Jump to content
Dogomania
  • Announcements

    • Admin

      Regulamin Forum   12/31/16

      Dogomania na Facebooku
      https://www.facebook.com/groups/DogomaniaPL/    
Sign in to follow this  
Ka$ka9141868

Czy psy mogą przewidziac własną smierc

Recommended Posts

mój piesek też jest dobrym przykładem na potwierdzenie tej tezy. Miał silną arytmię serca i w ostatnim tygodniu nie wskakiwał na kanapy, nie bawił się, nie chodził prawie. Ostatniego dnia rano, wskoczył na łóżku ze swoim kocykiem i zaczął go ssać tak jak zawsze, gdy był młodszy, chciał by troszkę pobawić się, zajrzał do miski. Ucieszyłyśmy się z mamą, że wszystko będzie dobrze i że Ami wyzdrowieje. Z domu wyszłam o 7:20, a o 7:40 Ami już nie żył. Poszedł w miejsce gdzie nigdy nie siedział, nie zaglądał do tego kąta. Mama usłyszała cichy pisk i Ami był już za TM.
Dowiedziałam się dopiero gdy wróciłam do domu, jego ciałka już nie było i dzięki temu jak się zachowywał w tych ostatnich minutach pozostało mi wspomnienie radosnego, skorego do zabawy psiaka.

Share this post


Link to post
Share on other sites
moj mieszaniec on i dobermana mial bialaczke ...
chorowal dlugo i ciezko - caly czas mielismy nadzieje wyniki poprawialy sie i pogarszaly :(
i tak na zmiane...
pewnego wieczora w pracy czulam niepokoj , wielki niepokoj...
wyszlam predzej - wrocilam do domu Mama powiedziala ze z Napim od rana zle wet byl dostal kroplowke i nie wstaje juz po niej , wiec stwierdzilam ze dzownimy do weta
iwtedy Napi podniosl glowe i popatrzyl na mnie dziwnymi oczami , wzielam jego glowe w rece i spojarzalm na niego
Z oczu lecialy mu łzy......
nigdy nie widzialam jak placze pies:(
odetchnal gleboko i odszedł za TM ....

Wiem ze czekał na mnie.....

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ojciec Leon Knabit w swojej ksiazce pt.Czy zwierzęta mają duszę ? na pytanie czy jest niebo dla zwierząt stwierdza:"Uwazam,ze powinnismy sie bronic przed zbytnia ciekawoscia w tej kwestii i zaufac Bogu. Sa oczywiscie pytania. Bo trudno uwierzyc,ze Bog, Dawca zycia, stwarza zycie na jakis czas. A potem ma sie to zycie unicestwic? Nie wierze tez,ze te umeczone koty, bezdomne psy, bite konie nie beda mialy nagrody. Ale to sa pobozne zyczenia. Najlepszym wyrazem naszej milosci do zwierzat nie jest poszukiwanie odpowiedzi na pytanie o plany Pana Boga, lecz zatroszczenie sie o to, bysmy mieli szacunek do naszych mniejszych braci i przestrzegali ich praw. A rzeczywistosc na pewno okaze sie duzo bogatsza, niz mozemy sobie to wyobrazic. Bo u Boga wszystko jest mozliwe."
Jezeli chodzi o przewidywanie wlasnej smierci u psow to nie do konca jestem w stanie uwierzyc w takie rzeczy,chociaz na przyklad moj poprzedni jamnik czekal do soboty ,bo wiedzial,ze moj tata nie przyjedzie wczesniej niz w piatek wieczorem i wlasciwe w czwartek zaczal sie coraz gorzej czuc, w piatek juz nie wstawal ale dalej walczyl jak przyjechal tata to pies nawet ogonem probowal merdac na widok taty , no a w sobote po 15 zesmy go uspili na szczescie u nas w domu i pochowalismy pod jego ulubionym drzewem :(

Share this post


Link to post
Share on other sites
[COLOR=#222222][FONT=Times New Roman]witajcie. mojej przyjaciolki pies jest juz strasznie stary, apatyczny, brak siersci od polowy tulowia do ogona, ogolnie wyglada jakby przyszedl juz na niego czas... kilka dni temu przyszla wetka, mysleli o uspieniu bo widac bylo ze sie meczy, stanowczo odmowila mowiac, ze pies jest w dobrej kondycji, zdrowy, jedynie cierpi na niedoczynnosc tarczycy stad taki wyglad itp. ale mnie niepokoi jedno... ciagle lezy i straszliwie jeczy... nie da rady chodzic za duzo wiec zwykle lezy, przechodzac obook niego on stara sie kazdego dotkac chociaz nosem, polizac i patrzy smutnymi oczami i jeczy. wczoraj bedac u kolezanki zauwazylam ze go nie ma, wystraszona pytam sie gdzie pies, nikt nie wiedzial. jej babcia poszla wieczorem z latarka szukac go po calym osiedlu, nigdzie go nie bylo... w nocy podobno znalezli go w stosie drewna opalowego, nie mial jak wyjsc wiec musieli go wyciagnac na sile. myslicie ze on moze "czuc" swoj koniec i temu schowal sie tak zeby nie mogli go znalezc? dodam tylko ze wierze w "nadprzyrodzone" zdolnosci psow, ogolnie w wieksza inteligencje psow (wierze po prostu ze sa znacznie czulsze w odbieraniu bodzcow, bo skoro pies potrafi przeczuc ataki cukrzycowe u czlowieka i wyczuc raka to coz...), ale chcialam opowiedziec historie mojej szczurzynki... wyprowadzilam sie z domu, malenka zostala u mojej mamy, codziennie dostawalam telefon ze to juz koniec, ze wyglada coraz gorzej, ze nie je i nie pije, ze chodzi juz coraz mniej, codziennie czekalam na telefon od mamy ze to koniec... po jakims czasie (ok. miesiaca) zasmialam sie do mamy ze ona moze czeka na mnie i mojego (owczesnego) chlopaka, a jej pana (kochal ja najmocniej, byla tylko jego, on ja wybral, on ja z calej 5 lubil najbardziej). na drugi dzien przyjechalismy w odwiedziny. malenka jakby odzyla, jadla biegala w miare sil, bo jednak starosc to nic przyjemnego... po tygodniu moj facet wyjechal a ja jeszcze zostalam pare dni dluzej. na drugi dzien po jego wyjezdzie odeszla... nie wiem czy na prawde "czekala" na nas zeby sie "pozegnac", ale wiem ze jak mama zobaczyla jej lepsze (moze tylko pozornie) samopoczucie to byla bardzo zdziwiona, a po tygodniu jak gdyby nigdy nic zasnela i sie nie obudzila... slyszalam wlasnie ze niektore psy czujac swoj koniec chca odejsc jak najdalej od domu, zeby nikt nie widzial, gdzie bedzie cisza i spokoj zeby po prostu odejsc. myslicie ze pies mojej kolezanki wlasnie tez szuka swojego spokojnego miejsca zeby odejsc? wiem tylko ze jego jeki jak jest w domu sa przerazajace, potrafi jeczec cala noc... dodam jeszcze ze mieszkaja w domu z ogrodem, bramka zawsze zamknieta, a schowac sie tak na terenie domu ze nikt, kompletnie nikt nie mogl go znalezc...[/FONT][/COLOR]

Share this post


Link to post
Share on other sites
Na pewno psy to wyczuwają. Pies moich sąsiadów, który znany był w całej okolicy z wałęsania się wszędzie, niebywale inteligenty (z tych małych mądrali) kilkanaście lat unikał śmierci. Miał takie hobby, że gonił wszystkie przejeżdżające samochody i gryzł w opony. Miał całą masę wypadków (i ani jednego zęba), bo to był ekstremalny sport i wiele razy nie dawano mu szans na przeżycie, a zawsze jakoś się wypigłał :) Często przychodził też do mnie na ogródek i uczył przetrwania mojego psiaka. Najpierw oczywiście długo ustalali hierarchie i było dosyć ostro, ale później bardzo się zaprzyjaźnili. Trwało to kilka lat. Kiedy Misiu przeczuwał już swój koniec to przyszedł do mojego Reksia, pomilczeli trochę i zszedł mu z oczu, żeby paść zaraz za rogiem. Przeczuwał więc, że to koniec i pożegnał się z przyjacielem.

Share this post


Link to post
Share on other sites
wczoraj rano Czwartek (tak mial na imie) odszedl... podobno z samego rana obszedl cale podworko, popatrzyl co sie dzieje za bramka, chodzil wyraznie lepiej i wygladal zdrowiej, pozniej znalezli go schowanego (na prawde nie wiem gdzie, z tego co kolezanka opowiadala to ciezko bylo go znalezc, w ogole nie bylo go widac...) i juz martwego... chcialam zauwazyc ze pani weterynarz ok tydzien temu stwierdzila ze pies jest w dobrym stanie ogolnym, zdrowe serce, nerki, pelny zdrowy zoladek, brak guzow, jedynie dysplazja stawow (duzy pies, mix sznaucera ollbrzyma) i niedocznynnosc tarczycy przez co pol jego ciala byla kompletnie wylysiala, skora wygladala jakby miala peknac, widac mu bylo wszystkie kregi w kregoslupie blizej ogona... dala zastrzyki i leki a on ciagle w nocy lezal i stekal, twierdze ze to bylo celowe wykorzystanie rodziny finansowo, bo jak widac zadne leki nie pomogly, a przyjechala na prosbe rodziny by go uspic i ulzyc mu w cierpieniu. widocznie wetka nie uspila go z premedytacja, bo wtedy zapewne ona musialaby cos zrobic ze zwlokami. nie wiem... smutno strasznie, lubilam tego staruszka...Czwartek odszedl w czwartek, w momencie gdy wszyscy domownicy byli w domu... niech spi spokojnie...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Może nie śmierć, ale mój Kazik zawsze wiedział kiedy wracam do domu. Kończyłam o różnych godzinach lekcje, czasem się zasiedziałam u koleżanki ale 15-20 minut przed moim przyjściem siadał pod furtką i wyczekiwał. Mama nie dzwoniła do mnie, patrzyła przez okno i jak siedział to było pewne, że zaraz będę w domu. Wracałam od 12 do 22 do domu, zależy od okoliczności a on zawsze wiedział.
Sunia przed śmiercią pożegnała domowników- ogólnie nie była kontaktowa, najlepiej jej było jak zostawiło się ją w spokoju z miską ale przyszła, każdemu kazała się pogłaskać a potem schowała się w budzie i musieliśmy zadzwonić po weterynarza, bo cierpiała, miała raka, nie dało się nic zrobić. Miała jakieś 15-16 lat.
Suczydło było do tego takie mądre, że wyczuwało sąsiada- ten %$#&* kiedyś przyszedł od nas syna odebrać, popatrzył na psa i zaproponował, że może ją do lasu wywieźć bo po co nam taki stary pies, że bezużyteczny. Jedyny człowiek, który był goniony przez nią już do końca jej życia.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tak,uważam że psy to czują i chcą nam swoim przyjaciołom oszczędzić tego widoku.Tak odeszła nasza Sonia w ub.sobotę.W czasie swojego cierpienia spowodowanego nieuleczalnym nowotworem,leżała za wersalką.Gdy nadszedł koniec zauważyliśmy jak weszła do łazienki,było tam ciemno, i dosłownie po kilku minutach już odeszła.Usłyszeliśmy siedząc w kuchni kilka bardzo głośnych oddechów.Gdy poszedłem zobaczyć co się dzieje, już leżała martwa.Pozostał żal i smutek:(

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Zagłębiak']Tak,uważam że psy to czują i chcą nam swoim przyjaciołom oszczędzić tego widoku.Tak odeszła nasza Sonia w ub.sobotę.W czasie swojego cierpienia spowodowanego nieuleczalnym nowotworem,leżała za wersalką.Gdy nadszedł koniec zauważyliśmy jak weszła do łazienki,było tam ciemno, i dosłownie po kilku minutach już odeszła.Usłyszeliśmy siedząc w kuchni kilka bardzo głośnych oddechów.Gdy poszedłem zobaczyć co się dzieje, już leżała martwa.Pozostał żal i smutek.Przepraszam to miał być inny obrazek :( :( Właśnie taki

Share this post


Link to post
Share on other sites
Również uważam, że pies przeczuwa, że coś się stanie... Straciłam swojego przyjaciela dokładnie miesiąc temu. Wszystko potoczyło się nagle, dramatycznie, trwało zaledwie klika godzin. Po przebudzeniu się ok 4 nad ranem piesek położył się na wycieraczce, chciał wyjść z domu. Został wypuszczony, bardzo wolno pokonał 2 schody, przeszedł podjazd, skręcił do ogrodu. Nie szczekał, nie wąchał, nie rozglądał się jak zawsze, nie interesowało go nic co dzieje się dookoła. Szedł ze spuszczonym ogonkiem i główką prosto w takie oddzielone miejsce w ogrodzie gdzie rosną gęste krzewy jeden przy drugim. Miał moment, że ugięły mu się nóżki, stracił równowagę ale kontynuował. Oczywiście zatrzymaliśmy go. Kilka/kilkanaście minut później pojawił się pierwszy atak, który po krótkim czasie przekształcił się w stan padaczkowy. Mimo kilkugodzinnych prób Jego ratowania piesek odszedł...

Co ciekawe, to ja odczuwałam ogromny niepokój od dwóch dni przed tym wydarzeniem. Do tego stopnia, że brałam leki na uspokojenie bo nie mogłam spać, czułam wewnątrz stres/strach coś jak przed skokiem z wysokości. Kiedy został u weterynarza (miał mieć podawane kroplówki, leki, miał być wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej) niepokój zniknął, chociaż teoretycznie trwała walka o Jego życie. Nie czułam nic...pustka. Po godz 8 rano zadzwonił telefon...

Nie dziwie się osobom, które nie wierzą. Też zawsze się z tego śmiałam i z politowaniem traktowałabym takie opowieści do dziś. Gdybym nie doświadczyła tego na sobie. Wiem, że czułam straszny niepokój przed tym wydarzeniem (rozmawiałam o tym wtedy z rodziną więc to nie jest dorabianie ideologii po fakcie) i totalna pustkę przed wiadomością o śmierci.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Mój Kudłaty chodził osowialy kilka dni. Nie jadł, nie pił, nie szczekal, nie reagowal jak się go wolało, nie merdal ogonem. Po prostu leżał. Dzień przed odejściem za TM zjadł, pomachal ogonem, dal się poglaskac, a następnego dnia znaleźliśmy go zdechłego. Może chciał dac nam trochę radości... Podobne było z Puszką, matką Kudłatego. Miałam wiele innych psów, ale nie każde z nich zginęło w sposób naturalny...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Psy na pewno to przeczuwają. Ciężko mi do dziś myśleć czy też pisać o tym, mimo że mineły już prawie 3 lata Mój Ramzes który był Rottweilerem chyba jednak przeczuwał swoją śmierć. Był wierny do ostatniej sekundy swojego życia. On kochał całą swoją rodzinę. Pare dni wcześniej jego życia obronił Moją siostrę przed 2 pijakami. Wracała z żabki po 22 i za rogiem ją zaczepili a że Ramzes nie miał kagańca a gdy oni podchodzili wyrwał jej się z ręki ze smyczą i rzucił na jednego z nich. Złapał do za rękę i zaczął tak jak by rozrywać, wkońcu gość upadł a on go dalej gryzł, nie przeszkadzało mu nawet to żę gość go kopie kolankiem, jak by mu było wszystko jedno, byle by ochronić swoją rodzinę. Potem okazało się że gość miał pogruchotaną kość przedramienia i rozerwaną skórę do kości. Wiem o tym bo moi znajomi znają tego typka i z tego co wiem to nigdy więcej się tam nie pokazał już. Gdy wrociłem po 2 zmianie to siostra mówiła mi żę leży tylko na moich rzeczach. Nie jadł cały dzień, leżał praktycznie tylko na mojej koszulce. Gdy wróciłem przywitał się ze mną, położył głowę na Moich kolanach, patrzył na mnie jak by mi chciał powiedzieć: "To nic przyjacielu, nic już nie boli, to nic...." odetchnął głęboko i zamknął mokre oczy. Po sekcji okazało się że miał guza mózgu, dlatego też był agresywny w stosunku do innych psów. Kiedyś powiedziałem sobie że jest najgorszym psem jakiego miałem ale po jego śmierci wcale tak nie myślałem i wszystko mu wybaczyłem . Tak na prawdę był moim najlepszym. Wydawać się mogło że rozumie wszystko co do niego mówiłem ale nie mógł ze mną pogadać jak z przyjacielem, zawsze tylko słuchał, szczekał na smycz gdy chciał wyjść.

Towarzyszył mi przez 9 lat Mojego życia.
[*] Już nic nie boli przyjacielu, kiedyś się spotkamy
[*]
Ramzes 03.06.2002 - 18.04.2011r Edited by Losiek1990

Share this post


Link to post
Share on other sites

Współczuję niektórym płytkim ludziom z tego postu. 

Jest prawdą że psy które kochają swoich właścicieli trzymają się i żyją bo nie chcą sprawić przykrości swojemu ludzkiemu przyjacielowi. Czasem człowiek musi podjąć decyzję i pożegnać psa. Co mają przynieść te kilka dni kiedy pies leży i cierpi jego dusza ? Kiedy nie ma siły iść żeby się załatwić ? Dlaczego po tylu latach kiedy dawał nam radość mamy teraz zmuszać go do takiego życia w tych ostatnich dniach ? Dlaczego mamy zabierać mu godność ? Dla mnie o wiele bardziej smutne i zalewające łzami oczy jest patrzenie na cierpienie psa niż powiedzenie żegnaj. Zasługujesz na to żeby nie przeżywać tego cierpienia fizycznego i psychicznego tylko dlatego że mi jest ciężko. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zgadzam się z Wieczysławem. Ja też nie raz musiałam skracać cierpienia umierającym na raka psom, raz nawet wet prowadzący mojego psa od szczeniaka miał opory, radzxił zeby poczekasć aż sam umrze. Wtedy powiedziałam, że pies zaczął cierpieć i niech ma godną śmierć. Bo mój wet nigdy pierwszy nie powiedział mi, że trzeba psa uśpić, walczył do końca i to ja widząć, że pies przestaje walczyć o życie podejmowałam decyzję. Robiłam to z miłości do nich, nigdy dlatego, że nie chciałam ich leczyć, leczyłam dopóki się dało.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bardzo cierpiałam, gdy zdecydowałam się na skrócenie męki mojemu psu choremu na raka żołądka. Wybrałam - ja będę cierpieć, a on niech będzie wolny od wszelkich męk. Ratowałam go do końca, ale życie już za bardzo bolało. Przy drugiej gastroskopii i szczerej rozmowie z lekarzem, zdecydowałam go nie wybudzać. Myślę, że dobrze zrobiłam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Czy uważacie jak pies żyje długo i nagle nie chce wychodzić, nie chce praktycznie jeść (ewentualnie jakieś fajne przysmaki jak kiełbaskę serek) Nie chce właściwie jeść. Tylko leży i nie chce wyjść ale dla nas siłą woli wstanie i wyjdzie się załatwić. To wtedy można pomóc mu odejść ?  Czy trzeba czekać na fizyczne cierpienie ? Bo wiadomo że teraz jest psychiczne cierpienie. Dlaczego weterynarze są za takim przedłużaniem życia. No i właściciele co nie mogą pogodzić się z faktami. Przecież to nie musi być choroba. Tylko starość. Pies nie ma siły już żyć i prosi o zesłanie go za ten Tęczowy Most. W jakim celu pies ma leżeć i się źle czuć fizycznie i psychicznie ? Nie rozumiem ludzi którzy przedłużają ten czas odejścia.

Na jednym forum zostałem zbanowany przez swoje poglądy na ten temat. Nie wiem czy dla nich pies ma się do końca upodlić. Albo sam umrzeć z głodu ? Nie wiem jak można to robić psu który żył dla nas tyle lat aż w końcu przyszedł czas odejścia. I co ? Trzeba to przedłużać robiąc badania ? Co to ma zmienić ? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

Sign in to follow this  

×