chyba że trwałaby bardzo długo co wiadomo może doprowadzić do odwodnienia.

Psa wygolił poprzedni weterynarz ale tylko dlatego, żeby zobaczyć jak daleko sięga zmiana. W tej chwili musiałby być chyba wygolony cały żeby zobaczyć czy nie rozniósł sobie tego po całym ciele, nie mam pojęcia czy do dobry pomysł czy sierść nie stanowi jakiejś naturalnej bariery? Będzie wyglądał jak wypłosz ale trudno, mnie to nie przeszkadza ale generalnie aplikowanie tych mazideł odbywa się na nieogoloną skórę. Jest to utrudnione bo muszę wszystko dokładnie wmasować i robić wszystko na dworze. U nas w badaniach najpierw wyszła bakteria, bo na to była pobierana zeskrobina, później u tej babki, do której teraz chodzimy wyszedł grzyb. Przy czym bakteria mogła już być powikłaniem, to normalne, że do gołej skóry bez bariery ochronnej przyczepia się wszystko co może.

Co do diety jak dla mnie mógłby jeść surowiznę przy czym chyba ja musiałabym jeść suchy chleb z wodą - nie stać mnie na dietę BARFową :( To duży pies, który musi dużo zjeść. Bankrutowałam już jak podawałam mu samego indyka, była nawet weterynarz, która była w 100% przekonana bez żadnych badań, że to alergia pokarmowa i kazała psu dawać tylko i wyłącznie wołowinę. Już były plany oddania psa do domu, w którym opiekunów stać na dietę składającą z najdroższego mięsa, nie muszę chyba mówić, że ryczałam w sklepie jak zobaczyłam ceny tego mięsa i policzyłam ile miesięcznie będzie mnie kosztować żywienie psa, nie mówiąc już o lekach i innych sprawach związanych z utrzymaniem psa. I tak wszystkie wydatki są planowane pod psa, a właściwie nie ma już żadnych planów. Kiedy czytam o leczeniu grzybicy wszędzie piszą, że leczenie doustne to minimum 6-8 tygodni a mazidła są tylko wspomaganiem leczenia. U nas są tylko mazidła, bo doustne leki powodują problemy z wątrobą. No super że będę mieć psa ze zdrową wątrobą tylko, że łysego z czarną skórą. Chyba muszę znaleźć weterynarza starej daty, który zacznie leczyć grzyba tak jak być powinien leczony. Ci młodzi weterynarze zachowują się gorzej jak pediatrzy, przy czym pediatra nie waha się przed podaniem dziecku leku kiedy wymaga tego sytuacja.

Nasze zmiany nie są ranami. Nie ma nawet strupków gdyż gonię psa jak tylko widzę, że zaczyna się tam podgryzać. Jest to zwykły plac z "poucinanymi" przy skórze włosami. Skóra w kolorze grafitu do czarnego, podobno to wynik wylania się melaniny z komórek na skutek stanu zapalnego. Dziś kolejna wizyta i jeśli nie dostaniemy oczekiwanego leczenia tylko pójdzie kolejna kasa na kolejne badania zdrowego wewnętrznie psa szukam lekarza z datą urodzenia poniżej 1970 roku... Mojej siostry koty jadły ketokonazol przez prawie pół roku. Znalazła je w śmietniku i były zagrzybione od stóp do głów. Dziś pewnie kąpałaby je latami w szamponach, smarowała mazidłami i leczyła koty nie pół roku ale dwa lata z takimi rozległymi zmianami. Ja rozumiem, że wątroba ale bez przesady...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeżeli mieszkasz w Warszawie lub okolicy to mogę polecić dobrego weta, ja się go trzymam już od 1985 roku i jak dotąd nie narzekam. Jedyne, czemu nie dawaliśmy rady ale też po walce z chorobą to rak. Ale w innych przypadkach zawsze mi pomagał i przy szczeniakach i dorosłych psach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

mój pies waży 37kg i taniej wychodzi BARFowanie niż karmienie dobrą suchą karmą. dostaje kurczaka, indyka, kaczkę jak się na promocji trafi, wołowinę. to przecież nie dajesz psu czystego mięsa typu pierś z kurczaka czy polędwica wołowa;) liczą się też podroby (np. serce wołowe mam po 6zł kg na bazarku, po 8zł/kg w markecie). możesz wejść na BARFowe forum (barfnyswiat) i zobaczyć kto z Łodzi gdzie jakie mięso kupuje, w jakich cenach.

co do wygolenia: dla mnie to podstawa. nie paprze się to w sierści, masz dobry dostęp, obserwujesz co się dzieje ze zmianą. nie musisz golić całego psa, ale jak widzisz, ze coś się dzieje w danym miejscu to lecisz z sierścią. tak samo całego psa przelatujesz "pod włos" i widzisz, co gdzie się dzieje. wtedy masz na tym jakaś kontrolę. a sierść owszem, jest barierą, ale u zdrowego zwierzęcia. wyglądem się nie przejmuj, ja już jestem tak wyczulona, ze każde najdrobniejsze zaczerwienienie, każdą zmianę wygalam, żeby się syf z tego nie zrobił i czasem mam psa "łatka", ale to dla jego dobra.

mówisz o takich plamkach czarnych, małych? u mojego też to było, potem przeszło w całą czarną skórę (ale tylko w okolicy pachwin), a wraz z powodzeniem leczenia cofało się, znowu do etapu czarnych kropek, aż w końcu wróciło do normalnego koloru.

moja wetka nie jest starej daty, a nie bała się dawać psu leków, bo trzeba było wyprowadzić go z tego stanu. zastanów się nad tą Warszawą. ja bardzo żałuję, ze od razu nie pojechałam do tej wetki, bo to i pies się męczył i kasy bardzo dużo poszło na "leczenie" u mnie w mieście.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!


Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.


Sign In Now