• Announcements

    • Admin

      Regulamin Forum   12/31/16

      Dogomania na Facebooku
      https://www.facebook.com/groups/DogomaniaPL/    

Search the Community

Showing results for tags 'agresja'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Ogólne
    • REGULAMIN FORUM
    • DOGOMANIA ON FACEBOOK
    • Wszystko o psach
    • Hodowla
    • Media
    • Pielęgnacja
    • Prawo
    • Sprzęt i akcesoria
    • Weterynaria
    • Wychowanie
    • Wypoczynek
    • Wystawy
    • ZKwP
    • Żywienie
    • Tęczowy Most
    • Foto Blogi
    • Off Topic
    • Administracja
  • Psy w potrzebie
    • Psy do adopcji / znalezione
    • Psy zaginione / ukradzione
    • Przygarne psa
    • Mają dom, ale potrzebuja pomocy
    • Już w nowym domu
    • Akcje
  • Sport - praca
    • Agility
    • Coursing
    • Dogoterapia i psy asystujące
    • Dogtrekking
    • Flyball
    • Frisbee
    • Sporty obrończe
    • Sporty ringowe
    • Obedience
    • PT, PTT, MPPT
    • Sheepdog trials
    • Psi taniec
    • Psy myśliwskie
    • Ratownictwo
    • Tropienie sportowe
    • Tropienie użytkowe
    • Zaprzęgi
    • Weight pulling
    • Wojsko - policja
    • Inne...
  • Rasy
    • Grupa 1
    • Grupa 2
    • Grupa 3
    • Grupa 4
    • Grupa 5
    • Grupa 6
    • Grupa 7
    • Grupa 8
    • Grupa 9
    • Grupa 10
    • Grupa 00
    • Grupa 'Extra' - Kundelki
    • Grupa 'Extra' - Dzikie psowate...
  • Inne zwierzęta
    • Akwarystyka
    • Fretki
    • Gady
    • Gryzonie
    • Koty
    • Konie
    • Króliki
    • Ptaki
    • Płazy
    • Zwierzęta hodowlane
    • Dzikie zwierzęta
  • Dogomania.com
    • General
    • Sport
    • General care
    • Articles
    • Special
    • Working Dogs
    • Books
    • Health & care
    • Jokes
    • Upbringing
    • Nutrition
    • Sport & work
    • Training & behavior
    • Veterinary information
    • Breeds
    • Other...

Group


AIM


MSN


Website URL


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Location


Interests


Biography


Location


Interests


Occupation

Found 131 results

  1. Witajcie, Zwracam się z prośbą o pomoc w rozpoznaniu problemu. Po wprowadzeniu się z żoną do nowego mieszkania i w trakcie oczekiwania na potomka, zdecydowaliśmy się na psa. Piesek został wybrany przez OLX - sunia Cocker Spaniela miała szczeniaki, z psem nieznanego pochodzenia (który przeskoczył przez płot). Po dojechaniu na miejsce nasz nowy członek rodziny od razu rzucił się nam w objęcia. Miała wtedy 12 tygodni. Wtedy nie zwróciliśmy uwagi na fakt, że jej Matka, lękliwie siedziała w budzie i przy próbie podejścia uciekła na tył domu. Tak czy siak - Miszka bo takie imię wybraliśmy, wróciła z nami do domu i od tamtej pory została członkiem rodziny. Bardzo szybko okazało się, że pies jest mega lękliwy, podejrzewam, że przed naszym przybyciem nie widziała nic poza Matką i budą na podwórku. Dzień po tym jak do nas trafiła, odwiedził nas przyjaciel i gdy podszedł do niej by ją pogłaskać ta rzuciła się z zębami na rękę. Przy jego wizycie tydzień później - rzuciła się na niego w objęcia, aby go lizać i całować (sami byliśmy zaskoczeni zmianą). W każdym razie jak tylko zobaczyliśmy jak się zachowuje, rozpoczęliśmy późną (bo w 12 tygodniu) socjalizację: - jeździłem z psiną komunikacją miejską, a raz w tygodniu do centrum na Warszawską patelnię, - spotykaliśmy się w parku z 10cioma dojrzałymi psami, które nie wykazywały za grosz agresji (na jednego się rzuciła z zębami) - jeździliśmy do mojej siostry, która również miała sunię (3 tygodnie starszą) i kilka razy musieliśmy je rozdzielać - dużo, dużo spacerów, na smyczy i bez - zabawy ze sznurem , z piłką, nauka komend W każdym razie, mogę chyba śmiało powiedzieć, że jej nie zaniedbaliśmy. Nie stosowaliśmy kar, a jedynie wyraźne "FE". Pies zna komendy "nie rusz, zostaw, oddaj, wez, siad, waruj, lapa, przybij piatke, na miejsce, itd. itp) Pięknie chodzi przy nodze, wraca na zawołanie, generalnie jest mega mądra i pojętna. ALE! 1.Strasznie boi się dzieci / ustawia je . Tego aspektu też nie zaniedbaliśmy, gdyż moja siostra ma dwójkę 4 latkę i 7 latka, które regularnie się z nią bawiły, częstowały smakołykami, a nawet wydawały komendy. Natomiast jej zachowanie jest o tyle dziwne, że raz gdy przychodzą do nas w odwiedziny to rzuca się im do nóg by ich lizać i by ją głaskały, a innym razem unika, a nawet próbowała kłapnąć przy próbie pogłaskania. (w takich wypadkach zawsze jest izolowana na kilka minut i po powrocie "trochę" odpuszcza). Ale widzimy, że zdecydowanie jej się nie podoba to, że nas odwiedzają. 2. Każda zabawa z innym psem, bez względu jak zainaugurowana, bez względu kto zapraszał do zabawy, prędzej czy później kończy się spięciem, nasza się spina, "wybystrza" i już wiemy, że pora kończyć, bez względu na wiek, rase czy płeć kompana do zabawy. Mało mówić, że w trakcie zabawy rzuciła się na kilogramową 8 tygodniową maltankę i nawet gdy ją podniosłem do góry, to trzymała ją w pysku. 3.Różni ludzie przychodzą do nas w odwiedziny, ostatnio przyjechał amerykanin z wymiany, kochający psy, w ciągu godziny na naszych oczach, pies z lękliwego, przekształcał się w straszną przylepę, następnie znowu go unikała, by 5 minut później wskoczyć mu na kolana, by na sam koniec rzucić się na niego, jak ją pogłaskał. (ponownie ją wynieśliśmy do łazienki) - po powrocie przyszła do niego i zaczęła go lizać po rękach. 4. Suka, ma straszny lęk separacyjny (nad tym pracujemy od miesięcy) i wydaje się być lepiej, chociaż kilka razy wydawało się, że nastąpił regres, cały czas widzimy postępy. 5.Urodził nam się syn w Lipcu i sunia go uwielbia, zanim wrócił ze szpitala, dostała pieluchę tetrową z jego zapachem, nigdy jej nie odrzucaliśmy, zawsze jak jest karmiony piersią leży obok, Jak śpi to często kładzie się obok i go pilnuje, często podchodzi i go liże, a to po ręce, a to próbuje po buzi. Młody w tej chwili skończył 4 miesiące, podczas karmienia wierzga nogami. Do tej pory potrafił ją skopać i Ona nic sobie z tego nie robiła, byle być blisko. Dzisiaj usiadła dalej i była "wybystrzona" w swój specyficzny sposób. Pytanie do was PSIARZY. Co robić ? Jak żyć ? Konsultowaliśmy się z behawiorystami, generalnie większość twierdzi, że jak suka zaakceptowała młodego to z nim nie będzie kłopotu. Skąd to dzisiejsze zachowanie? Niby zaakceptowała moich siostrzeńców, jednak przy każdej wizycie, nie jesteśmy w stanie przewidzieć jej zachowania. To samo jest z gośćmi - jednym razem przychodzi ktoś to warczy i się chowa, innym razem go kocha. Potrafi podbiec do kuriera by go wylizać, by następnym razem rzucić się z zębami do drzwi bo usłyszała dzwonek do drzwi. Czy możliwe, że pies ma jakieś wyjątkowe predyspozycje genetyczne i lepiej być ostrożnym ? Czy jest szansa wypracować jakieś rozwiązanie, biorąc pod uwagę - jej zmienność w zachowaniu? Muszę powiedzieć, że z dnia na dzień dostrzegamy coraz więcej dziwacznych zachowań i bardzo nas to przeraża. W tej chwili sunia, ma 9 miesięcy, pierwsza cieczka prawie przeszła niezauważalnie (kilka plamek krwi). Przygotowujemy się do sterylki, jednak boimy się, czy nie wzmocni "dominacyjnych/agresywnych" zachowań> Nie za bardzo wiemy od czego zacząć pracę, bo jest tego tak wiele, że sami się w tym pogubiliśmy. Ja miałem dwa psy, moja żona dwie suki - z żadnym nie było związanych tyle negatywnych emocji co z naszą obecną sunią. Na tyle nas to zmęczyło przez ostatnie miesiące, że pojawiła się myśl o oddaniu.
  2. Od trochę ponad miesiąca znajduje się u nas 4 miesięczny pies, seter szkocki (River). Nie jest on jednak jedynym mieszkańcem domu, ponieważ od 8 lat zamieszkuje go także sunia rasy maltańczyk (Nela). Niestety, psy niezbyt się ze sobą dogadują. Szczeniak chce się z nią bawić, jej ten pomysł jednak nie za bardzo się podoba. Czasami on wręcz skacze wokół niej, zdarza mu się szczeknąć. Nelka raczej go unika, idzie do innego pokoju, a w najgorszych sytuacjach (gdy River jest bardzo natarczywy) zdarza jej się podgryźć go w łapy. Nie żeby zrobić mu krzywdę, bardziej tak ostrzegawczo. Piesek głównie ignoruje to, aż do naszej interwencji, gdzie po prostu ich rozdzielamy. Dwa razy jednak kłapnął zębami, oczywiście nie uszkodził jej w żaden sposób, ale sunia piszczała i widać, że była trochę przestraszona. Mimo tego, potrafią czasami spać na jednej kanapie, kilkanaście centymetrów od siebie, albo siedzieć i razem brać udział w treningu, gdzie na zmianę otrzymują nagrody za wykonane sztuczki :) Myślę, że warto jeszcze wspomnieć, że kilka lat temu, razem z Nelką mieszkał u nas przez rok (dom tymczasowy :)) dorosły już seter szkocki i aż takiej reakcji suni nie było. Chociaż z drugiej strony, nie był on też tak energiczny jak szczeniak. Jak więc powinnam zareagować, co w tej sytuacji robić? Będę bardzo wdzięczna za pomoc i udzielone rady :) Pozdrawiam serdecznie, Vace
  3. Dzien dobry wszystkim. Moj pies ma okolo 3 lat i ma na imie Brutus :) Zazwyczaj przez wiekszosc dnia jest spokojny i kochany, lubi głaskanie i zabawe. Jednak jest on bardzo lękliwy i nadpobudliwy. Psa mam od jednej Pani z OLXa gdy go przygarnąłem miał jakies 5 tygodni( tak twierdzili weterynarze). Przez piewrszy rok był normalnie zachowujacym sie psem. Jednak po jego drugim sylwestrze z Nami stal sie bardzo lekliwy, boi sie doslownie wszystkiego mocnego podmuchu wiatru, reklam wiszacych na plotach, spadajacych lisci i jakichkolwiek innych odgłosow czy upadajacych przedmiotow. Pies pare razy dostal na dupe gdy np. zsikał sie na łózko, ale to byly bardzo sporadyczne przypadki. Pies tez duzo czasu przebywal sam w domu i tu przyznaje, ze nie przemyslelismy wzięcia psa, Nasz bład bo nie mielismy czasu zeby go wszystkiego nauczyc... jednak do sedna. Agresja psa pojawia sie w dziwnych momentach. Pies atakuje osobe gdy ta wychodzi z domu. Jednak nie zawsze, atakuje ją tylko wtedy gdy reszta domownikow zostaje w domu. Gdy jest się z nim samemu w domu i się wychodzi to pies siedzi spokojnie i nawet nie warknie. Chcialbym wiedziec jak sie zachowywac w tych momentach. Szukam tez dobrego behawiorysty. Prosze o pomoc :)
  4. Szukałam na forum ale nie znalazłam nikogo z problemem jak mój. Może ktoś z was zetknął się z taką sytuacją i mógłby mi doradzić. Od 2 miesięcy mam w domu sukę wziętą z ulicy, mix pitbulla, około półtoraroczną według weta. Pies jest bardzo znany w miejscu gdzie mieszkam ponieważ od grudnia- stycznia żył samotnie na ulicy. Różni ludzie próbowali ją łapać na różne sposoby ale nikomu się nie udawało (łącznie z hyclem miejskim). W lipcu zobaczyłam ją pierwszy raz koło mojej pracy, przy śmietniku. Zaniosłam jedzenie, położyłam, odeszłam. Zjadła. Najpierw przychodziła dwa razy dziennie, potem częściej, potem zaczęła chodzić za mną dokądkolwiek szłam, pod dom, do sklepu. Zawsze czekała na mnie gdziekolwiek wchodziłam, odchodziła tylko na noc. Po 3 tyg jadła z ręki, ale nie mogłam jej dotknąć. Na przypadkowy dotyk reagowała wyciem i strachem (jak np wpadła w moją nogę idąc, albo otarła się o mnie). Tak samo jak mnie traktowała moją siostrę, do mamy też podchodziła ale nigdy nie chodziła za nią wszędzie tak jak za nami. Przed innymi ludźmi uciekała. Ostatniego dnia sierpnia udało nam się ją złapać. W parku dla psów po prostu siadła w rogu i dała się dotknąć, założyć smycz. Pierwszy tydzień w domu, w ogóle nie chciała wychodzić, załatwiała się nocami na matę, wynosiłyśmy ją, żeby przełamać jej strach. Potrafiła pół godziny stać i się nie ruszać. Aż któregoś dnia po prostu poszła. Od tego dnia nigdy nie załatwiła się w domu. Od kiedy zaczęła wychodzić normalnie, wykazuje zachowania agresywne które przejawiają się szczekaniem, szarpaniemi gryzieniem w powietrzu w stosunku do: większości mężczyzn (zwłaszcza arabów i mężczyzn w średnim wieku), ludzi którzy coś niosą, idą gwałtownie w moją stronę. Boi się ludzi z parasolem, laską, pękiem kluczy. W przeszłości na pewno była bita i to tak bardzo, że straciła oko, nie ma też kawałka ucha ale tu podejrzewam walkę z kotem. Rzuca się też do innych psów. Nad tym rzucaniem na psy i ludzi pracujemy, dużo poczytałam i ćwiczymy na spacerach, uczę ją ignorować ludzi, przewiduje jej zachowanie, z psami trochę nam gorzej idzie, ale wiem że potrzeba czasu. Dodatkowo mam suczkę Jack Russell Terriera, która też szczeka na psy i często to ona prowokuje te zachowania u nowej. To co mnie jednak martwi to, że kompletnie nie akceptuje mojego taty. Nigdy go nie ugryzła ale jak porusza się po domu to atakuje bez ostrzeżenia. Leci z zębami i szczekiem. Zawsze ją odsyłam na miejsce. Taty broni też drugi pies. Wystarczy czasem, żeby tylko się odezwał w sąsiednim pokoju i już go obszczekuje. Ale jak np wchodzę z nią do kuchni i tata już tam jest i ją ignoruje to ona nic nie robi. zwykle chodzi obok mnie albo chowa się za stołem. Od tygodnia podobnie zachowuje się do mojej mamy. Np kiedy chce wejść do mnie do pokoju, do salonu w którym siedzę. ostatnio była w korytarzu i chwytała torbę z zakupami, a pies wybiegł z salonu, skoczył i jej ją wyszarpał. Czasem wystarczy jakiś drobny ruch. Otwarcie drzwi do łazienki. Nigdy nie zaatakowała mnie ani siostry. Możemy zrobić z nią wszystko. Zawsze karnie idzie na miejsce, wolno jej wejść na łóżko i kanape ale ćwiczymy schodzenie na komende, umie siadać ale jeszcze się rozprasza, zawołana przychodzi. Oddaje zabawkę i jedzenie. Bawi się z drugim psem. Zwykle tamta jest bardziej agresywna, w zabawie duża jest takim cielakiem z którym można zrobić wszystko. Mają piłki, różne rodzaje kongo ale ona sama nigdy się nie bawi, chwilę pogryzie i tyle. Kłóca się czasem o zabawkę, co mi się nie podoba że duża czasem nie pozwala małej się zbliżyc i np wskoczyć do mnie na łóżko. Jeśli zaczyna warczeć lub się rzuci to ja karcę i odsyłam na miejsce. Jeśli chodzi o niszczenie to odgryza metki z kocy. siostrze wygryzła dziurę w pościeli. Mnie nic. Raz przyłapałam ją jak brała mojego klapka, została skarcona głosem i od tamtej pory spokój. Na spacerach chodzi grzecznie przy nodze. Zdarza jej się zachodzić drogę jeśli idzie od strony oka którym nie widzi. Czy ktoś miał podobnego psa? Czy wie co mogłabym zrobić. Nie chce żeby utrwaliła i pogłębiła swoją agresję. To co robię na ten moment to staram się przytrzymać albo zająć jej uwagę jak np tata idzie z pokoju do łazienki, czy wychodzi z domu. Jeśli nastąpi atak to zostaje odesłana na miejsce w trakcie. Czasem daje mu jakiś smakołyk żeby jej rzucił. Mama to samo, kazałam jej zawsze wołać psa zanim chce wejść np do mnie i rzucać jej nagrodę. czasem nie działa. Mama też wyprowadza psy i jest ok, jak jest sama w domu to tylko nie może wejść do mojej sypialni. Pies ma tam swoje legowisko, może to jest przyczyną... Z drugiej strony muszę zamykać drzwi na noc i psy są ze mną inaczej tata rano nie wyjdzie w spokoju z domu, nie będzie mógł wstać w nocy. Co ciekawe nieraz się zdarzyło, że np obcy facet na ulicy, który widywał ją w przeszłości podszedł, pies sie zaczal wyrywać szczekając a on nic tylko wystawił rękę i pogłaskał i tyle. Zero gryzienia. Ale to kilka razy. Ja zawsze zamierałam. Zdaję sobie sprawę, że większość z was poradzi mi zwrócenie się do specjalisty w miejscu, gdzie mieszkam. Sama uważam, że tak by było najlepiej, ale nie bardzo mam taką możliwość w tym momencie.
  5. Witam.jestem z Poznania i od prawie 10 lat jestem właścicielką suczki Nelly. Nelly mieszkając u moich rodziców przez 8 lat nie miała za dobrego życia. Po skończeniu pełnoletności wzięłam ja do siebie przy pierwszej możliwej okazji. Nelly w wyniku zazdrości nie raz wykazywała agresję i zazdrość. Nie tylko wobec innych zwierząt Ale ostatnimi czasy również wobec dzieci. Gdy wyjechaliśmy na wakacje zostawiłam ją u siostry na kilka dni. Wszystko było dobrze dopóki Nelly nie przyzwyczaiła się do nowego miejsca. Wtedy ruszyła na dziecko małe gdy to tylko znalazło się przy mamie. Byliśmy z nią u weterynarza który potwierdził ze to zachowanie jest wynikiem zazdrości. Stąd też moje pytanie.Ponieważ nie mamy komu jej oddać oraz obawiamy się że po przyjściu dziecka na świat (jestem w 7 miesiącu ciąży) stanie się tragedia chcielibyśmy ja przekazać w czyjejś dobre ręce. Nie chcemy by trafiła do schroniska, ponieważ jesteśmy świadomi ze w jej wieku już nikt jej stamtąd nie weźmie. Ludzie pomóżcie!!!! Proszę :)
  6. Witam. Mam problem z półroczną amstaffką. Suczka jest z bardzo dobrej hodowli, od urodzenia socjalizowana z psami i kotami. Jest u nas od 3,5 miesiąca, mniej więcej miesiąc temu zauważyłam u niej niepokojące zachowania. Zawsze w zabawie z innym psem starała się dominować, ale nic złego się nie działo, była przyjaźnie nastawiona do wszystkich napotkanych psów. Od jakiegoś czasu jeży się na widok psów i często się na nie rzuca, tj strasznie ciągnie i szczeka, mam wrażenie że jakbym spuściła ją ze smyczy to by zagryzła, nawet widząc psa który jest daleko. Żadne 'kuksańce' w bok jak u Cesara oraz inne próby odwrócenia uwagi nie działają, jest jakby w transie. Ostatnio rzuciła się na dorosłą amstaffkę, z którą wcześniej ładnie się bawiła. Za dużo szans z nią nie miała-naderwane ucho. Rzuca się również na inne psy z którymi wcześniej często się bawiła. Bez znaczenia czy pies czy suka-zaczyna szczekać z daleka. Dopiero po obwąchaniu zaczyna zachowywać się łagodniej, ale jest strasznie podniecona. Choć z tym wąchaniem różnie bywa bo czasem zachowuje się ładnie, pies podejdzie, obwąchają się i dopiero zaczyna się jeżyć i atakować. Do kotów jest łagodna, choć podniecona, do wszystkich ludzi przekochana, cały dzień mogłaby się przytulać i lizać. Dodam że takie agresywne zachowania nie zdarzały się gdy mój chłopak sam wychodził z nią na spacer, zawsze przy mnie. Czy to możliwe że w taki sposób chce mnie bronić? Nigdy nie pozwalaliśmy jej myśleć że to ona rządzi, wie gdzie jest jej miejsce. Na spacerach również zawsze uczyłam ją że to ona idzie z tyłu, a ja decyduję o tym gdzie idziemy, nigdy nie okazywałam niepewności. Jest posłuszna, jedynie od początku miała problem z podnieceniem gdy widziała psa, ale była to chęć do zabawy, a nie do ataku jak teraz... Chwilowo nie mamy możliwości pójścia z nią do behawiorysty a ja już nie wiem co robić, spacery z nią stały się udręką. Bardzo proszę o pomoc.
  7. Już drugi raz w przeciągu miesiąca mój starszy psiak został zaatakowany przez labradora (dwa różne psy). Czy w takim wypadk powinnam żądać podania danych od właścicieli? Mój pies jest troche ślepy i głuchy i nawet nie zauważył tamtego psa zanim nie siedział mu na karku,, więc nie ma mowy o tym, że prowokował atak. Właściciel szczerze przepraszał, ale jednak nie powinen puszczać agresywnego psa bez smyczy/kagańca przy parku gdzie było mnóstwo ludzi i psów jeżeli pies go nie słucha. Odniosłam wrazene, że jego pies jest zawsze agresywny wobec samców. Jego pies (ok. 40kg) rzucił się na mojego (26 kg) i wpadli w krzaki, gdzie tamten warczał i “gryzł” kark mojego psa przez dobre 30s zanim go właściciel nie odciągnął. Czy powinnam sama próbować go odcągnąć lub uderzyć (np. w nos)? Bardziej wtedy się martwiłam o stan mojego psa niż o formalności. Wprawdzie skóry nie miał przebitej i nie pisknął ani raz podczas zajścia, ale jednak mógł mieć obrażenia wewnętrzne. Nie był to atak z zamiarem zabicia, bo nie mam wątpliwości, że gdyby chcał, to tamten mógłby zagryźć nas wszystkich – przecież nie przebił mu skóry. Czy takie ataki, gdzie młody dorosły pies próbuje dominować nad starym schorowanym osobnikiem są normalne wśród psów czy te ataki są wynikiem pseudohodowli (nie bada się genetycznie psów) lub frustracji dużych psów zmuszonych do mieszkana w bloku? Nigdy bym nie pomyślała, że labrador to agresywna rasa. Planuję do 2019r kupić dom z działką poza miastem, blisko lasów i jezior, ale póki co muszę jakoś radzć sobie z agresywnymi psami w mieście :(
  8. Dzień dobry , od maja tego roku w naszym domu pojawił się 1,5 roczny pies w typie Jack Russel Teriera ( Dwa pozostałe to 9 letni labrador oraz 8 letnia suczka- Kundelek), 2 nasze psy są bardzo przyjazne do wszystkich psów wkoło oraz ludzi więc nasza wizja jak dogadają się z kolejnym domownikiem była z góry pozytywna ... niestety życie pokazało inaczej i najmłodszy lokator okazał się ogromnym zadziorem , od pierwszych chwil doskakiwał labradorowi do mordy z zębami suczce tez ale rzadziej , agresywnie , na początku wydawało nam się że to początki i muszą sobie poukładać relacje między sobą-Niestety do dnia dzisiejszego ich nie poukładali . Nasz labrador -Toti na poczatku bardzo spokojnie reagował , leżąc warczał żeby ten odpuścił jednak po jakimś czasie gryzienia , szczekania , doskakiwania do mordy zaczął tez reagować agresją na agresję. Juz kilka razy doszło między nimi do "kotłowania " gdzie mały piszczy i ze skulonymi uszami odchodzi , żeby dosłownie po 5 sekundach zawrócić i znów od nowa doskakiwać do labradora ....Problem taki że nie wiem za bardzo jak powinnam reagować w takich chwilach ... jak nie dopuszczać do takich sytuacji? młody od początku tez potrafił pokazać zęby i na nas, np kiedy ściągało się go z kanapy -ale z tym odpuścił. Sytuacje kiedy zaczyna doskakiwać agresywnie do pozostałej 2 to np: kiedy szykujemy się do wyjścia na spacer wyciągam smycze a on zaczyna ich podgryzać , jedzienie ( podczas karmienia muszę go zamykać w innym pokoju bo nie je tylko zostawia swoja miskę i podbiega zabrać coś z nie swojej ),gdy wołam jednego z psów on podlatuję za nim i go gryzie... ale zdarza się tak ze tak po prostu wszystkie leżą a on nagle biegnie i szczeka i podskakuje z zębami do któregoś. Drugi problem to załatwianie się , bardzo często zdarza mu się ze załatwia się w domu zaraz po spacerze, czym to może być spowodowane? jest nagradzany za każdym razem kiedy załatwi się na trawce , jednak mam wrażenie ze czasem specjalnie trzyma żeby załatwić się w domu. Proszę o pomoc , może znają Państwo jakiegoś dobrego behawiorystę z Katowic który powiedziałby jak powinnam z nim postępować?
  9. Z chłopakiem jesteśmy właścicielami już prawie 2letniego amstaffa. Od małego potrafił ugryźć np przy przysmaku. Poszliśmy z nim na szkolenie. Przez jakiś czas nie było z nim problemów, wiedzieliśmy jakich sytuacji unikać, a on stał się jakby spokojniejszy. Niestety od jakiegoś czasu (miesiac, dwa) jest gorzej. Mnie słucha i nie zdarzyło się od bardzo dawna, żeby mnie ugryzł, ale jest agresywny w stosunku do chłopaka. Któregoś razu gdy pies leżał, chłopak się do niego przytulił i pies go ugryzł. Od tamtej pory kilka razy zdarzało się, że pokazywał zęby w różnych sytuacjach. Dzisiaj zaniepokoiło nas, że gdy chłopak był blisko półrocznego dziecka siostry, chciał go ugryźć. Jakby pilnował dziecka. Zdarzyło się to już raz wcześniej, przy tym samym dziecku. Nie wiem dlaczego tak na chłopaka reaguje. Nie zrobił psu krzywdy i nie wiemy co mamy z tym dalej robić. Wydaje mi się, że jego zachowanie uległo zmianie po tym jak wprowadziła się do naszego rodzinnego domu siostra z 3 małych dzieci. Jakieś sugestie? Co może powodować u niego agresję i jak z tym walczyć?
  10. Piszę to , i ledwo widzę monitor , tak bardzo jestem zalana łzami . Przepraszam , ale muszę gdzieś to napisać , a , być może , temat ten stanie się przestrogą dla innych . Będzie długo ... W sobotę uspałam mojego psa . Ale , może najlepiej od początku ... To , co napiszę tutaj , jest moją najbardziej skrywaną tajemnicą . Obiecałam sobie , że nikt z bliskich się o tym nie dowie . Spaliłabym się ze wstydu , a może raczej , z żalu , dosłownie , nie mogłabym dalej żyć . Mam dwadzieścia pięć lat , około . Problemy z nerwicą , depresją . Miałam 11 / 12 lat , kiedy zachorowałam . Oczywiście , choruję do teraz . Miało być o psie , ale , muszę tutaj nakreślić pewne sprawy , tło do zrozumienia dalszego tekstu . Podobno , byłam wyczekiwanym dzieckiem . Może i tak , ale , dzieckiem bardzo mocno zaniedbanym , przede wszystkim emocjonalnie . Matka nigdy nie potrafiła mnie kochać . Owszem , kochała mnie , kocha , ale nie potrafiła , do tej pory nie potrafi . Nie winię jej aż tak bardzo , jeszcze przede mną miała bardzo ciężkie życie . Ojciec , kochał mnie , ale myślał , że wszystko jest w porządku . Mieliśmy , jako rodzina , wiele problemów , przede wszystkim finansowe , myślę , że wziął to na siebie , aż za bardzo , nie zauważał po prostu całej reszty . Mieliśmy ogromne problemy finansowe , wykaraskaliśmy się z nich dopiero jakieś trzy lata temu . Ja miałam też problemy zdrowotne , jak miałam 13 lat , podejrzewano u mnie raka , spędziłam sporo czasu w szpitalu . Pieniądze z nieba nie spadały . Bałam się o swoje życie , bałam się też o finanse . Myślę , że było to dosyć trudne dla mnie , wtedy . Wiele razy chciałam się w tamtym okresie zabić . Gdy wyszłam ze szpitala , miałam już pełnometrażową depresję . Problemy z rówieśnikami , szykanowanie , problemy z nauką . Później zawaliłam dwie szkoły . Miałam 13 lat , miałam też ataki histerii . Pewnego dnia zobaczyłam na spacerze psa , owczarka niemieckiego . Chciałam kogoś kochać , chciałam , by ktoś mnie w końcu kochał . Marzenie 13 letniego , zaniedbanego emocjonalnie , głodnego miłości dziecka . Dostałam w końcu szczeniaka . Byłam w siódmym niebie , chciałam też nieba przychylić mojemu nowemu przyjacielowi , jedynemu przyjacielowi . Nie miałam wcześniej żadnych kontaktów ze zwierzętami . Oczywiście , traktowałam go jak człowieka , bo nie umiałam inaczej . Rodzice byli zadowoleni , bo miałam zajęcie , ale się nie przejmowali , bo owczarek mądry pies , sam się wychowa . W mojej świedomości dawałam mu wszystko , czego tylko potrzebował . Jedzenie miał zawsze łatwo dostępne , miska była cały czas pełna . Smakołyki , szyneczka , kiełbaska , cukierki czekoladowe , rybka , kurczak , wszystko , do woli . Miał lepszą karmę , mimo , że była droższa . Ja nie dojadałam , ponieważ dzieliłam się z nim jedzeniem . Spał u mnie w nogach , na łóżku . Jeszcze go na nie podsadzałam , tylko czekał , bo nie chciało mu się samemu ruszać tyłka . Przykrywałam go jeszcze kołdrą w zimę , żeby na pewno było mu miękko i ciepło . Drapałam nogą za uchem , by ładnie usypiał . Nie miał posłania , moje łóżko było jego posłaniem . Jak był mały , nosiłam go na rękach , kiedy nie chciało mu się iść . Potem zawsze chodziliśmy na kilkugodzinne spacery , co prawda zawsze na smyczy , ponieważ wkręciłam sobie , że mi ucieknie , a poza tym , nie tolerował innych psów . Ale swoje wychodził , nie chciałam , żeby zależał się na kanapie , bo to niezdrowe , a poza tym mieszkaliśmy w kamienicy , więc nie miał ogrodu . Chodziliśmy w różne miejsca , więc nie miał w tym temacie monotonii . Pozwalałam mu dosłownie na wszystko . Rzecz jasna , piesek w końcu zrobił się naprawdę duży , zaczęły się więc problemy . Dbałam o niego , jak umiałam , ale miałam 14 / 15 lat , byłam też rozwichrowana psychicznie , miałam poważne problemy w nauce . Marzyłam o szkoleniu dla niego , jednakże było one nieosiągalne ze względów finansowych . Próbowałam nawet sama go szkolić , ale , czy przez mój słomiany zapał , czy przez jego marudzenie , czy też przez moją depresję , skończyło się na tym , że nie nauczył się niczego , dosłownie . A rodziców pies nie obchodził , przecież jest w miarę spokojny , a poza tym , to tylko pies . Dorósł całkowicie i w końcu zaczął pokazywać zęby . Nie kojarzyłam wtedy , że był za bardzo rozpuszczony , właściwie , że był rozpuszczony jak dziadowski bicz . Pokazął zęby jeden raz , drugi . W tym momencie , zaczęłam się wtedy go bać , czułam się atakowana . Zazwyczaj na agresję człowieka reaguję wycofaniem się , zamknięciem w swojej wieży , ale w sporach z nim bałam się , że mnie pogryzie , był w końcu ode mnie silniejszy , i cały czas miał przy sobie broń , mianowicie , zęby . Przeczytałam gdzieś wtedy , że psu należy pokazać , że to ja jestem przywódcą stada , rodziny . Krzyknęłam na niego raz , drugi . Któregoś razu nie pomogło , dałam mu klapsa . Biedak , był w szoku , czy wystraszył się , ale przestał natychmiast . Poza swoimi epizodami agresji był do rany przyłóż , to był wtedy mój mały aniołek . Jednak miał właśnie takie fazy , wtedy dawałam mu klapsa . Ale wtedy , kiedy rzucał się na mnie z zębami , dosłownie , albo , gdy juz widziałam , że to za chwilę nastąpi , przyłożyłam mu mocniej . Wyglądało to tak , że dostał skórzaną smyczą po zadzie cztery , czy pięć razy . Czasem , jak się szybko obrócił , smycz trafiła w bok . Czasem , parę razy go szturchnęłam nogą , albo strzeliłam ręką po uchu . Bardzo ciężko mi o tym pisać . Dzisiaj oczywiście widzę , jakie to okrutne . Jednak wtedy widziałam siebie w roli ofiary , a jego w roli agresora . Bałam się , że mnie pogryzie tak , że wyląduję w szpitalu . Nie miałabym przecież szans . W moich oczach , broniłam się przed nim . A tak naprawdę myślę , że go maltretowałam . Kochałam go na zabój , kocham go nadal , ale chciałam normalnie żyć . Nie chciałam też , by mnie ugryzł , oczywiście , bardzo bałam się bólu , ale chodziło także o to , że rodzice na bank oddali by go wtedy do uspania . Wolałam już więc , żeby mnie nienawidził , ale , żeby żył . Miał wtedy tylko trzy , cztery lata . Był młodym psem , czekało go całe życie . Poza tym , ja nie mogłabym bez niego żyć . Trzymałam się tylko dzięki niemu , tylko dla niego . W tych sytuacjach , kiedy oberwał , czy też , dostał za swoje , za chwilę chciałam go tulić , przepraszać , całować . Czasami trząsł się ze strachu , ale za chwilę wszystko było już dobrze . Przytulałam go , chciałam go przeprosić , dawałam mu coś słodkiego , cały dzień miał smakołyki i głaskanie ekstra . Nie kontrolowałam siebie , nie kontrolowałam swoich problemów . Bałam się jego zębów . On za chwilę zachowywał się tak , jakby tego nie pamiętał . Potem był już grzeczny . W efekcie , raz na jakiś czas musiałam dać mu klapsa , albo raz smyczą . Uspokajał się i dalej funkcjonowaliśmy normalnie . Nikt o niczym nie wiedział , ponieważ wszystkie te sytuacje zdarzały się , kiedy byłam z nim sama w domu , a strasznie się tego wstydziłam . Chcę tu zaznaczyć , że nigdy nie biłam go bezpodstawnie , w moich oczach przynajmniej . On przykładowo na mnie warczał , dostał klapsa , przestał warczeć na jakiś czas , był wtedy najkochańszym psem na świecie . Bijąc go broniłam się , jednak wiem , że go krzywdziłam . Każdego dnia zaraz starałam mu się to wynagradzać , i tak aż do następnego razu . Myślę , że takich epizodów w całym jego życiu było może ze dwanaście , coś koło tego . W sumie może dwadzieścia parę uderzeń ręką , jakieś osiem smyczą . Poszturchań było więcej , jak już się nauczył , że potrafię uderzyć ręką , albo gorzej , smyczą . Warczał na mnie i na moich rodziców . Musiałam go jakoś przywoływać do porządku , a nie chciałam go tak często bić , więc , na przykład , jak siedziałam w fotelu , a on leżał na podłodze , to , gdy zaczął warczeć , z jakiegoś tam powodu , przykładowo , rodzice dają mu resztki ze stołu , a on leżąc , warczy , to szturchałam go nogą . Wtedy przestawał . Takim sposobem trzymałam go w ryzach . Nie chciałam , by rodzice oddali go z powodu agresji . Byłam też przyzwyczajona do tego , że jest miły jak baranek , ale w każdej chwili może się na mnie rzucić , doskoczyć , wyszczerzyć zęby . Dwa razy zamknęłam go samego na chwilę w pokoju , raz na balkonie . Chciałam powstrzymać siebie od atakowania go . Kiedy zaraz się uspokoiłam , wracałam do niego i go przepraszałam . Czasami bałam się go dotknąć , żeby nie popsuć mu humoru . Obchodziłam się z nim jak z jajkiem , dogadzałam mu z każdej strony , na tyle , na ile potrafiłam . Wiedziałam , że najpierw zawarknie , ale potem może ugryźć , a wtedy to byłby dla niego koniec . Nie było mowy o wychowywaniu go wtedy , ponieważ się go autentycznie bałam . Co dopiero szkolenie ... Kochałam go . Kocham . Tak bardzo go kocham , że teraz , jak go nie ma , dosłownie , rozrywa mi serce . Rano , jak zaczęłam o nim myśleć , myślałam , że się uduszę , taką miałam fazę . Na co dzień , jak pisałam wyżej , był grzecznym , zdawałoby się , ułożonym psem . On był grzeczny naturalnie . Miał swoje napady . Nie rozumiałam wtedy , że jak mu przyłożę , to takie napady będą powtarzały się coraz częściej . Umiałam je w ten sposób hamować , dzięki czemu żyliśmy w , być może pozornej , zgodzie . Aż do następnego razu ... Był jednak moim psem , mimo , że czasami go biłam . Jeżeli już kogoś się słuchał , to tylko mnie . Chodził za mną jak cielę . Przychodził się przytulać , uwielbiał drapanie za uszami . Na spacerach był grzeczny , nigdy specjalnie go nie goniłam , pozwalałam mu wąchać wszystko , ile tylko chciał . Jedzenie , dostawał najlepsze kąski . Uwielbiał leżeć na podłodze , kiedy siedząc obok , drapałam go po brzuchu nogą . Był dobrym , kochanym , naprawdę , kochanym psem . Czasami tylko budził w nim się diabeł , jak przekroczyłam jakąś granicę . Nie rozumiałam , co robiłam źle , chcałam tylko spokoju , dla nas obojga . To działało , aczkolwiek było okupone moimi potwornymi wyrzutami sumienia . Ogólnie , miał dobre życie . Powinnam go częściej przytulać . Mam jednak wrażenie , że przekreśliłam wszystko tym jego biciem . Ale , nie potrafiłam inaczej . Wiem , zdaję sobie z tego teraz sprawę , że posypią się tu na mne gromy . Jednak nie miałam wielu możliwości , a potem , zadanie okazało się dla mnie za trudne , wręcz niewykonalne . Ostatnie miesiące , tygodnie mojego psa ... On nigdy nie chorował , był bardzo zdrowy , bo dbałam o niego . Jednak 13 lat to dużo ... Pewnego dnia przestał wdrapywać się na łóżko , zrobliśmy mu miękkie posłanie na podłodze . Któregoś razu przewrócił się na schodach , a mieszkamy w bloku . Potem znowu . Była zima , nikt nie otwierał okien , zdecydowaliśmy , że nie będzie wychodził z domu , bo jeszcze się połamie . Wypróżniał się na balkonie , podkładaliśmy ręczniki , pralka chodziła non stop . Trwało to jakiś czas . Szkoda nam go było jeszcze usypiać , bo w dalszym ciągu był jak szczeniak , chciał żyć . Następnie tylne łapy ... W końcu tylko leżał na posłaniu , czasem ruszył się z miejsca . Karmiłam go z ręki , przynosiłam mu wszystko na każde zawołanie , zmieniałam mu ręczniki i szmaty na mocz , smarowałam modzele , ponieważ od leżenia porobiły mu się na przednich łapach . Wszystko to znosił bardzo spokojnie . Ale było coraz gorzej . W końcu stracił chęć do życia , widać było , że już wszystko go boli , uwiera . Zdecydowaliśmy się , bo uważam , że lepiej za wcześnie , niż zbyt późno ... W sobotę uspałam mojego psa . Wszystko zniósł bardzo dobrze , w samochodzie przytulaliśmy się , zasnął spokojnie , bez żadnych negatywnych oznak organizmu , wtulił się we mnie , cały czas go głaskałam . Byłam przy nim do końca . Miałam wrażenie , że zrobił mi prezent , ponieważ zasnął tak spokojnie , jak tylko mogłam sobie to wymarzyć , jak prawdziwy aniołek , którym przecież był . Mam nadzieję , że czuł się w miarę pewnie i bezpiecznie , mimo tego , że w sumie , znęcałam się nad nim . Takie sprawiał wrażenie , że mi wybaczył , że jest mu dobrze i spokojnie . Ale czy na pewno ... Od tamtej pory nie mogę spać ... Tak bardzo żałuję każdego krzyku , każdego klapsa , każdego uderzenia ... Byłam nieodpowiedzialna , niezrównoważona , okrutna ... Wiem jednocześnie , że bez tego było by nam bardzo ciężko , może nawet rodzice oddaliby go do schroniska ... Chciałam oszczędzić mu tego ... Zapewniając inne piekiełko ... Następnego dnia , w niedzielę , poszłam z ojcem do lasu . Zawsze chodzimy w weekend na takie spacery , wstąpiliśmy w boczną ścieżkę , którą czasem chodzimy , coś mi kazało zajrzeć do paśnika ... A w środku , pełno siana , a w środku śpiący lis ... Leżał dokładnie w ten sam sposób , jak leżał mój pies na wózku u weterynarza , kiedy wszystko miało miejsce , i kiedy było już po wszystkim ... Lis już nie żył ... Nie był jeszcze do końca sztywny , mogłam ruszyć uchem , ale brzuch miał twardy jak kamień ... Musiał umrzeć mniej więcej w tym samym czasie , co mój pies ... Nie wiem , może to był jakiś znak ... Lisa widziałam może z pięć razy w życiu , a chodzimy po tych lasach odkąd pamiętam , przynajmniej dwa razy w tygodniu , po kilka godzin ... A poza tym , zawsze zaglądam do wszystkich paśników ... Aż tu nagle , paśnik , martwy lis , leżący identycznie , jak mój pies , umarł w tym samym czasie , co mój pies ... Wtulony w siano , tak , jak mój pies był wtulony we mnie ... Martwy lis w paśniku to nie jest codzienny widok ... Położył się tam , by umrzeć w spokoju ... Znalazłam go dzień po uspaniu mojego pieska ... Wyglądał , jakby spał ... Jak mój piesek ... Przez chwilę pomyślałam , że mój pies mnie tam zaprowadził ... Wierzę , że psy mają duszę ... O wiele szlachetniejszą niż nasza ... Serce mi się kraje , tak bardzo żałuję . Cały czas płaczę . Wczoraj myślałam , że chyba wezmę jakieś tabletki . Nie przypuszczałam , że można kochać aż tak mocno . Nie mogę znieść świadomości , że tak krzywdziłam kogoś , kogo kochałam najmocniej na świecie . Oczywiście , wiedziałam , że krzywdziłam go tym biciem , ale przecież ... On jest nieśmiertelny , jeszcze naprawię swoje błędy ... Naprawiałam je , ale teraz ... Nie mam teraz nikogo . Rodzice ... Nie mam przyjaciół , nawet znajomych , dosłownie . Nie wiem , co będzie z moim życiem . Chciałabym się z tym wszystkim uporać ... Chciałabym dostać jakiś znak , wiedzieć , że gdzieś tam jest mojemu psu dobrze , że jest bezpieczny , że się nie boi , a jest przecież tak zimno ... Ale może gdzieś tam jest mu lepiej , niż u mnie ... Czy pies potrafi wybaczać ... ? Czy pies naprawdę kocha tak bardzo ... ? Jestem potworem ... Co z moją duszą ? Kiedyś śniło mi się , a może to wspomnienie , jak byłam jeszcze przed narodzinami , mogłam wybrać sobie ciało , w które chcę się wcielić , wybrałam sobie rodzinę , i się po prostu urodziłam ... Czy wszystkie krzywdy , jakie zadaliśmy innej istocie , będą nam gdzieś tam w zaświatach zadawane razy dziesięć , z dziesięciokrotną siłą ? Najbardziej boję się tego , jaki zadawałam mu ból psychiczny ... A dobre uczynki ? Nie wiem , których mam więcej w stosunku do mojego psa ... Martwię się , że jego dusza nie zazna spokoju , że przeżywa to wszystko , co miało miejsce , że go bolą razy na zadzie , że piszczy , że płacze ... Martwię się , że nie może sobie znaleźć miejsca ... Rozumiem , że to przez krzywdy , jakie mi zadano . Mam nerwicę i depresję , nie leczone , nigdy nie byłam u lekarza , bo finanse , bo strach ... Jestem niezrównoważona , okrutna . Ale nie mam na to wpływu ... Prawdopodobnie nikt mnie nie zrozumie , mam takie chwile , kiedy muszę coś zrobić , to jest silniejsze ode mnie ... Boję się , muszę uderzyć psa ... Jestem zła , muszę nakrzyczeć na matkę ... Ze strachu ... Tak , mam wiele problemów ... Na dodatek , właśnie powinnam szukać nowej pracy ... Kiedy dziecko się rodzi , ma pusty zbiornik na miłość . Rodzice muszą go napełnić , opiekując się dzieckiem . Mój zbiornik napełnił mój pies ... Dzięki niemu nauczyłam się kochać ... A ja go karałam ... Kocham go jak głupia , a jego już nie ma . Krzywdziłam go bardzo i nie mogę sobie tego wybaczyć . Nie potrafię sobie z tym wszystkim poradzić ... Moje piękne pieski ... Jego już nie ma ... Gdy zasypiam , wyobrażam sobie , że go przytulam ... Mocno , dopiero , jak sobie go wyobrażę , to po kilku godzinach mogę zasnąć ... Czy pies potrafi wybaczać ? Czy pamięta złe rzeczy bardziej , niż dobre ?
  11. agresja

    Witam. Od 2 lat mam kundelka "Mały", zawsze był radosny i chcial sie bawic. Wszystko sie zmieniło gdy kupiliśmy suczke " Kiara" rasy owczarek podhalański. Ale początkowo wszystko bylo ok. Bawili sie itd. Od jakiegos czasu gryzą sie, ale tylko jesli ktos z domowników jest na podwórku. Kiara wtedy nie dopuszcza Małego do nikogo z nas, a Mały wtedy jest przez nią odganiany i chodzi smutny, skulony i od razu chowa sie do budy. Nawet gdy chce sie go pogłaskać i sie go woła to nie podchodzi bo wyglada jakby sie bał. A gdy juz dojdzie do starcia to nie mozna ich rozdzielić. Czasami bywa tak, że Kiara chodzi za Małym, a Mały warczy i tez zaczynają się gryźć. Gdy wszyscy domownicy są w domu, wtedy psy na podwórku jak gdyby nigdy nic sie bawią. Nie wiemy co mamy robić, pomóżcie...
  12. Cześć, Jestem właścicielką 1,5 rocznego kundelka znalezionego w wieku 7 tygodni (po tygodniowej tułaczce) w okresie Bożego Narodzenia. Mam z nim bardzo dużo problemów, jednak chciałabym zacząć rozwiązywać je po kolei,skupiając się jednocześnie na jednym. Agresja w obronie zasobów. Mój pies nauczył się zabierania rzeczy i pilnowania ich. Niestety sama się do tego przyczyniłam. Zabiera rzeczy, kładzie się na nich i pilnuje warcząc przy każdym naszym ruchu. W moim przypadku gdy podejdę na odległość 3 metrów podbiega do mnie z zębami i podskakuje jak do gryzienia. Jeśli pozostanę bez ruchu nie ugryzie. W przypadku narzeczonego, z którym ma słabszy kontakt nie kończy się na ostrzeżeniach. Jeżeli coś znajdzie gdy jesteśmy poza pomieszczeniem nie pozwala nam wchodzić do pokoju. Przy próbie odebrania przedmiotu potrafi naprawdę mocno zranić. Jedyny sposób, aby nie atakował to podejście z jedzeniem lub zawołanie na spacer. Ta metoda jest skuteczna, bo szybko możemy poruszać się normalnie po domu, jednak każdego dnia przynosząc mu coś dobrego, wychodząc z nim, nagradzam go za jego agresję. Aktualnie potrafi otworzyć szafę i zabierać ubrania tylko po to, żeby dostać coś smacznego. Jeżeli macie potrzebę, możecie mnie ochrzanić, jednak zdaję sobie sprawę z błędów, które popełniam. Bardziej przydatna będzie rada co zrobić. Proszę bez rad związanych ze szkoleniem metodami niepozytywnymi. Odnośnie pytań co do specjalistów. Tak,chodziliśmy na szkolenia i grupowe i indywidualne. Wydałam mnóstwo pieniędzy i nie uzyskałam żadnych rezultatów. Wszystko co osiągnęłam w jego wychowaniu (tak, coś wbrew pozorom udało mi się osiągnąć) zawdzięczam sobie, nie szkoleniowcom.
  13. Witam, adoptowaliśmy z chłopakiem mieszańca amstaffa z rottweilerem. Wcześniej posiadaliśmy amstaffkę i nie było z nią żadnych problemów, jednak teraz historia wygląda inaczej. Nasz pies ma ogromne problemy z agresją do innych psów :( Przede wszystkim nie akceptuje owczarków niemieckich i husky, ale również psów większych od siebie oraz małych i średnich psów które go zaczepiają. Próbowaliśmy ze sposobem zmęczenia psa, jednak nawet padnięty widząc psa atakuje... Niestety nie wiemy jak wyglądało jego życie przed schroniskiem. Wiemy, że nie uda nam się całkowicie zwalczyć agresji, ale chcielibyśmy chociaż w jakimś stopniu ją zmniejszyć. Nie wiemy w jakim pies jest dokładnie wieku, ale weterynarze określają go na 8-10 lat. Czy macie jakieś pomysły jak spróbować obniżyć jego agresję oprócz behawiorysty? I czy polecilacie jakiegoś dobrego behawioryste w Częstochowie i okolicach?
  14. Witam, Bardzo proszę o poradę, odnośnie agresywnego i strachliwego pieska- Saby. Niestety behawiorysta nie wchodzi w rachubę(zaporowe ceny), a chemią nie chcę pieska męczyć. Trochę cały wywód zabierze ale mam nadzieję, że dzięki temu zobrazuję całą sytuację. Całe swoje życie miałem psa i nigdy nie było problemów z agresją, zmieniło się to dwa lata temu. Postanowiliśmy zaadoptować pieska. Z całej hodowli adopcyjnej był to najbardziej wycofany i biedny piesek(suczka), bał się wszystkiego i wszystkich, stwierdziliśmy, że będziemy chcieli jej pomóc. Mała miała wówczas 6 miesięcy. Była po dużych przejściach. Przednia łapka widać, że była wcześniej złamana ponieważ jest bardzo krzywa. Matka i siostra psiaka, zabierały jej jedzenie i generalnie odsuwały małą od siebie. Zabraliśmy małą z domu adopcyjnego, w drodze do nowego domu psiaczek był na moich rękach, tym samym chcąc nie chcąc zostałem jej głównym panem:) Dwa dni po adopcji małej, sprowadziła się do mnie moja dziewczyna wraz ze swoim 6 letnim psiakiem Daną(także suczka), również z adopcji i po przejściach, jednak nie boi się ludzi, chce się ze wszystkimi bawić, taki typowy "przytulas". Po kilku dniach pieski się zaakceptowały i oswoiły z nową sytuacją. Saba zawsze była wycofana w stosunku do ludzi i zwierząt i troszeczkę agresywna, tzn. lubiła uciekając przed ludźmi i zwierzętami na nich warczeć. Odwrotnie do Dany, która na spacerach lgnie do innych psiaków i ludzi. Saba ciągle jest wycofana i niepewna, boi się również nas. Trzyma nas na dystans, bawi się, czasem przytula ale bez pełnego zaufania. Ostatnio zerwała sobie więzadła, miała operację ale już doszła do siebie. Jednak stała się bardzo agresywna. Ucieka przed ludźmi, a gdy ktoś odwróci się do niej plecami, próbuje gryźć w kostki, nieraz nawet goniąc ludzi. Także z jednej strony strach, z drugiej naprawdę bardzo duża agresja wywołana tym strachem. Jest to malutki psiak, który powinien biegać by nóżka całkowicie doszła do siebie. Jednak jej naprawdę duża agresja powoduje to, że chodzi w kagańcu(co u tak małego psa wygląda dość komicznie), często również na smyczy. Także na spacerze Dana jest bez kagańca i smyczy, a Saba w kagańcu i często również na smyczy. Bardzo proszę o jakieś porady(poza farmakologią) jak dotrzeć do psiaka, jak "wyleczyć" jej strach i agresję. Zaznaczę od razu iż w momentach jej agresji nigdy nie używamy jako "lekarstwa" bicia, jedynie krzyk. Natomiast w momentach jej strachu, robimy się upierdliwi i staramy się ją głaskać i przytulać, na co mała reaguje wytrzeszczem i chęcią ucieczki, a jej buzia wyraża jedno: "co wy ode mnie chcecie, ja stąd spadam...":) Bardzo proszę o jakąś pomoc.
  15. Witam to mój pierwszy wpis na tym forum. Chciałbym zasięgnąć informacji od osób które mają Amstaffa i wiedzą jak zachowuje się ten pies będąc szczeniakiem. Swoją suczkę mam miesiąc czasu i tu pierwsze pytanie czy jest jeszcze szansa żeby oduczyć psa spania w łóżku ( w swoim legowisku śpi ) ale kiedy tylko ja się kładę od razu przybiega. Druga rzecz to to że pies gryzie i je wszystko.. dywan którego nie schowam meble itp.. Robi się co raz bardziej nie grzeczna nie słucha się i wtedy do akcji rusza klaps... Wiem że to nie jest metoda na wychowanie psa szczególnie tej rasy ale samym krzykiem i komendą nie reaguje.. Jeśli to możliwe to prosiłbym o kontakt z osobami które mają pieska tej rasy , nie chciałbym popełnić błędów w wychowaniu psa dlatego chciałbym zasięgnąć kilku informacji od osób bardziej doświadczonych które przeszły przez etap niedobrego szczeniaka :) dziękuję i pozdrawiam.
  16. Pękło mi serce i nie mogę sobie wybaczyć, że adoptowaną suczkę za radą szkoleniowca oddaliśmy z powrotem do schroniska, gdyż twierdzi ( a właściwie 2 specjalistów ), że agresja która miała miejsce względem dzieci nie ulegnie zmianie, a mamy 9-letnią córkę, którą ku mojemu przerażeniu i zaskoczeniu! również zaatakowała. Proszę tych z Was, którzy mieliście podobne doświadczenia o pomoc i radę, bo nie mogę się z tym pogodzić i boję się, że popełniłam błąd. Zacznę od początku ( postaram się opisać każdą sytuację i moje zdanie ): TEKST DŁUGI ALE BŁAGAM PRZECZYTAJCIE ! Planowaliśmy kupno psa, ale los chciał, że trafiliśmy do schroniska i już podczas pierwszej wizyty zobaczyliśmy ją : młoda, ok. 2 letnia suczka w typie czarnego owczarka niemieckiego, energiczna, niewychowana ( wiadomo, ale pies uczy się przecież całe życie, więc do wypracowania ). Informacje jakie uzyskaliśmy o niej w schronisku: - poprzednia właścicielka oddała ją z powodów rodzinnych - pies warczy na obcych przy właścicielce, ale szybko się uspokaja i ich toleruje, nie wykazuje agresji - uporczywie skacze na ludzi - w stosunku do psów bywa agresywna - kocha ludzi Przez prawie 2 miesiące 2 razy w tygodniu jeździliśmy do niej z córką ( lat 9 ) i wyprowadzaliśmy ją na spacery. Rzeczywiście skakała na nas, ale poza tym spacery bajka. Cudowny pies, który skradł nam serca. Zabraliśmy ją do domu. Pierwsze 2 tyg. prawie bez problemu. Tzn. przez zmianę karmy miała lekką biegunkę, ale szybko minęła. Mamy dom z ogrodem, więc miała swój teren do biegania i zabaw. 3 spacery w ciągu dnia ( jeden dłuższy 2 godzinny, czasem miasto na smyczy, a czasem łąki i pola i totalne szaleństwo bez smyczy, bo wraca na zawołanie ). Legowisko w domu ( bo mieszkała z nami w domu, a jedynie część dnia spędzała na zewnątrz) oraz na zewnątrz, stały dostęp do wody, posiłki wydawane 2 razy dziennie + smaczki przy szkoleniu. Bawiła się z córką ( oczywiście pod naszym okiem ) i tutaj wyszło podgryzanie rąk w zabawie i nóg, dość mocne, ale komendy, które ćwiczyliśmy zostaw i puść, wyprostowana postawa i kończenie zabawy lub podtykanie zabawki pomagały i już w 2 tyg. przyniosły rezultaty, bo podgryzała znacznie mniej i krócej. Gdy na posesję weszli obcy, podbiegała, wąchała i tolerowała. Spacery cudowne ( nie licząc skakania od przodu i na plecy ), na smyczy chodzi całkiem nieźle, wraca na przywołanie. Nie podbiegała do obcych ludzi, ani rowerzystów. Przełom nastąpił, gdy przyjechała moja mama na weekend. Byłam w domu z psem. Mąż przywiózł mamę a ona weszła do domu, nie zapalając światła w korytarzu. Usłyszałam ją i poszłam w jej kierunku a za mną pies. Gdy mama otworzyła drzwi do salonu i chciała się przywitać - moje psie cudo warknęło i kłapnęło zębami w powietrzu. Mama nas zaskoczyła i wg mnie zachowanie psa całkiem zrozumiałe. Następnie przywitały się i wszystko było ok. Później w kuchni - kolejny raz warknęła i próbowała dziabnąć, ale nic się nie stało. Mama dała jej smaczki a ona sama później podchodziła do mamy. To był słoneczny weekend, więc prawie całą sobotę spędziliśmy koło domu. Sunia pilnowała mojej mamy, nie spuszczając jej z oczu, co chwile podbiegała do niej jakby miała coś w zamiarze, ale powstrzymywała się. W końcu w momencie, gdy mama się nachyliła sunia z impetem rzuciła się w jej kierunku, ostro ujadając, Odwołałam ją i odpuściła. Poźniej znowu dawanie przez mame kiełbasek i względny spokój, chociaż pies ją kontrolował na maksa. W końcu w domu wieczorem, gdy mama przechodziła kolo niej ta wyskoczyła i uszczypnęła ją w rękę., zostawiając siniaka. Mama się zatrzymała, ja doleciałam, odciągnęlam ją i trzymałam. Mama poszła a pies nie spuszczał jej z oczu, warczała i wyrywała się. Dla bezpieczeństwa mamy , nim wstała następnego dnia, wyszłam z psem na spacer i zostawiłam na podwórku. Po tym weekendzie i obserwacji jej zachowań, wiedziałam już kiedy jest niespokojna i kiedy planuje atak, a przynajmniej tak myślałam. W domu ostoja spokoju, nie szalała, chodzila spokojnie, bawiła się z córką ( podgryzając, ale córka stosowała się do rad) , Noc całą przesypiała, w ogóle nie szczekała w domu, a potrzeby komunikowała lekkim jęczeniem. Na podwórku obszczekiwała ludzi, dzieci i psy za ogrodzeniem. W stosunku do psów na spacerach jedyne co okazywała to chęć zabawy - zero agresji. Skakanie zniwelowaliśmy do minimum, tzn. ignorowaliśmy ją, odwracaliśmy się, komenda NIE. Podczas spacerów, spuszczona ze smyczy, skakała na mnie uporczywie, po zawróceniu przestawała. Któregoś spaceru nie poddałam się i mimo jej skoków szłam dalej. Od tego momentu na spacerze nie skoczyła ani razu. W domu zasady od pierwszego dnia, nie pozwalanie na leżenie na łóżkach, chociaż próby nie ustawały ;). Obcych wchodzących na posesję zaczęła traktować inaczej. Pełna kontrola i obserwacja + warczenie i podbieganie. Na spacerach na mieście nie zwracała większej uwagi na ludzi, a jedynie ciągnęła do psów w chęci zabawy. Kości i smaczki tylko w ramach nagrody za wykonaną komendę, chociażby SIAD. SIAD przed podaniem posiłku, SIAD przy podpinaniu smyczy. W ciągu niecałych 2 miesięcy opanowała SIAD do perfekcji, DAJ ŁAPĘ, DAJ PIĄTKĘ, ZOSTAW, ZOSTAŃ I WARUJ. Zostawanie w pozycji waruj kilka minut, ale nie od razu rzym zbudowano, a pies mega chętny do nauki i wystarczyło 2 razy pokazać o co nam chodzi, żeby zrozumiała. Dodatkowo komenda PATRZ na podwórku i spacerach. Na spacerach na komendę PATRZ ( nie każdą ) odwracała się i patrzyla na mnie, wtedy klik i nagroda. Bardzo inteligentny pies. Kolejna sytuacja. Dałam jej kość na podwórku i poszła ją opędzlować na trawce. Przyjechała do nas znajoma z córką 8 lat. Były już u nas i pies je tolerował a nawet sama podchodziła po głaski. Najpierw je obszczekała, ale wpuściła i poleciała do kości. Dziewczyny poszły w kierunku domu i nim weszłyśmy podziwiałyśmy nowe krzewy, które posadziłam zaraz koło wejścia do domu ( sunia wcześniej wykopała tu solidną dziurę, więc zrobiliśmy z tego użytek i rabatę :) ). Stałam ja, znajoma, moja córka i jej córka. Nagle sunia podbiegła do młodej , skoczyła na nią i kłapnęła zębami koło twarzy i poleciała dalej na trawę. Nie wiedziałam wtedy, że to było ostrzeżenie. Młoda stała odwrócona tyłem i wtedy pies wystartował z zębami, złapała ją za kurtkę i wyszarpała. Odciągnęłam ją a one weszły do domu. Później trzymałam już psa, gdy wychodziły. Skończyło się na dziurawej kurtce, którą odkupiłam. Później już każdy obcy - pełna kontrola, podbieganie, spięte ciało, skupione spojrzenie i kręcenie się koło rąk lub próba ataku. Od temu momentu kotrolowaliśmy ją gdy ktoś wchodził na posesję. Nie mamy kojca. No i tragiczna majówka. Natłok ludzi i rozumiem, że pies był zestresowany. Nikt obcy do psa nie podchodził, ale na widok małych dzieci, wlepienie oczyskami, spięte ciało ( ułamki sekund...) i próba ataku na sam ich widok. Wobec nas i teściów ( częstych gości w naszym domu, a i sunia często u nich bywała razem z nami ) pełen spokój i luz. Witanie przy witaniu, merdanie ogonem i ogólna radość. Chociaż nie jest typem psa, który zaciesza i merda w nieskończoność, więc przywitanie krótkie, miejscy i czekanie, aż ją pogłaskam :). Nie izolowaliśmy jej, bo bałam się, że to pogłębi problem. Staraliśmy się, żeby odczuła, że nic złego się nie dzieje i skoro mu kogoś akceptujemy to jest ok i nie ma potrzeby obrony. Zwróciliśmy się do behawiorysty i zaraz do następnego. Pierwszy doradził, żeby przy takim zachowaniu - UWAGA! Zdzielić psa po łbie! Oczywiście koniec rozmowy z mojej strony. Nigdy nie uderzyłabym psa. Agresja rodzi agresję. Drugi szkoli psy metodami pozytywnymi, więc bez żadnej przemocy, a jedynie jasne zasady i dalsze szkolenie posłuszeństwa + smaczki od gości itd. Postanowiliśmy pracować nad nią, bo nie każdy pies musi kochać obcych, byleby nie doszło do krzywdy ludzi, bo to my ponosimy odpowiedzialność, a nie chciałabym, żeby skończyło się tragicznie dla niej, nas i kogoś obcego. I ostatnie wydarzenia. Córka miała I Komunię Św... w sumie wśród gości ludzie, których widziała, ale rozumiem, że to wciąż obcy. Żeby ktoś mógł wejść na podwórko, odwróciłam uwagę psa, zajęłam sobą, w myśl co z oczu to z serca ( tak wyglądało wpuszczanie kogoś na podwórko...) . Gdy wychodzili, mąż wyszedł, założył psu kaganiec i trzymał na smyczy ( krótkiej)( ja odeszłabym z psem dalej, ale on został kawałek od drzwi) bo siostra ma syna 8 lat a jej reakcja na dzieci nie pozostawiała złudzeń, że jest zdolna zrobić krzywdę, zwłaszcza, że doskakiwała dzieciom do twarzy... I tu błąd i nasz i mojej siostry. Prosiłam, żeby młody nie podchodził do psa, żeby nie wychodził sam mimo wszystko, ale nikt mnie nie słucha i młody wyszedł mając gdzieś wszystko... podszedł do niej i pogłaskał ją. Nim mąż zdążył zareagować zaatakowała. Miała kaganiec, ale jednak siła uderzenia zrobiła swoje i młody z rykiem i rozciętym nosem pojechał do domu. Gdy w domu była już cisza, spokój itd. Wyszłam z córką na podwórko i pies zdawał się już uspokoić, niby wszystko było ok, zachowywała się spokojnie. I cóż... Szłam w kierunku drzwi domu, za mną pies a za psem córka ( lat 9 ) i nagle sunia odwróciła się z impetem w szale ataku i rzuciła na córkę! Szczęście w nieszczęściu, że płytki były śliskie, bo spadł deszcz i poślizgnęła się i wtedy zdążyłam ją przejąć. Córka płacz, przerażona, a ja nie mniej. Kazalam jej iść do domu. Pies obserwował ją i warczał. Stres ? Nie poznała jej ? Gdy córka się uspokoiła i pies też, po jakiejś godzinie wyszliśmy na podwórko, mąż bawił się z córką a pies biegał koło nich, podbiegała do córki i sama nie wiem, ale postawa ciała psa wzbudziła mój niepokój, bo miałam wrażenie, że nie ma w tym tego luzu co zawsze a czycha i zbytnio się na niej skupia. Wzięłam psa koło siebie i obserwowałam. Siedziała koło nogi, obserwowała córkę, ciało spięte, szybkie ruchy nozdrzy. Bałam się.Córka chciała jeżdzić na hulajnodze, więc zaprowadziłam psa do garażu, bo w domu była moja mama ( a widok mojej mamy = atak ) położyłam jej kocyk, dałam gryzak naturalny. Ujadała strasznie, więc wyszłam z nią na długi spacer i zabrałam córkę ( musiałam zachowywać się normalnie, nie chciałam wyrobić w córce traumy ) gdy młoda wyszła z domu, pies ją obserwował, ale widok smyczy i spacer okazały się ważniejsze i poszłysmy. Na spacerze wszystko ok. Nie wiedzieliśmy co robić. Zwróciliśmy się do szkoleniowców ( I usłyszałam "oddajcie psa, nim stanie się dziecku krzywda!", rano w niedziele zadzwoniłam do schroniska i usłyszałam, że przyjmą psa. Zabrałam ją na dłuuugi spacer, nie tknęła nic w misce, cały spacer odwracała się i patrzyła na mnie a ja cierpiałam i biłam się z myślami. Jak miałam oddać tak wspaniałego , mądrego psa, który pożarł dosłownie nasze serca? Agresja w kierunku obcych i dzieci ( w rozumieniu psa zapewne uzasadniona, bo broni terytorium, nas... itd. ludzie też nie zawsze zachowują się jak należy) była straszna, ale oni z nami nie mieszkają i chcieliśmy to wypracować na ile byłoby to możliwe, ale atak na naszą córkę ?! Młoda ma 9 lat, gdyby sunia się nie poślizgnęła, wolę nie myśleć! Najgorsze było jednak to, w jaki sposób później na nią patrzyła i jak się szykowała do ataku.. bo tak... spięte ciało, wlepiony wzrok i szybkie ruchy nozdrzami to ułamki sekund przed atakiem. Zazwyczaj nie warczała przed atakiem, ani nie szczekała, tylko krótkie sygnały, które opisuje i atak. Wyobraziłam sobie jak jesteśmy na podwórku, bawimy się a ona odwraca się jak wtedy przy drzwiach i rzuca na młodą. Serce mi zamarło. Psi trener powiedział, że oddanie jej to dobra decyzja, że ten pies mimo usilnych starań nie zostanie już psem towarzyszącym, bo ma silny instynkt łowiecki i sprawdziłby się przy kimś, kto nie ma dzieci i wykorzysta jej potencjał sportowy. Oddaliśmy ją ! Nie mogę tego przeżyć. Jesteśmy zrujnowani psychicznie i boje się, że nikt jej nie adoptuje, co wtedy? Patrze na puste miejsce po jej legowisku, na puste podwórko i serce mi pęka! Mimo tego, że wybrałam dobro dziecka i bezpieczeństwo to czuje się strasznie i BŁAGAM, jeżeli ktoś z Was poradził sobie z takim problemem pomóżcie, bo dociera do mnie co powiedzieli specjaliści, ale jak myślę o tym jakim była przez ten krótki czas wspaniałym towarzyszem i mimo sytuacji jakie miały miejsce nie mogę w to uwierzyć. Dwa dni po oddaniu jej pojechaliśmy ją odwiedzić i wyprowadzić na spacer. Córka musiała się z nią właściwie pożegnać i to jej pomogło, bo pies cieszył się na nasz widok, ale bez nadmiernej ekscytacji. Na spacerze nie zwracała na nas zbytniej uwagi, ale gdy skakała ( znowu ! ) na nas i na córkę- oczekiwałam najgorszego, to straszne, ale zmieniło się postrzeganie jej. To nie był już taki nasz spacer, ciągnęła, czasem zerknęła w moją stronę. Ale u nas miała intensywne spacery a w schronisku nikt nie jest w stanie jej wybiegać. Sunia nie była odpowiednio socjalizowana i wychowywana i wg. trenera gdy poczuła się pewniej na swoim terytorium zaczęła wykazywać takie zachowania. Los tej suni jest dla mnie ważny i nie mogę tak po prostu zapomnieć i nie starać się jej pomóc. Czy decyzja o oddaniu jej nie była pochopna? Nie wiem jak mogłabym zapewnić córce bezpieczeństwa przy psie... córka musi móc swobodnie poruszać się po domu i podwórku, a nie wyobrażam sobie zamykać psa w kojcu( którego zresztą nie mamy ) na cały dzień i nie jestem w stanie obserwować wszystkiego 24h na dobę.. :(
  17. Proszę o pomoc mam problem z moim labradorem ma on 2. Lata. Od pewnego czasu mam z nim problem zachowuje się agresywnie co nigdy tego nie robił atakuje prawie każdego przechodnia szczęka szarpie smycz. A co najbardziej mnie dziwi to agresja do sąsiadek są to nastolatki które naprawdę lubią zwierzęta i które były z nim od małego często nas odwiedzały głaskaly go bawiły się z nim nigdy go nie meczyly. Od pewnego czasu warczy na nich nie da im do siebie podejść mało ich nie zje zaczynam się sama go bać choć nigdy do nas nie warczal. Szkolny był od małego umie podstawowe komendy. Najbardziej się boję bo mam 6 letnia córkę niby nic do niej nie mówi wręcz przeciwnie. Jak już pisałam wcześniej nigdy tak nie robił u cz ony był od małego kontaktów z innymi zawsze lubił ludzi ale teraz to jest dramat sama boję się z nim chodzić gdyz atakuje każdego i nie jestem wstanie go utrzymać. Mąż jak z nim chodzi jest podobnie proszę o radę dziekuje
  18. Witam serdecznie, mój owczarek niemiecki to prawie 3 letnia sunia. Słowem wstępu - sunia jest po sterylizacji (już dawno). Od szczeniaka wychowywała się z drugim psem. W domu - potulny baranek, na dworze - wszystko w porządku do momentu jak na horyzoncie nie pojawi się inny pies. Wtedy następuje błyskawiczne przemienienie w "psa mordercę". Zaczyna się od zjeżenia sierści, następnie jest warczenie, szczekanie - agresywne szczekanie, wyrywanie się. W takiej sytuacji przestaje reagować na jakiekolwiek komendy, wygląda to tak jakby miała klapki na uszach, a wzrok w postaci celownika na drugiego psa. Szczeka, wyrywa się tak długo jak inny pies jest w zasięgu wzroku. Sunia brała udział w dwóch szkoleniach - pierwsze tzw. pozytywnymi metodami, drugie szkolenie połączenie posłuszeństwa oraz obrony. Sytuacja wygląda następująco - na zamkniętym terenie gdzie odbywały się szkolenia - przebywała jednocześnie z dużą ilością psów różnej rasy - szczekanie i agresywne zachowanie pojawiało się tylko w momentach jak inny pies zbyt nachalnie się do niej "przystawiał". Można powiedzieć że było to obszczekanie na zasadzie "odczep się". Natomiast wyjście w jakiekolwiek inne miejsce - park, las, czy też zwykły spacer: pies na horyzoncie = misja obszczekać, najlepiej dopaść i pogryźć. Sunia zna podstawowe komendy - siad, zostań, waruj, daj łapę, przybij piątkę, do mnie, równaj, noga. Każdego dnia ma zapewniony ruch, w domu przynajmniej godzina czasu (łącznie) to są ćwiczenia - musi coś zrobić żeby dostać smakołyk. Czy może podpowiecie co można jeszcze zrobić żeby wyeliminować takie zachowanie? Dodam jeszcze, że sunia chodzi w szelkach, w kagańcu i niestety praktycznie cały czas na smyczy (poza lasem - gdzie mogę ją ze spokojem puścić luzem, gdyż jeżdżę w miejsce gdzie praktycznie nigdy nie ma innych ludzi z psami - z racji jej zachowania). Nie unikam problemu i nie odchodzę, odciągając jej na siłę od innego psa. Wielokrotnie - przy zaprzyjaźnionych właścicielach innych psów - pozwalałem jej na zbliżenie się do innego psa - niestety praktycznie za każdym razem kończy się to tym, że moja sunia próbuje gryźć. Sunia nigdy nie była pogryziona ani zaatakowana przez innego psa. Ma ktoś jeszcze jakieś pomysły? Z góry dzięki i pozdrawiam, Marcin
  19. Cześć! Mam problem z moim psem. To kundelek niewiadomego pochodzenia. Ma już prawie pięć miesięcy i zaczął się robić strasznie agresywny. I nie chodzi mi o gryzienie w zabawie, bo choć go tego oduczam, doskonale wiem, że to nie jest przejaw agresji. Chodzi o coś innego. Warczy, gdy chcę go pogłaskać. A czasami warczy już wtedy, gdy tylko koło niego kucnę. Nigdy nie zrobiłam mu krzywdy - mam go od maleńkości. Kocham go i dbam o niego. Skąd ta agresja? Jak sobie z nią poradzić?
  20. Obserwuje od pewnego czasu pewien problem z moim Harrym czyli schroniskowym burkiem, który w wieku 4 miesięcy z patologicznejj rodziny wylądował na ulicy potem był w domu zastępczym przez 2 tygodnie a na końcu u Nas. Pies jest posłuszny i karny. Gdy jesteśmy z nim na dworze czy u kogoś w domu jest grzeczny i bardzo ładnie reaguje na komendy. Problemy pojawiają się w domu. Niestety tez ostatnio zauważyłem ich nasilenie. Gdy mieszkaliśmy jeszcze w starym mieszkaniu gdy i Harry był jeszcze mały to zawsze wybierał sobie jednego gościa najczęściej tego najgłośniejszego i bardzo go pilnował w momencie gdy reagował zbyt eksplozywni e potrafił szczypnąć w skarpete. Nie było to nic groznego i na reakcję z naszej strony odrazu się uspokajał. Ostatnio niestety zauważam, że już w nowym domu gdzie Harry ma swoje legowisko na korytarzu gdy wchodzi kros obcy ujada bardzo mocno i atakuje stopy nogi nie zdaża mu sie mocno ugryźć ale mocno szczypie/boleśnie i zdarzyło mu sie zniszczyć ciuchy. Komendy NA MIEJSCE pomimo tego że reaguje nie sa rozwiązaniem ponieważ cały czas obserwuje delikwenta i gdy tylko ma taka sposobność przypuszcza ponowny atak. Zamykając go w osobnym pomieszczeniu po pewnym czasie się uspokaja. Wczoraj niestety juz lekkoprzegiął ponieważ dość mocno uszczypnął Babcię w łydkę gdy ta tylko weszła do mieszkania pomimo tego, że ja zna. Babcia mieszaka zaraz obok nas wieć jej zapach jest mu znany. Gdy [przychodzimy do niej to bardzo radośnie sie z nią wita a gdy babcia przychodzi do nas to jak najbardziej ja toleruje. babcia weszła do mieszkania po cichu i korytarz jest jednocześnie pomieszczeniem w ktorym stoi jego legowisko. Harry gdy przychodza do nas całkiem obce osoby ma zakładany kaganiec i wtedy jest świety spokój ale oczywiście wolałbym żey mógł sobie smigac swobodnie bez niego. Mam kilka pomysłów jak sobie z nim radzic bardzo jednak prosze o ewentualne sugestie i podpowiedzi w ewentulnymm planie naprawczym Piesłota.
  21. Witam. Mam problem z psem, których właścicielami są moi teściowie. Suka wzięta ze schroniska jako mały szczeniak, obecnie ma ponad rok, mieszanka husky z jakimś owczarkiem czy czymś podobnym. Mieszkam z teściami, lecz praktycznie tylko ja wychodzę z psem bo teściu za granicą, teściowa ma chorą rękę. Kłopot polega na tym, że pies jest okropnie nieposłuszny, niewychowany i spacery z nią to tragedia po prostu, ale wychodzę z nią bo mi jej po prostu szkoda, żeby siedziała w zagrodzie, bo to jest pies duży, który potrzebuje dużo ruchu. Od małego nie była jakoś szcególnie wychowywana, w sumie robiła co chciała, były droczenia z nią o kość czy zabawke bo była mała i tak się z nią bawili. Nie ma w domu osoby, której sie słucha, czuje jakiś respekt, po prostu samowolka. Wterynarz ze schroniska mówił, że to po prosty taka rasa i po sterylizacji sie uspokoi, jednak została wysterylizowana i dalej jest niedobra. Na smyczy ciągnie sięokropnie, nie slucha żadnych komend, jak zobaczy jakieś zwierze czy jakikolwiek ruchomy obiekt to leci od razu, nie patrzy na nic. Wychodzę z nią za dom na pola i tam z reguły nikogo nie ma, wiec ja pusczczam i sobie lata, rzucam jej co mi podejdzie pod ręke, żeby sie wybiegała. Wczoraj zobaczyła mlegó pieska na tych polach, poleciała za nim na wioske, po 30 min ją znalazłam i w końcu przybiegła zmęczona, wczęśniej nie reagowała na żądne moje wołanie ani nic. Martwei się, że któregoś dnia komuś ucieknie i np jak zobaczy jakieś dziecko to może być problem. Z innymi psami nie ma problemu, ale jak jest w zagrodzie na dworze to szcxzeka okropnie i rzuca się na widok dzieci, ludzi.. mam 8 miesięcznego synka, ale ogólnie nie zwarac na niego uwagi, powącha i tyle, ale boję się o przyszłość z tym psem i dzieckiem pod jednym dachem. Poradźcie co mam zrobić, czy można jeszcze jakoś wychować pieska, bo tylko chyba mi na tym zależy, reszta tylko narzeka, że jest niedobra i wgl, a ja po prostu nie chce żeby ten pies był jakimkolwiek zagrożeniem dla innych a jak na razie to tak jest, bo czasem jest agresywna nawet do domowników.
  22. agresja

    Witam , Działam jako dom tymczasowy dla psów . U mnie znalazła się Gaja 8 miesięczna suczka kundelek, moja znajoma przygarneła psa porzuconego w lesie kabackim . Mamy problem bo on stał się do mniej akgresywny , podsikuje meble i podłogę mino częstego wychodzenia , a jak próbuje go skarcić to sie rzuca i gryzie . Nie mamy już dla niego pomysłu ,co w tym przypadku zrobić . Radziła się weterynarza on polecił behawioryste ale nie stać ją na jego , szukamy alternatyw pomorzecie ?
  23. Witam. Posiadam setera irlandzkiego w wieku 1,5 roku. U moich rodziców w domu jest berneńczyk, który ma 3 lata. Znają się od małego, nie było problemu dopóki ster nie skończył roku. Bernenczyk jest specyficzny bo na spacerach nie toleruje każdego psa, ma swoich wybranych kumpli. I bardzo nie lubi warczenia. Na spacerach między nimi jest okej, ale w domu jest problem. Kiedy w domu seter jest na górze (mamy oddzielona górę i dół w domu drzwiami przesuwnymi) nie toleruje Bernenczyk na górze.. wchodzi na chwilkę jest spokój i potem zaczyna na niego powarkiwac. Bernenczyk nie jest mu dłużny i zatacza kółka i od razu do niego rusza. Czy wiecie jaki może być powod ich sporów? Bo każda wizyta u rodziców kończy się rozdzieleniem psów góra i dół. Boję się że sobie zrobią krzywdę jak się na siebie rzuca. Co radzicie? Seter jest już po kastracji jakiś tydzień. Czy to pomoże?
  24. Witajcie. Zwracam się do Was z prośbą o rady, bo nie wiem co mam robić :( Właśnie po raz kolejny ugryzł mnie mój pies. No ale od początku. Wzięłam ją ze schroniska 3 lata temu. Problem pojawił się w nowym miejscu zamieszkania, tj jakieś półtora roku temu. Otóż, kiedy moja sunia usłyszy dźwięk dzwonka do drzwi, wpada w taki szał (szczeka, rzuca się do drzwi), że gryzie mnie w nogę. Czasem udaje mi się jakoś "uciec" przed nią do wiatrołapu, albo odpędzić ją miotłą (tak, wiem, to głupi sposób). Kiedy nic nie robię, tzn idę pewna siebie do drzwi i donośnym głosem mówię "odejdź", to na nią to nie działa, czyha na moją nogę :( Zachowuje się tak tylko w stosunku do mnie, kiedy do drzwi idzie mój mąż, ona szczeka, ale z drugiego końca domu. Od samego początku ma respekt do męża. To nie jest tak, że mnie się nie słucha w ogóle, słucha się kiedy zabraniam jej wchodzić na łóżko czy na spacerze. Mąż mi mówi, że powinnam jej ździelić w pysk, kiedy mnie ugryzie, ale po pierwsze nie mam sumienia, a po drugie nie sądzę, że to jest dobry sposób.
  25. agresja

    Witam od 2 tygodni mam pieska ze schroniska jest to średniej wielkości kundelek ma 6 lat i jest troszke strachliwy(możliwe ze był bity) mieszkam z chłopakiem od kilku dni warczy na chłopaka w róznych sytuacjach podczas chodzenia,przytulania mnie itp i kilka razy próbował ugryźć go w noge ( lekko chwycił ) dzisiaj miałam gosci były to 3 osoby z mojej rodziny piesek był spokojny obwąchał wszystkich,dał się głaskać po czym próbował ugryźć osobe która go głaskała (zdążyła odsunąć ręke) po czym położył sie obserwował dwie osoby i warczał,powiedziałam ze nie wolno i przestał,lecz jak po chwili jedna osoba wstała to ugryzł ją w noge aż powstał krwiak dostał na pupe po czym połozył sie i warczał obserwując.Proszę o pomoc co moge zrobić zeby nie gryzł ?? Dzisiaj pierwszy raz widziałam go takiego agresywnego pies dał się głaskac,merdał ogonem po czym gryzł nie wiem dlaczego,nie chce go oddawać do schroniska...