Jump to content
Dogomania
Tree

Stan zdrowia bardzo starych psów

Recommended Posts

słuchaj, skoro wszystko z sercem w porządku, to dlaczego obawiacie się narkozy?

 

zosia jest pod opieką kardiologa, mamy kilku niezłych w warszawie, na szczęście sprawa jest łagodna i zaopiekowana.

 

własnie gastrologicznie zosia mi niedomaga i nie wiem, czy to zapowiedź czegoś złego, czy nie. na usg nic nie widac, ale fakt, że po pierwsze ona się na czczo mega gazuje, a po drugie ma wszystko wysoko upchnięte i trudno się dobrać do flaczków promieniami... zdarza jej sie często świergotanie i bulgotanie w brzuchu, gwałtownie potrzebuje wtedy paść się trawą. i niezbyt chce jeść. coraz częściej tak jest, kiedyś zdarzało się to, jak miała za dużą przerwę w jedzeniu. wprowadziłam karmienie 3x dziennie. ale to sie zdarza coraz częściej i ja się niepokoję.

 

ma 12 lat, moja świnka mała. nie w kij dmuchał.

 

zaćma też nam ruszyła już od dłuższego czasu, wiek, wiek!  w niedzielę idziemy na szkolenia okulistyczne dla weterynarzy z tą zaćmą. widzi, ale gorzej. Wet pierwszego kontaktu mówi, ze  z tym raczej nic nie zrobimy, ale jest okazja za friko skonsultować, to czemu nie.

 

ma tez niedoczynność tarczycy, ogarniamy dawkowanie leków.

Share this post


Link to post
Share on other sites

słuchaj, skoro wszystko z sercem w porządku, to dlaczego obawiacie się narkozy?

 

 

 

Nerki! Mój Bobek (tak, ma na imię Bobek :P) z powodu cukrzycy i nowotworu ma też podwyższone wyniki w zasadzie każdego organu, tak samo nerki, wątroba czy trzustka. Tak już będzie i oprócz leków osłonowych, które dostaje nic już nie zdziałamy, ale po co je dobijać?

Poza tym przy cukrzycy narkoza jest podwójnie niebezpieczna, trzeba co chwilę mierzyć poziom glukozy, monitorować czy nie wpada w hipoglikemię, ewentualnie zdąrzyć z pomocą a po narkozie cała cukrzyca jest totalnie rozchwiana! żeby dojść do ładu potrzeba około tygodnia.

Oprócz tego jeszcze boję się zmian w mózgu spowodowane narkozą, niestety może już po przebudzeniu nie być tym samym psem :) - to tak pół żartem pół serio.

 

 

Hmm jesli chodzi o bulgotanie i przelewanie w brzuszku to u nas jest to samo, pojawia się co jakiś czas i wtedy nie bardzo chce jeść. Akurat teraz mamy dokładnie ten okres, cuda na kiju wyczyniam żeby zachęcić do jedzenia czasami. A później przechodzi i jest ok. Też nie bardzo wiem czemu to przypisać, Bobek dostaje ranigast osłonowo też na żołądek, może tego spróbuj? Lepszy jest w sumie bioprazol ale mam złe doświadczenia po nim, bo Bobek wymiotuje po tych lekach. Lekarze spoglądali na mnie trochę z kpiną w oczach, że chyba jest jedynym psem który wymiotuje po bioprazolu. Kiedy podobne objawy miał drugi i trzeci pies to jakby zdanie zmienili :) o dziwo, wszyściutkie wymiotywały po około 10 godzinach od podania, przypadek? nie sądzę. Dlatego obstawiam ranigast.

 

A te szkolenia to super! Korzystajcie jak najbardziej. ZAle racja z zaćmą to już niewiele da się zrobić.

może w przypadku Zośki pokazałoby cos RTG?

Share this post


Link to post
Share on other sites

rtg żołądka??

 

 

Ja tu bardziej obstawiałam jelitka, bo to w nich się przeciez przelewa, może tam coś siedzi, może też jakiś guzior, który upośledza prawidłowy przepływ treści pokarmowej. Tak sobie gdybam teraz. Ale w sumie bez sensu bo pisalas przecież, że miała USG. A co mówią lekarze?

Spróbuj ten ranigast, na próbę, 2-3 dni. NIe zaszkodzi. Nie wiem ile waży ale moja ma 10 kg i dostaje pół tabletki tego zwykłego Ranigastu (75 mg. nie żadne maxy) 2x dziennie godzinę przed jedzeniem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

też ok 10 kg. ona to ma raz na tydzień lub raz na dwa tygodnie. 3 dni ranigastu nic nie dadzą. poza tym ja chcę wiedzieć, w czym tkwi problem. mówiłam o tym przelewaniu, też mi sie kojarzy bardziej z jelitami, ale własnie ponoć niekoniecznie, może być sprawa żołądkowa.

 

oj, chyba się bez gastroskopii nie obejdzie. musze przycisnąć moją wetkę, nie miałysmy okazji pogadać o tym nasileniu objawów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

też ok 10 kg. ona to ma raz na tydzień lub raz na dwa tygodnie. 3 dni ranigastu nic nie dadzą. poza tym ja chcę wiedzieć, w czym tkwi problem. mówiłam o tym przelewaniu, też mi sie kojarzy bardziej z jelitami, ale własnie ponoć niekoniecznie, może być sprawa żołądkowa.

 

oj, chyba się bez gastroskopii nie obejdzie. musze przycisnąć moją wetkę, nie miałysmy okazji pogadać o tym nasileniu objawów.

 

 

Koniecznie daj znać jak się zdecydujesz a już na pewno napisz jak będzie po. W zasadzie jak tak o tym piszemy to stwierdzam, że moja ma to samo! Wczoraj wieczorem okropnie jej się przelewało, i marudzi przy jedzeniu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

no, musze, tylko na pewno nie szybko, bo w przyszłym tygodniu wyjeżdżam w delegacje, musze wrócić najpierw, więc pewnie na przełomie lutego i marca.

 

najzabawniejsze jest, ze ja też mam kłopoty żoładkowo trawienno jelitowe i zaczynam diagnostyke. my wszystko razem :-)

Share this post


Link to post
Share on other sites

no, musze, tylko na pewno nie szybko, bo w przyszłym tygodniu wyjeżdżam w delegacje, musze wrócić najpierw, więc pewnie na przełomie lutego i marca.

 

najzabawniejsze jest, ze ja też mam kłopoty żoładkowo trawienno jelitowe i zaczynam diagnostyke. my wszystko razem :smile:

 

 

A co Ci dolega? może mamy takie same objawy :P

Share this post


Link to post
Share on other sites

oj, to ja nie mam, ale moje objawy niezbyt nadają się na upublicznianie.... ;-)

 

 

Rozumiem, w takim razie daruj nam ;)

 

Mój Bobek dziś jedzie na b. krwi. Coś cukier nam szaleje, nie wiemy dlaczego. jest dosyć wysoki. Będziemy się badać.

Share this post


Link to post
Share on other sites
O, to chyba wątek dla mnie i mojej suczy :)

marra, mamy podobnie, choć Ty prawdopodobnie trudniej z uwagi na liczbę zwierzaków.

Moja Figa ma 15,5 roku. Jest małym kundelkiem i właściwie przez większość życia nie chorowała. Nasze wizyty u weterynarza ograniczały się do szczepień, odrobaczeń, oczyszczania gruczołów, przycinania pazurków. Czasami w okresie jesiennym lub wiosennym trafiło się jakieś zapalenie ucha (ona futrzasta z oklapniętymi ucholcami). Rzadko kiedy miewała jakieś inne dolegliwości (zapalenie spojówek, biegunka czy wymioty). Nigdy nic poważnego. Za młodu miewała również łagodne ciąże urojone. Po 8 roku życia robiły się coraz bardziej uciążliwe dla psiny. Wtedy poważnie myślałam nad sterylizacją, ale nie znałam osobiście nikogo, kto miałby wysteryliozowaną sucz czy wykastrowanego psa. Bałam się kłaść ją na stół i poddawać narkozie. Jak miała 8-9 lat to po raz pierwszy zrobiłam jej przeglądowe badania (krew,mocz,usg). Wszystkie wyniki wzorowe. Zaczęła się tylko pojawiać zaćma.

Około 3 lata później na górnej powiece od wewnątrz wyrosła jej niewielka narośl. W krótkim czasie pojawiło się jeszcze kilka na obu powiekach. Niektóre same pękały. Oczka ropiały i widać było, że ją to po prostu boli. W pachwinie również wyczułam małego "guzka". Oczywiście pierwsze co pomyślałam, to że mój pies ma raka. Poleciałyśmy do weta. Okazało się, że te narośle na powiekach to gruczolaki i że nawet jeśli je usuniemy (a powinniśmy), to mogą odrastać. A to, co w pachwinie to niewielka przepuklina, którą na razie wystarczyło obserwować. Figa poszła pod nuż (w narkozie) i gruczolaki zostały usunięte. Nie odrastają. Przy okazji wyczyszczono jej zębiska.

Minęło kilka miesięcy, kiedy zauważyłam, że Figa zaczęła dużo pić i dużo sikać. Poszłyśmy na badania (krew, mocz, usg). Wynik: cukrzyca i brak jednej nerki (chociaż wcześniej miała obie). Byłam przerażona tym "wyrokiem". Psychicznie nie ogarniałam sytuacji, natomiast robiłam wszystko wg wytycznych weterynarza. Pewnego dnia, po ok 2 miesiącach Figa zaczęła się dziwnie zachowywać, była bardzo słaba. Pojechałyśmy do weta. Okazało się, że ma hipoglikemię. Ona dostała glukozę doustnie i podskórnie, a ja wytyczne, żeby zmniejszyć ilość insuliny. Wieczorem tego samego dnia dostała zmniejszoną dawkę. To samo rano dnia następnego. Ale było jeszcze gorzej. Poruszała się do tyłu przewracając się, była zamroczona, nie kontaktowała. Nie była w stanie przyjąć żadnych płynów doustnie (rozpuszczona woda z cukrem), więc posmarowałam jej pyszczek od wewnątrz miodem i na sygnale do weta. Cukier 30mg/dl ! Wyszła z tego. Dobrze, że to była niedziela i byłam w domu. Wtedy powiedziałam lekarce, że ja jej tej insuliny więcej nie podam. Nie ma mowy ! Lekarka się ze mną zgodziła. I co się okazało w ciągu następnych kilku dni? Że moja Figa ma cukier w normie bez insuliny ! Usłyszałam wtedy, że najprawdopodobniej była tu cukrzyca progesteronowa i przed kolejną cieczką sunię należy wysterylizować. Miesiąc później Figa poszła pod nuż. Przy okazji załatwiłyśmy również sprawę z przepukliną pachwinową. Figa czuła się coraz lepiej. Widocznie odmłodniała. A ja byłam szczęśliwa.

Do grudnia 2014. Wtedy znowu pojechałyśmy do weterynarza. Od dwóch tygodni więcej piła i sikała. Od kilku dni jej kupy były rzadkie, żółte i cuchnące. Raz zwymiotowała. Okazało się, że to nasza dawna "przyjaciółka" - cukrzyca. Tym razem bardzo rozwinięta (cukier na czczo powyżej 600mg/dl) z powikłaniami - kwasicą ketonową(stąd ta kupa i wymioty:/). Tego dnia po powrocie do domu zrozumiałam, że tym razem nam się nie poszczęści i że ta cukrzyca będzie z nami już "na zawsze". Znowu byłam załamana (czy ja na pewno sobie z tym poradzę?), ale wiedziałam, że muszę do tego podejść profesjonalniej niż ostatnim razem. Znalazłam na kocim forum wątek o kotach cukrzycowych. Baaaaardzo mi pomógł. Śmiem twierdzić, że gdyby nie przewodnik kotów cukrzycowych napisany przez jedną z użytkowniczek (przepraszam, że nie pamiętam nicku), to mój pies mógłby dziś już nie żyć ! Zakupiłam glukometr, bo tam napisano, że to konieczne. I gdyby nie to, że często sama w domu mierzyłam jej cukier, nie wiedziałabym jak tragicznie mój pies jest "leczony" ! Przez pierwszy miesiąc od diagnozy cukrzycę "leczyliśmy" w naszym "starym" gabinecie. Czułam jednak, że odbywa się to niewłaściwie, za mało profesjonalnie, "po łebkach". Ani ja ani mój pies w tym przypadku nie otrzymywaliśmy wystarczającego wsparcia. Zmieniłam więc gabinet i pierwsze co, to psu została pobrana krew i mocz na badania, zostało zrobione usg. Masakryczne zapalenie trzuski, poziom enzymów wątrobowych poprzekraczany kilkukrotnie i jeszcze kilka innych "kwiatków". Przez pięc dni nie dostawała nic do jedzenia i picia, tylko kroplówki. Wyniki się poprawiły. Pies zamiast gotowanego jedzenia przeszedł na specjalną karmę - hill's r/d (trochę ponad 30 proc białka, trochę ponad 30 proc węglowodanow i jakies 20 proc błonnika). Została zmieniona insulina z caninsulin na lente wos. Dostała leki na wątrobę i trzystkę. Po 2 miesiacach od diagnozy w koncu zaczelo sie ukladać. Po 3 juz bylo znośnie. Wtedy Figa zaczęła od czasu do czasu nocami sikać do łóżka (zostawiała wielkie kałuże) haha zawsze coś musi się dziać, żeby pańcia się nie nudziła. Wiedziałam, że przy cukrzycy może częściej dochodzić do zapalenia pęcherza i dróg moczowych. Ale badania moczu nic nie wykazały. Ona jest bardzo czystą dziewczyną. Odkąd skończyła kilka miesięcy, nie załatwia się w domu. Zawsze sygnalizuje, jeśli już nie może wytrzymać. Również w nocy. A tu nic. Po prostu tak, jakby nieświadomie opróżniła cały pęcherz. Chciałam spróbować z podawaniem propalinu, który ktoś mi polecił na "posterylkowe nietrzymanie moczu", ale nigdzie nie mogłam go dostać i zrezygnowałam. Po prawie roku przyzwyczaiłam się, że od czasu do czasu rano znajdę taką niespodziankę w łóżku i czeka mnie dodatkowe pranie. W maju zeszłego roku nie mogłam już kupić lente-wos, którą wycofano. Opierając się na "kocim przewodniku cukrzycowym" podjęłam decyzję, że przejdę na insulinę Levemir. To była bardzo dobra decyzja. Pierwszy tydzień "przechodzenia" był trudny, bo ciągle jej za barzdo spadał poziom cukru. Dosłownie latałam za nią z glukozą w saszetkach. Okazało się, że dla Figi ta insulina jest na tyle silna, że nawet 0,5 jednostki to jest za dużo! Ona rano dostaje pierwszą kreskę na strzykawce U-100 0,5ml, ale dosłownie tę pierwszą narysowaną (czasami początek tej kreski, czasami środek, a czasami końcówkę), a nie tę którą się uznaje za jednostkę (nie wiem czy dobrze to tłumaczę), a wieczorem dostje "kropelkę". Nadal jest na hill's r/d, dzięki czemu trzyma wagę 6-7kg (kiedyś miała nadwagę, w gorszych czasach ważyła nawet 10kg). 6kg to taka jej dolna granica, ale mimo, że czuć kosteczki pod futerkiem, to widzę, że ona z taką wagą lepiej się teraz czuje. Chociaż te 0,5 kg lub 1kg mogłaby przytyć ;) No i jeszcze w sierpniu 2014 miałyśmy epizod, a raczej dwa epizody z czasową utratą wzroku. W jednej chwili pies widział normalnie, a po chwili nie widział kompletnie nic ! Totalnie nic. Po prostu siedziała na środku pokoju, ruszała głową dookoła tak jakby się rozglądała, jakby czegoś szukała, kręciła się w kółko, płakała i wyglądała na totalnie zagubioną. Dopiero po kilku minutach zorientowałam się, że nic nie widzi... gdy zaczęła się poruszać w innych kierunkach i obijać o meble. Byłam w szoku. Mój pies stracił wzrok. Ona była po prostu przerażona. Serce mi pękało. Nie wiedziałam, że zaćma może zabrać wzrok tak nagle. Następnego dnia Figa zachowywała się tak, jak gdyby nic się nie stało. Widziała normalnie. Szok po raz kolejny. Następnego popołudnia epizod z utratą wzroku powtórzył się. A rano znów wzrok odzyskała. Poszłyśmy do weta. Została zbadana, krew pobrana. Dostała kilka zastrzyków. W tym jakieś leki przeciwzapalne, na przewodnictwo nerwowe, wit B12 itp. W badaniach krwi wyszedł lekki stan zapalny oraz trochę podwyższony mocznik (60) oraz ALAT (który właścicwie cały czas ma lekko podwyższony), ale nic co mogłoby bezpośrednio świadczyć o tej utracie wzroku. Przez ok tydzień chodziłyśmy jeszcze na zastrzyki. Do domu dostała leki w tabletkach: furosemid, enarenal, asparaginian i nootropil. Miałyśmy zrobić pomiar ciśnienia, bo jedna z hipotez przymowała, że ta utrata wzroku mogła być spowodowana nadciśnieniem. Niestety mimo kilku prób nie udało się jej go zmierzyć :( Zrobiono EKG i wyszło, że ma arytmie Przepisano jej karsivan i prilium. Potem jeszcze poszłam z nią na konsultację do okulisty. Specjalista dokładnie jej oczka przebadał, ale nic oprócz "starczych" zmian nie zauważył. Ta jak moi weterynarze zalecał zrobienie tomografii komputerowej głowy lub rezonansu magnetycznego. Niestety przy tych wszystkich wydatkach nie było mnie na to stać :( Mówiono mi, że to może być guz mózgu, wylew itp Po raz kolejny ogarnęło mnie przerażenie. Na szczęście leki chyba pomagają, bo od tamtego czasu nie było już więcej takich epizodów. Natomiast sam wzrok jej się coraz bardziej pogarsza i jeśli jest totalnie ciemno, np jak w pomieszczeniu pogasi się wszystkie światła, to ona nic nie widzi. Już myślałam, że sytuację mamy w miare ogarniętą. Z cukrzycą nam się układa super, żadnych więcej wyskoków. Ale coś mnie tknęło, żeby iść z nią ostatnio na badania okresowe. Standard: krew i mocz. I co się okazało? Że poziom enzymów wątrobowych znów posedł w górę. No to trzeba zrobić USG. A co wyszło na USG? Kamica żółciowa Tak, tak, jeszcze jej się przyplątały kamyczki w pęcherzyku żółciowym. Do tego jakieć cysty na wątrobie, "coś" z przewodami żółciowymi i "coś" malutkiego widoczne na trzustce. Pobrano jej więc jeszcze krew w kierunku trzustki. Tak piszę, że "coś", bo dokładnie nie pamiętam, a nie chcę przekręcać. Kolejne leki nam doszły do kolekcji: Hepatiale Forte i Sylimarol (które już w tamtym roku brała dopóki wyniki wątrobowe się nie poprawiły), ale teraz już bedzie brać je "do końca". Za miesiąc powtórne USG, żeby sprawdzić ten pęcherzyk w szczególności i być może włączyć już silniejsze leki. Bo operacji to ja jej raczej nie będę robić :( Chyba, że miałaby częste kolki wątrobowe (gdy kamyczki zatykają przewody żółciowe), a to jest ogromny ból. Trzeba wtedy koniecznie jechać do weta, dać silne leki przeciwbólowe, rozkurczowe, kroplówki. Ona jest strachulcem. Dla niej każda wizyta u weta to wielki stres. Jakby miała tam często jeździć i zostawać, to już wolałabym poddać ją tej ryzykownej operacji. Na razie kolki nie miała tfu tfu. Na pewno bardzo muszę pilnować, żeby nie podjadała np na trawnikach :/ co uwielbia ku mojej rozpaczy i dawać częściej a mniej, żeby za bardzo nie pobudzać tej żółci z woreczka :/ Poj....e to wszystko. Ciągle się zastanawiam czy ją coś nie boli :/ Zastanawiam się jeszcze czy jej czegoś na stawy nie podawać, bo czasami "dziwnie" chodzi. Robi koci grzbiet albo tylne łapy ma takie hmm usztywnione i lekko się przechyla na boki. Tylko co na te stawy dawać przy cukrzycy ? Zrobić RTG kręgosłupa i miednicy? Czytałam o Trocoxil, ale przy chorobach serca nie wskazane. Ech. Bede musiała o tym pogadać z moimi lekarzami. Na razie nie jest z tym źle.

Teraz Figa ma na koncie: cukrzycę, arytmię i być może nadciśnienie, kamicę żółciową, zaawansowana zaćmę (niewiele widzi), duży ubytek słuchu (już prawie nie słyszy), początki demencji, kamień na zebąch (chciałam usuwać, na razie to niemożliwe), wyciek krwisto-ropny z gruczołu mlekowego (zapomniałam o tym wcześniej napisać, lekarz chciał jej w 2013 listwę mleczną wyciąć z węzłami chłonnymi, ale się nie zgodziłam. To bardzo poważna operacja, a guzków nie miała, węzły chłonne ok, więc nie chciałam robić takich inwazyjnych zabiegów "na wyrost". Jak ma wyciek to dostaje maść ze sterydem - oxycort i jest ok).
Brakuje jej: jednej nerki, która zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach, jednego zęba na przedzie, kobiecych narządów, za którymi nie tęsknimy.

Ale żeby nie było tak depresyjnie, to napiszę, że Figusia nawet teraz chodzi na dłuugie spacerki. Co prawda dość wolne :) Ma apetyt, ale głównie na to, czego jej nie wolno. Nadal jest przylepą, która uwielbia leżeć przy człowieku i być mizianą. Ma swoje psie koleżanki, przy których skacze jak szczeniak. Czasami nawet ze mną się pobawi, jak dostanie głupawki. Wciąż jest cholernie uparta i szczekliwa :D Kocham ją i mam nadzieję, że jeszcze ze mną zostanie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

o matko, ale epopeja!!!

 

z tego wszystkiego wynika wazny wniosek - dobry weterynarz pierwszego kontaktu to skarb! ile rzeczy wam zabagnił ten pierwszy co zababrał leczenie to cholera wi.

 

jedno pytanie - jestes pewna, ze to zacma, skoro nie widzi w ciemnościach? bo tak ostatecznie zrozumiałam. jeśli tak, to kurza  slepota starcza, a nie zacma.

 

z tą nerka niezłe jaja. byłoby to nawet zabawne (no, do pewnego stopnia), gdyby nie inne choroby, bo wiadomo, że zdrowy pies na jednej nerce da radę z palcem w...., ale przy tylu schorzeniach to inna bajka.

 

martwia mnie te wycieki na listwie mlecznej...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jak zobaczyłam tytuł tego wątku, to doznałam potrzeby wylania z siebie tego wszystkiego. A nuż komuś kiedyś jakoś to pomoże ;) U tego pierwszego weterynarza byłyśmy od szczeniaka. On i jego małżonka to ogólnie dobrzy specjaliści i przez wiele lat nie mogłam narzekać, wręcz przciwnie. On jest dobrym chirurgiem. Ale z cukrzycą do nich bym już nie poszła. Dwa razy się natknęłam na gorszych lekarzy. Jeden, który nie umiał dobrać ilości środka odrobaczającego do wagi psa i prawie mi zabił figę. Drugi, który nie umiał rozróznić przepukliny od cysty na jajniku i psa mi chciał kroić, żeby sprawdzić co to jest CO?!. Uciekłam. Ogólnie to na każego można by było ponarzekać. Nie wiem czy istnieje taki, który w ogóle się nie myli? Zaćmę ma, bo ma tą niebieską błonkę na oku. Z resztą okulista też to potwierdził. Ale faktycznie może jeszcze nam doszła ta kurza ślepota? O tym jeszcze nie słyszałam! :) Ten wyciek nie jest stały i non stop. Bywa, że przez kilka miesięcy nic się nie pojawia. A potem wraca. Zawsze z tego samego sutka. Nie jest duży. Przynajmniej raz w miesiącu macam jej cały brzuch, pod pachami i w pachwinach też. Żadnych guzków nie ma. Sprawdzam resztę sutków. Jest dobrze. Wyczytałam, że twój piesek sleepingbyday ma jakieś "bulgotania" w brzuchu, tak? Figa też kiedyś to miała. Leżała koło mnie i słyszałam, jak jej się przelewa. Do tego gazy i niezbyt fajne kupy. Tak było na każdym rodzaju jedzenia (karma super premium, karma dla alergików, gotowane). Skończyły się te "problemy", gdy zaczęła jeść hill's r/d. Myślę, że to przez tą duuuuużą ilość błonnika. Na każdym spacerze (a ma je zazwyczaj 3 dziennie) robi kupę. Dużo kupy. Ale kupa ma idealną konsystencję, kolor i zapach :P Nic się nie przelewa, czasami pruknie, ale nie tak jak kiedyś ! No i ładnie trzyma wagę. Zastanawiam się tylko czy to nie przez tą karmę ma te kamienie w pęcherzyku żółciowym. Może to po prostu wiek i genetyka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niepokolorowanka niezła historia i ogromnie wiele przeszłyście z Twoją sunią, jak dobrze to rozumiem! Rownież, jak zobaczyłam ten wątek poczułam potrzebę wylania wszystkich żali tutaj :)

 

Zgadzam się z Wami, że dobry lekarz to podstawa. Jak nie ma się zaufania i czujemy, że coś robi nie tak a już na pewno kiedy nie bierze pod uwage naszych czyli właścicieli sugesti to ja już wiem, ze się nie dogadamy.

 

Moja jak wpadała w hipoglikemię to miała już poziom cukru w ogóle niemierzalny, był tak niski że nie było już skali a nie raz odwrotnie, tak wysoki że też zabrakło skali. Z tym wzrokiem...powiem Ci, że zaciekawiłaś mnie tym, że Twoja sunia traci go "od czasu do czasu", jak tak sobie przeanalizuje to u mnie bywa czasem podobnie. Jednego dnia wieczorem normalnie schodzi po schodach a drugiego maca, szuka, waha się, waży każdy krok, nie mam pojecia od czego to zależy. Tak samo jednego dnia przywali w szafkę czy drzwi a innego je widzi i omija normalnie. Kiedyś był to dla mnie znak właśnie wpadania w hipoglikemię, każdy krok stawiała tak jakby spodziewała się przepaści przed łapami. Od jakiegoś czasu to sie nie sprawdza, ostrożnie stawia kroki ale to nie hipo więc zwalilam to na wzrok, tylko dlaczego raz się pojawia a raz nie?

 

 

Opowiedz mi coś proszę o działaniu ten insuliny której używacie. U nas Caninsulin się nawet sprawdza ale może inna byłaby lepsza choć miałabym stracha znowu coś zmieniać. Caninsulin to insulina długodziałająca co jest trochę dobre i trochę niedobre :) zwykle przy podaniu jej o 7 rano szczyt działania przypada na godzinę około 13.

 

 

Dobrze, że masz tylko jednego chorowitka. Ja mam straszliwe wyrzuty sumienia, ze nie mogę jej poświęcić 100% uwagi bo muszę ją podzielić na jeszcze 3 a właściwie 5 stworzonek. Przynznam szczerze, że czasami ogarnia mnie niemoc i już niechęć do wszystkiego, brakuje mi cierpliwości do wszystkiego, jeszcze jak zaczyna się coś psuć to tym bardziej.

 

 

Nasze ostatnie wyniki są w miare dobre jak na nią, dostaje tylko kroplówy żeby uzupełnić magnez. Od jakiegoś czasu dostaje Thiocodin na blokowanie odruchu kaszlu bo kaszel mamy na prawdę brutalny. Dzięki temu śpi spokojnie ona i ja, ale nie jestem pewna czy przypadkiem to one nie są powodem wahań cukru. Jestem w trakcie sprawdzania właśnie tej tezy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

aha jeszcze chciałam dwa słowa odnośnie tego Propalinu, jak to możliwe że był wtedy nie do zdobycia? Przecież to nie było tak dawno, może teraz spróbuj go podawać? Moja też dostaje, nic się nie dzieje :)

 

 

I jeszcze odnośnie tych stawów i chwiania się, niestety to może być już objaw neurlogiczny ale można wspomóc chorząstkę stawową jeszcze lekami. Jest spora ilosć leków na rynku bezpiecznych dla cukrzyków. Moja dostawała przez parę lat ChondroCan, polecam ten proszek z czystym sumieniem, jest na prawde świetny.

 

 

Zapomniałam Wam napisać, że mojemu Bobkowi zdarzyły się ostatnio omdlenia! Wyobrażacie sobie? tego jeszcze nie grali :) Dwa razy przy jedzeniu kurzych wędzonych łapek, już nigdy więcej ich jej nie podam. Teraz w sobotę wywinęła mi ten numer, poprostu nie gryzie ich dokładnie i stanęło jej w przełyku, zabrakło tchu, zwymiotowała i odleciała. Boże wszystko mi latało jak galareta, ja na prawdę trafię przy tych psach na leczenie stacjonarne do psychiatryka ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

omdlenia od kurzych łapek? naprawdę ja mysle, ze on czyta encyklopedię medycyny jak cię nie ma i kombinuje, jakie by tu objawy mieć.... ;-).

 

 

u nas propalin nie zadziałał, więc zalecono incurin. niby tam wpływa jakos na krew, ale to się sprawdza (u nas nigdy nie było tego skutku ubocznego, więc byc może nie jest to obowiązkowe ;-) ) i po odstawieniu wszystko wraca do normy.

tylko dawke trzeba ustalić, zaczyna się od względnie małej. ostatecznie moja sucza dostawała połówkę co 3 dni i wystarczyło. a żeby było śmieszniej, kiedyś zapomniałam jej dać i nie posikiwała się (a  wcześniej niemal codziennie, tzn co noc), więc odstawiłam, kilka miesięcy spokój. jak zaczęła się znowu posikiwac, to znowu dostała incurin i potem znów ta sama historia - zapomniałam, sprawdzałam, jak długo bez leków pociągnie bez sikania i - tak jest do dziś. już chyba 3 rok  :-). 

Share this post


Link to post
Share on other sites

omdlenia od kurzych łapek? naprawdę ja mysle, ze on czyta encyklopedię medycyny jak cię nie ma i kombinuje, jakie by tu objawy mieć.... ;-).

 

 

u nas propalin nie zadziałał, więc zalecono incurin. niby tam wpływa jakos na krew, ale to się sprawdza (u nas nigdy nie było tego skutku ubocznego, więc byc może nie jest to obowiązkowe ;-) ) i po odstawieniu wszystko wraca do normy.

tylko dawke trzeba ustalić, zaczyna się od względnie małej. ostatecznie moja sucza dostawała połówkę co 3 dni i wystarczyło. a żeby było śmieszniej, kiedyś zapomniałam jej dać i nie posikiwała się (a  wcześniej niemal codziennie, tzn co noc), więc odstawiłam, kilka miesięcy spokój. jak zaczęła się znowu posikiwac, to znowu dostała incurin i potem znów ta sama historia - zapomniałam, sprawdzałam, jak długo bez leków pociągnie bez sikania i - tak jest do dziś. już chyba 3 rok   :smile:. 

 

 

Hehehe nie tyle od kurzych łapek co od samego zadławienia się nimi ;) ale fakt z tą encyklopedią to może być prawda, ona co chwile mnie czyms nowym zaskakuje i to zwykle czymś takim, że serce mam w gardle, ciemno przed oczami, mini zawał a oczami wyobraźni widzę już potencjalną jej śmierć.

 

Incurin działa dokładnie tak jak opisujesz, moja też go dostawała na początku. Mogłam spokojnie go odstawić na miesiąc dwa, z propalinem było podobnie. Wytrzymywała na początku do dwóch miesięcy. Teraz już niestety po odstawieniu popuszcza po 2-3 dniach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

no, ponoć był nie do zdobycia?

 

Słuchajcie, rzucam temat:
W Warszawie, 29-30 marca (niedziela, poniedziałek), będą warsztaty USG w gastroenterologii dla zaawansowanych wetów. Poszukiwane są psy i koty ze wskazaniami do badania usg wątroby, trzustki, przewodu pokarmowego, lub z już  zdiagnozowanymi problemami do monitorowania. Oczywiście dla szkolących i szkolonych liczy się szansa znalezienia i obejrzenia czegoś na narządach...

W niedzielę badania będą 15.30 - 19.00, a w poniedziałek: 8.30 - 12.00. Jakbyście mieli potencjalnych kandydatów to dajcie znać. Będe potrzebowała diagnozy/wskazania (opisu  choroby), przekażę do organizatora. ponieważ sa to zajęcia zaawansowane organizatorzy będą potrzebowali wybierać możliwie takich kandydatów, którzy brzydko  mówiąc "rokują" na znalezienie czegoś.

Okazja do zmonitorowania za darmo sytuacji psa lub kota, który ma coś zdiagnozowanego (lub do sprawdzenia diagnoz wstępnych). 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

Announcements

×