• Announcements

    • Admin

      Regulamin Forum   12/31/16

      Dogomania na Facebooku
      https://www.facebook.com/groups/DogomaniaPL/    
pa-ttti

Kurs Trenerski Coape - opinie!!!

103 posts in this topic

Brezyl, odpowiedz proszę na moje pytanie odnośnie zdjęcia z linką:
a konkretnie? co konkretnie osoby na zdjęciu robią źle? czy wydają źle jakąś komendę, czy mają złą mowę ciała? co Ci się nie podoba w przeprowadzeniu tego ćwiczenia i co byś zmieniła? co ogólnie uważasz za minut w sposobie przeprowadzenia tego ćwiczenia? tłumaczyć, jak rozumiem, nie trzeba, o co tutaj chodziło - wszystko przecież wiesz doskonale na podstawie tego zdjęcia.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Mialam przypadek gdy obroza zlamala kregoslup. Dziecko stalo przed winda, pies wszedl, drzwi sie zatrzasnely i winda ruszyla. Dziecko zamiast puscic smycz trzymalo ja kurczowo.

Share this post


Link to post
Share on other sites
ach te przypadki :D

Sjette, może najlepiej byłoby nie mieć psa, wtedy takie przypadki nie będą się miały prawa zdarzyć. Bo obroża łamie kręgosłup, smycz może np. zawinąć się wokół szyi i udusić psa. Kurczę, nawet strach psa w pokoju zamknąć bo jeszcze sobie głowę o coś roztrzaska. Chyba muszę wziąć coś na uspokojenie, żeby spać spokojnie, zaczynam się obawiać o moje psy (jeden np. zawinął się właśnie w koc, także lecę go odwinąć bo się za chwilę udusi! )

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przypdeki zaplatania sie psa w sznurek od prania tez mialam. To ze takie rzeczy sie zdarzaja nie znaczy ze powinnismy celowo do nich doprowadzac.

Share this post


Link to post
Share on other sites
masz rację. Od jutra będę psy po schodach nosić, żeby ich celowo nie narażać na połamanie nóg.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pa-ttti, właśnie dostarczasz argument na kolejną słabość tego kursu: nie uczy wyobraźni i zapobiegliwości w kontekście, nazwijmy to funkcji doradczej trenera / behawiorysty. Ani tego, że psy potrafią być skrajnie różne. A potrafią, nawet jeśli 100% psów kursantów to były ciapciaki.

 

Ile psów umrze najadłszy się kocyka włożonego do kennelu? Może jeden na ileś tysięcy. Ktoś powie tylko jeden, ale zawsze jest to jedna żywa istota, przez kogoś kochana. Brzmi abstrakcyjnie, a się wydarzyło. W mojej hodowli o tym przestrzegają, bo przypadek dotyczył ich szczeniaka w nowym domu. Dobrze że posłuchałam, bo mój pies też zżerał za młodu. Wolę zapobiegać, jednocześnie żyć w przeświadczeniu że to kosmos i abstrakcja niż się obudzić z "ręką w nocniku". I tego oczekuję od hodowcy i trenera. A co do pokoju, to wyobraź sobie, że ja go sprawdzam zanim zostawię psa i usuwam wszystko, co się nadaje do strącenia, rozbicia, wywrócenia, zjedzenia.

 

Wracając do długiej linki - Cavecanem wspomniała o 1 konkretnym ćwiczeniu. Na określonym, tj. początkowym etapie, kiedy się jeszcze nie robi regulaminowego wykończenia ani nie ćwiczy szybkości. Mam nadzieję, że Wam o tych niuansach powiedzieli. Różnica między tym ćwiczeniem a sytuacją ze zdjęcia jest zasadnicza. Więc jeśli w taki sposób Was uczyli jak się posługiwać linką, to Wy tego dalej nie umiecie ;)

 

Nie rozumiem czemu tak zacięcie bronisz tego kursu. Przecież nikt Ci już nie robi wycieczek personalnych żeś poszła, więc nie musisz bronić swojej osoby, bo nie masz przed czym. Wbrew pozorom nikt tu dla Ciebie nie chce źle.
 

Share this post


Link to post
Share on other sites

ach te przypadki :D .... Bo obroża łamie kręgosłup, smycz może np. zawinąć się wokół szyi i udusić psa.


Co może się wydarzyć przy użyciu zwykłej sznurkowej flexi. http://www.hexdogs.com/blog-this/ask-me-how-i-feel-about-flexi-leashes http://news.vin.com/VINNews.aspx?articleId=31352Oprócz wypadków jak na zdjęciach, zdarzają się także przypadki skręcenia karku przez psa. Wypadki chodzą po ludziach, wypadki chodzą po psach. Miliony ludzi używają flexi i nic się nie dzieje, a tu nagle zonk i problem. Podobnie z linką. Tu nie trzeba mieć wiedzy tajemnej, wystarczy wyobraźnia. Ja zawsze przy pracy z linkami, zwracam uwagę na kwestie bezpieczeństwa, aż do przesady. Zwracam także uwagę na zbyt małe piłki, które mogą utkwić w przełyku,oduczenie właściciela od rzucania psu patyków (czasami kończy się to śmiercią psa)i wielu innych śmiesznych dla niektórych osób rzeczy. No ale oczywiście, jeżeli czegoś nie było na kursie COAPE to przecież to nie istnieje :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

No ale oczywiście, jeżeli czegoś nie było na kursie COAPE to przecież to nie istnieje :)


no właśnie, i tu jest "diabeł" pogrzebany.

Share this post


Link to post
Share on other sites

o co wy sie spieracie i co probujecie udowodnic?

na taki kurs idzie sie, aby miec papierek. ja sama skonczylam podyplomowke na swps, ktora kosztowala mnostwo kasy i nawet dowiedzialam sie tam licznych ciekawych rzeczy o kotach i koniach, ktore sa serio prawdziwe i dzialaja, ale jesli chodzi o psy, to glownie spieralam sie z panem prowadzacym az w koncu moj brachol dal mi porade, ze nie zdam egzaminu jak bede tak robic, ale wiadomo, ze to bylo silniejsze ode mnie.

 

 

i teraz tak: moje psy nie maja zrobionego pt. i nigdy nie beda mialy. bo na co to jest dowod?

 

przecietna osoba, ktora przychodzi na zajecia do psiego przedszkola, nie potrzebuje zdawac pt. 

potrzebuje dowiedziec sie jak wychowac psa socjalnego, odwolywalnego i jak miec z nim fajny kontakt oraz jak go uczyc nowych rzeczy.

to jest duzo wazniejsze niz pt.

 

zreszta...no coz:)))

jest mnostwo "trenerow", ktrzy maja porobione nie wiadomo co, a ich psy po zejsciu z placu maja na nich wylane. widzialam to wiele razy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Moja znajoma, lat ponad 40, od jakichs 33 lat codzień sama ubierala sobie skarpetki. A tu zonk, ubierala po raz 12046 i zerwala sciegno w palcu.
Skarpetki to straszna rzecz, jak sie jej uzywa bez wyobrazni :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Przeczytałam ten wątek, bo szukałam informacji właśnie o COAPE, polecono mi trenera właśnie po takim kursie (że niby cudotwórca), ale już słyszałam negatywne opinie o tych kursach. Po przeczytaniu całej wojny o linkę przychodzi mi jedna rzecz do głowy. Nie wszystko jest zawsze co do litery jak powinno, nawet linka może się zaplątać. Fotograf nie musiał być trenerem, więc nie musiał zwracać na to uwagę (w końcu skupił sie na robieniu fotek). Sami kursanci mogli nie zauważyć zaaferowani ćwiczeniem (choć jako przyszli trenerzy powinni być wyczuleni na błędy jakie będą popełniać ich kursanci). Zastanawia mnie jedna sprawa. Jak to się stało, że ktoś, kto jest instruktorem uczącym przyszłych trenerów bądź jert takim przyszłym trenerem, opublikował zdjęcie z błedem, który podważa profesjonalizm kursu. Jeśli na forum ludzie od razu to widzą to taki trener powinien to zauważyć i zdjęcie odrzucić. Albo się nie zna albo wolał przyglądać się malowniczemu tłu zamiast ocenić poziom przedstawionej na zdjęciu sceny, co z kolei nasuwa wrażenie braku pasji w tym co się robi. To są oczywiście rozważania laika bez żadnych kursów, ale jak ktoś doświadczony mógł zignorować coś takiego?

Share this post


Link to post
Share on other sites

A_niusia, spieramy się ponieważ wielu ludzi idzie na taki kurs z wiedzą / praktyką zerową lub bliską zeru, po czym po tych kilku banalnych zjazdach wydaje im się, że pozjadali wszystkie rozumy. I zaczynają uczyć innych, podczas gdy sami się kwalifikują do dalszej nauki. Widzę kolosalną różnicę między takimi ludźmi a np. Tobą i nie uwierzę, że Ty jej nie widzisz. Ty już na wstępie miałaś wiedzę, która pozwoliła Ci prowadzić polemikę z prowadzącym. Miałaś doświadczenie i praktykę, co do której sama wiesz najlepiej ile czasu i pracy włożyłaś.

 

Akirka86 - selekcja fotek jest powszechną praktyką, a fotograf na 99,99% przypadków jest psiarzem - uczestnikiem kursu lub kimś zaprzyjaźnionym i robi to regularnie. Nie powierza się robienia fot na kursach incydentalnie osobom przypadkowym ani nie wynajmuje fotografa zawodowca bo się to nie kalkuluje. Zresztą widać że tych fot nie robił fotograf, tylko zwykły "pstrykacz". Natomiast robiąc foty regularnie i regularnie uczestnicząc w selekcji też się można dużo nauczyć. Pod warunkiem że jest od kogo :D Także masz bardzo trafne spostrzeżenia i wnioski. A na coape - raz że fachowców do oceny masz tyle co wody na pustyni (mówię o prowadzących) a dwa - poziom zajęć jest taki, że choćby na rzęsach stanąć, to nie ma co fotografować ;) Zwróć uwagę, że cały album to jak piknik, a nie jak weekend pracy z psami.

Share this post


Link to post
Share on other sites
"Takie "kursy" na naszych uczelniach organizuja np, producenci lekow, jedyna korzysc ze na obiad sie mozna zalapac i jakis papierek sie dostanie. Albo gadget."

 

 

Nurmalnie kocham panią!

Prosto, konkretnie i na temat - i pozamiatane.

 

:-)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Producenci leków organizują kursy o psiej tematyce? ojjj, słabą uczelnię ktoś tu chyba wybrał...

Share this post


Link to post
Share on other sites

A_niusia, PT jest dowodem na to, że pies opanował elementy ujęte w regulaminie: http://www.zkwp-szkolenia.pl/images/2014/PT/regulamin_egzaminow_zawodow_pt_1_2_3_stopnia.pdf

I nie uwierzę, że Twoje psy nie umieją choćby tego co jest w PT1 i dużo więcej, co wynika ze specyfiki Twojej rasy i Waszej dyscypliny. Nawet jeśli formalnie nigdy tego papierka nie będą miały. A to że psy umieją, to znaczy że przewodnik umiał nauczyć. PT zostało przytoczone dlatego, że jest w miarę łatwe. A wiara po kursikach coape i wł nie potrafi nauczyć tych elementów nawet własnego psa, a się zabiera za nauczanie innych. Śmiem wątpić, czy w ogóle im powiedzieli o regulaminach dyscyplin.

 

Co do zakresu przedszkola - i tak i nie. Zgadzam się z Tobą co do priorytetów, ale uważam że choćby przedszkole, czy kurs podstawowy powinny dawać informację, że istnieje tzw. "coś więcej" i na czym to polega, najlepiej popartą zademonstrowaniem psa prowadzącego, wyszkolonego do 1 z dyscyplin, która jest jego hobby. Co z tym zrobią - ich wola, ich decyzja, ale przynajmniej mieli szansę się dowiedzieć. Jak szkoleniowiec ma to przekazać, skoro sam nie ma bladego pojęcia? A na tych kursach poziom jest taki, że nawet takiego elementarza, o którym piszesz nie są w stanie nauczyć.

 

Ja tam od nauczyciela oczekuję większych kompetencji niż zakres kursu, na którym się zgłosiłam. Nauczyciel z podstawówki też umie więcej aniżeli program nauczania w podstawówce i nikt się nie dziwi ;)

 

Strasznie żałuję, że żyjemy w takim "dziwnym" społeczeństwie, że ludzie z kwalifikacjami chodzą na kursiki dla papierka, zamiast się podpierać papierkami z wyszkolenia własnych psów. Że społeczeństwo daje się nabierać na taką ciemnotę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Producenci leków organizują kursy o psiej tematyce? ojjj, słabą uczelnię ktoś tu chyba wybrał...

Wnosząc po kierunku studiów Sjette oraz zakresie działalności producentów leków, kursy raczej dotyczyły leków oraz przesłanek, dla których wyłącznie lek producenta A jest naj, podczas gdy na kursie organizowanym przez producenta B, te same przymioty są przypisywane temu samemu lekowi, aczkolwiek jego produkcji ;) A nawet gdyby dotyczyły "psiej tematyki", to co ma uczelnia, która z założenia kończy się po iluś latach, do obowiązku kształcenia ustawicznego w niektórych grupach zawodowych?

 

Czyżby to była "wartość dodana" coape? Zakładają klapki na oczy i odbierają zdolność logicznego myślenia? ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
na studiach zazwyczaj jest tak, że jeśli chce się je tylko zrobić dla papierka, to się zrobi, a jak się chce coś nauczyć, to się nauczy. Jedni imprezują i kują przed egzaminami, inni chodzą na wszystkie wykłady i siedzą w bibliotekach. Jedni szukają ciekawych praktyk, inni szukają stempla na lewo. Podobnie z kursami - można czytać, dowiadywać się, pytać, szukać w innych źródłach, a można odbębnić kurs i tyle. Tak jak pisałam wcześniej - mnie ten kurs naprowadził, bo taki mam cel, żeby coś się nauczyć, a że jest i papierek - to przecież się za to nie obrażę

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pa-ttti, już to pisałam, ale napiszę raz jeszcze: nie mam nic ani do Ciebie ani do tego że poszłaś i po co poszłaś. Kibicuję Ci i wierzę Ci, że traktujesz ten kurs jako pierwsze, wstępne naprowadzenie, a papierek traktujesz jako ozdobnik. Problem polega na tym, że dużo ludzi traktuje ten kurs zgodnie z jego nazwą i po nim lub po tym drugim dyplomowym otwierają szkoły. Wierzę, że podeszłaś bardzo poważnie do tego kursu, ale obawiam się, aby Cię takie naprowadzenie nie zwiodło na manowce. Bo na słabym kursie nawet najbardziej ambitnemu i pracowitemu nie uda się DOBRZE nauczyć, jak sami prowadzący nie wiedzą co to znaczy. Próbujemy Ci to wytłumaczyć, jednocześnie trzymając kciuki i życząc powodzenia.

 

A w poprzednim poście się na Ciebie jawnie wyzłośliwiłam, bo nie kumam po co pociskasz Sjette. Masz rację co do studiów i myślę że Sjette chodziło dokładnie o to samo, że są kursy cienkie jak barszcz, na które nie ma większego sensu chodzić. A darmowy obiad i gadżet to była lekka ironia ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie uczestniczyłam w tym kursie, także moja opinia bazuje wyłącznie na przemyśleniach, wynikających z analizy programu.
1. Czas trwania - bardzo krótki, nawet jak na "uzupełnienie wiedzy teoretycznej o niezbędną praktykę" . Pytanie czego szukasz, na jakim etapie wiedzy i praktyki jesteś i czego oczekujesz po tym kursie. Moim zdaniem praktykę w tym fachu zdobywa się latami, a im głębiej w las, tym więcje drzew, więc taki kurs nie da Ci wiedzy ani umiejętności aby rozpocząć pracę zawodową. Porównaj sobie np. wymagania jakie stawia Związek Kynologiczny przyszłym instruktorom i ile czasu zajmuje zdobycie uprawnień.
2. W uwagach jest coś w stylu "w trosce o bezpieczeństwo (...) nie przyjmujemy psów agresywnych". Ja, potencjalnie myśląc o przygotowaniu się do wykonywania zawodu behawiorysty, na kursie, tj. pod okiem instruktora chciałabym pracować ZWŁASZCZA z agresywnymi psami, gdyż większość problemów z jakimi ludzie trafiają do behawiorysty to właśnie agresja. Więc przede wszystkim tego chciałabym się uczyć .
3. Widzę kilka nieścisłości, np. "Nie potrzebujesz klasycznych umiejętności trenerskich, jak dostawianie psa do nogi właściciela" , po czym dalej czytamy: "- poznanie technik skupiania psa na właścicielu; - motywowanie i nagradzanie psa (piramida nagród); - metody uzyskiwania zachowań (z klikerem i bez użycia klikera) na przykładzie wybranych poleceń, marker zachowania, naprowadzanie, kształtowanie; - nauka poleceń: siad, waruj, luźna smycz, sygnał neutralny, do mnie, równaj - uzyskanie, utrwalenie" - w moim odczuciu treść drugiego cytatu to nic innego jak umiejętności trenerskie. Co do nich  najlepszą nauką jest psi sport, a weryfikacją - starty w zawodach. Niestety w PL dużo ludzi podchodzi tak: "po co mi sport, jak ja chcę uczyć (innych lub swojego psa) podstaw. Moim zdaniem kardynalny błąd w myśleniu.
4. Nie widzę informacji o formie zakończenia kursu, tj. czy jest jakiś egzamin, jeśli tak to jaki jest jego program, co należy zademonstrować, jakie problemy behawioralne rozwiązać lub jaką zaproponować "ścieżkę terapeutyczną" oraz czy w ew. egzaminie oceniającym jest ktoś zewnątrz, tj. niezwiązany finansowo z organizatorem.
5. Brakuje mi punktów pt.: "przypadki uczestników", tj. pytnia z sali.
6. Każdy uczestnik ćwiczy z własnym oraz innym psem. Po pierwsze: jaką mam gwarancję, że mój pies jest przypadkiem do behawiorysty, a więc że mogę się na nim czegoś nauczyć? A co to za sztuka praktykowac na ze wszechmiar zdrowym psychicznie psie? Może jeszcze ze zdanym BH? ;) Czy organizator zapewnia psy trudne, nadpobudliwe, mające problemy ze skupieniem się na przewodniku, wycofane, lękliwe, bite i po wszelkich innych przejściach? Praca mojego znajomego behawiorysty w dużej mierze polega na pracy właśnie z takimi przypadkami (psy ze schronów, interwencji, etc.), które trafiają np. z fundacji i trzeba je ocenić a następnie przygotować do procesu adopcyjnego, pomóc określić profil potencjalnego właściciela, potem zweryfikowac człowieka, przeszkolić, lub ew. wydać opinię że pies jest nieadopcyjny.
 
Tym samym, jeśli kwota za kurs nie jest zaporowa, to jeśli wolno radzić, potraktowałabym to jako seminarium służące weryfikacji wiedzy i formie spędzenia kilku weekendów w gronie psiarzy ;) Kilka zagadnień teoretycznych brzmi ciekawie, ale nie obiecywałabym sobie za wiele po takim kursie. Mi to wygląda jak "zapłać, przyjedź ze swoim Fafikiem, coś tam sobie opowiemy i porobimy i dostaniesz dyplom behawiorysty" :( Szkoda, bo to bardzo interesujący i odpowiedzialny zawód, zwłaszcza w kontekście tego co napisałam powyżej o przypadkach. Niestety w Polsce, poniekąd na skutek łatwości w zdobyciu "ceryfikatu behawiorysty" bardzo mocno zdeprecjonowany. Do tego stopnia, że hasło "behawiorysta" oraz "COAPE" a także "kurs korespondencyjny" wywołuje drwiący usmiech na twarzach wieeeelu psiarzy. Niestety... Przykro mi. Mimo że zdecydowanie bardziej wolałabym wydać pozytywną recenzję, bo lubię publicznie chwalić jak uważam że coś jest fajne.


Byłam na obu kursach. Dla trenerów jest idealnym uzupełnieniem kursu dla behawiorystow.mjak nie masz teoretycznych podstaw to nie bedziesz wiedziała o czym mówią z zakresu przeciwarunkowania cze habituacji lub tez warunkowania instrumentalnego. Najlepsza szkoła do jakiej chodziłam. I oba kursy tez. Trafilam potem na SWPS Psychologia zwierząt to dopiero porażka. A wykładowca ten sam co na behawiorystyke w Lublinie. Foto najlepszego trenera na świecie to nie Ian Dunbar, Alexa Capra czy moze Abrantes , ale... cesar Milan!!! Był pokazany na slajdach. Żenada. Jesli ten sam gosc uczy na obu uczelniach, współczuje wszystkim klientom do których trafia Ci słuchacze. NIESTETY Polska nadal jest 20 lat w tył: smieszne teorie dominacji, przestarzałe metody szkoleniowe na tychże uczelniach... Masakra. Nie idę dalej BO NIE MAM GDZIE!

Share this post


Link to post
Share on other sites
I jesli nie byłaś... To nie dyskutuj :) bo nie wiesz o czym mówisz. Bardzo cenie sobie oba kursy. Uzupełnienie ich klasami komunikacji Alexy Capry powoduje, ze zaczynasz jeszcze lepiej rozumieć emocje psa. Żadna szkoła tego nie uczy. A ludzi epo silva lupus nie wiedza jak sie do rzeczy zabrać i idą na kurs do COAPE :) mam kilka takich osób. W COAPE przynajmniej wiedza jest na odpowiednim poziomie i na miarę naszych czasów. Ogromna ilośc nauki- to prawda. Chętnie w polu zobaczę behawioryste z Lublina - przygniecie psa do podłogi i tylko pogłębi problem :) zatem do zobaczenia "w polu" :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wiesz, każdy może mieć swoje zdanie. Ja wyrobiłam je na temat COAPE rozmawiając z ludźmi, którzy je kończyli i widząc ich pracę z psem. Ale może Ty skorzystałaś więcej, więc liczę, że możesz się pochwalisz się swoimi umiejętnościami w realu. Zwłaszcza po obu takich kursach. Psa Furie mogę ocenić na filmikach i po dobrym trenerze. A gdzie mogę zobaczyć Twoje psy, ułożone przez Ciebie ?

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Nie idę dalej BO NIE MAM GDZIE!

 

Ależ oczywiście, że masz: na porządny plac treningowy :D Polecam - otwiera oczy i uczy pokory.

 

Co do teorii, o której wspominałaś, nie wiem jak jest wszędzie, ale mnie tych rzeczy uczyli w szkole, najpierw w LO, później na uczelni. W dobie internetu dotarcie do źródeł, dla odświeżenia i pogłębienia wiedzy do wykorzystania na polu kynologicznym, nie nastręcza problemu. Dla chcącego, który wie czego szukać albo kogo zapytać. A i tak największą dawkę teorii przyswaja się w praktyce, ćwicząc z własnym psem pod okiem dobrego trenera. Szczerze, guzik mnie obchodzi jak brzmi fachowa nazwa, definicja, tudzież nazwisko badacza. Bardziej istotne: co mam zrobić, żeby w danej sytuacji ten konkretny pies ... i dlaczego tak, a nie inaczej - nazwane takimi słowami, jakie zrozumie przeciętny człek, którego instruktor ma zamiar nauczać.

 

Co do praktyki - sport to dążenie do perfekcji i praca z mocno popędliwymi psami. Nie ma miejsca na przypadkowość. Żeby wypracować cokolwiek sensownego, każdy ruch jest przemyślany i nie bierze się z powietrza. Także chyba jednak my praktycy nie jesteśmy aż takimi teoretycznymi analfabetami, jak tu się próbowało sugerować. I dziwne, że jak się potem, z tą marną, bo nie popartą kursikiem Coape wiedzą,  bierze w ręce przeciętnego Kowalskiego, albo jego psa, to nagle pies zaczyna chodzić jak "odmieniony" :D I dziwne, ilu rzeczonych Kowalskich zaczyna być zdania: ja do pozytywnej szkółki nie pójdę, bo już byłem i nic nie dało.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mogę tylko powiedzieć, jako osoba która miała kiedyś coś wspólnego z Łapką i Lirą - po obejrzeniu zdjęć i filmików z tych kursów(bądź szkolenia przez trenerów po coape)  - że kurs trenerski COAPE wygląda identycznie jak amatorskie szkolenie starszych piesków schroniskowych w azylach, a to chyba powinno dawać do myślenia. Kiedyś też myślałam że tylko teorie WŁ i liry są dobre i to jest jedyna droga - tylko to znałam. Otóż, mój pies ze schroniska, po nauce w lirze w azylu pokazał mi, że absolutnie NIE. Mój pies okazał się być na to... za trudny. Taka ciekawostka : w lirze też nie mogły brać udział psy agresywne ( zatem po co ten program pomocy szkoleniowej dla psów w schronisku to ja teraz nie wiem...) Zatem Pa-ttti, życzę Ci byś szła dalej, i nie kończyła na tym co proponują osoby typu pan Jacek G.

A chyba nie trzeba już dodawać po wszystkich, że kompetentny najbardziej jest trener mający osiągnięcia w praktyce i do takiego bym się skierowała w pierwszej kolejności.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Zuzka76, czy Twoim zdaniem absolwent kursu COAPE potrafi nauczyć psa, zainteresowanego noszeniem zabawek czy patyków, aportowania każdego wskazanego przedmiotu tak, aby było to dla zwierzaka motywacją i nagrodą? Ucząc bez klikera, bez wtykania czy odbierania aportu siłą? Czy na tych kursach uczestnicy uczą się wykorzystywania możliwości węchowych psa w jakimkolwiek zakresie?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!


Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.


Sign In Now