• Announcements

    • Admin

      Regulamin Forum   12/31/16

      Dogomania na Facebooku
      https://www.facebook.com/groups/DogomaniaPL/    

dziuniek

Members
  • Content count

    3843
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    3

dziuniek last won the day on January 12 2015

dziuniek had the most liked content!

4 Followers

About dziuniek

  • Rank
    Advanced Member

Contact Methods

  • Website URL
    http://www.dogomania.pl/forum/threads/237740-Niech-przem%C3%B3wi%C4%85-ludzkim-g%C5%82osem-Sajgonek-

Profile Information

  • Gender
    Not Telling

Converted

  • Location
    Warszawa
  1. Posłanko już u mnie. Wybrałam takie narożne, żeby upchnąć je w kącie. Dziękuję sponsorowi Dog Desing oraz Wam wszystkim za pamięć o mnie i o moich psinkach!
  2. Kochane Cioteczki podały mnie jako kandydatkę do posłanka. Oczywiście kandydatem jest jeden z moich podopiecznych, o których piszę na moim wątku: http://www.dogomania.com/forum/topic/123560-niech-przemówią-ludzkim-głosem-moje-zwierzaki/?page=58 W jaki sposób mam odezwać się do Dog Design?
  3. Nie biorę więcej zwierząt, nie mam siły, mam zespół cieśni nadgarstka, sarkoidozę, niewyleczony kręcz szyi itd itp. PO CO MI kolejne śmierci??? Po co słuchanie w nocy, czy każdy oddycha i przenoszenie na legowiska tych, które "nie trafiły z powrotem"??? Po co narażanie się na uwagi przechodniów: a co ten piesek taki chudy?, a czemu ma takie białe oczy, jest ślepy??? a nie męczy się?a po co pani tyle psów??? I czekanie, znów na śmierć, który teraz, który jest najsłabszy, najbardziej demencyjny, najbardziej chory. A śmierć-jak zawsze przyjdzie znów nieoczekiwanie, jazda do lecznicy taksówką w nocy albo trudna decyzja w dzień, bo już za bardzo cierpi... Porter miał operację kaszaka. Po tygodniu szew otworzył się, skóra popękała, do tej pory nie doszedł zupełnie do siebie, kręci się w kółko, nie chce leżeć w legowisku, są dni ze "nie umie" jeść. Na skórze, na kościstych wypustkach pojawiły się nowe dziury, bardziej odleżynowe. Roki miał załamanie: żołądek przestał pracować, nie przesuwał treści, która sfermentowała, nastąpiło rozszerzenie, wyszedł z tego, ale jeszcze bardziej schudł, słabo je, przesypia większą część doby, chociaż czasem marudzi pół nocy. Pudlik przeszedł zapalenie wątroby, myślałam, że już po nim. Wywinął się śmierci, ale coraz bardziej jest demencyjny, coraz gorzej kustyka na spacerach, to właśnie jego w nocy "zbieram" z podłogi do koszyka. A w schronisku wciąż nowe i nowe stare, chore psy, co któryś pójdzie do adopcji, na jego miejsce przychodzą dwa, jeszcze starsze, jeszcze bardziej chore... Nie biorę więcej zwierząt. Od dwóch tygodni mam w domu Ptysia: chore serce, lekko uszkodzony kręgosłup, złamane prącie, ślepy. Futrzak, ogolony do łysa w schronie, bo był taki brudny, zapchlony i ze zmianami skórnymi.
  4. 20 kwietnia, w dzień moich urodzin "zafundowałam" sobie prezent: śmierć mojego ukochanego kota Gregorka. Zafundowałam sobie spokój sumienia, że już go nie męczę codziennymi kroplówkami, tym, że chce jeść a nie może, tym, że nie schudnie już więcej ani grama. Walczyłam, żeby żył, był młody, bo osiem lat dla kota to nic. Ale Gregorek miał za małe narządy wewnętrzne, mimo kroplówek parametry nerkowe pogarszały się. Gregorek był wielkim, pięknym kotem, w świetle słonecznym brązowy w paseczki, z dala-czarny. Przed jego śmiercią mogłam go podnieść jedną ręką, zwijał się w kłębuszek i całe dnie spał. Uwielbiam czarne koty, ale nie mam do nich szczęścia: trzeci umarł w kwiecie wieku. Pierwszy-Filemon- miał dziesięć lat (nowotwór w uszach), drugi Dymitr wyciągnięty z kanału przez strażaków był krótko, trzeci Greg. Bardzo do niego tęsknię, mimo czterech kotów w domu, które oblepiają mnie w nocy. Ale Gregorek był jeden. To kot z mojego awatarku.
  5. Co u mnie? Ciągłe odchodzenia...Śmierć atakuje zawsze znienacka, nigdy od tej strony, z której bym się jej spodziewała. 29 kwietnia zmarł Colins, owczarek szkocki, którego wzięłam do siebie w sierpniu zeszłego roku. Colins miał nieczynne jedno płuco, w drugim otorbiony ropień oraz porażoną krtań. To wszystko powodowało, że mimo wszelkich środków ostrożności łatwo zapadał na zachłystowe zapalenie płuc. Tego ostatniego nie przeżył, miał leukopenię i nastąpiła sepsa. Wszystko trwało dobę, nie miał specjalnych objawów, tylko szybko osłabł. Kiedy zawiozłam go o północy do kliniki, lekarz nawet nie chciał zostawić go w szpitalu-nic osłuchowo nie stwierdzał. Ale poprosiłam, widziałam, że jest tak słaby, że nawet nie reagował przy badaniu. Dwie godziny później lekarz zadzwonił, że zrobił rtg i jest bardzo żle. O czwartej nad ranem Colins już nie żył.Colins był psem "nieobsługiwalnym" i nieprzewidywalnym, ale jakoś dostosowaliśmy się do siebie. Zaczął przychodzić na przytulanie i głaskanie, ostatnie miesiące były dobre: czuł się nieźle, poszczekiwał na ulicy na psy, był zainteresowany otoczeniem, aktywny w domu. Na ulicy wszyscy go "znali" i zaczepiali hasłem "Lassie wróć"-Polacy, cudzoziemcy, młodzi i starzy. Za długo było dobrze...Nie wrócił z ostatniej, króciutkiej podróży do kliniki.
  6. Mała Giselle (pies mojej córki) miała operację: wycięcie guzka i trzech sutków, jakiego uchyłka pochwowego i przepukliny pępkowej. Została też wysterylizowana. Wreszcie udało nam się wysterylizować kotkę Klarę, do tej pory zawsze dostawała cieczki, kiedy chcieliśmy ja zapisać.
  7. Od ponad miesiąca jest u mnie Roki. W schronisku wsadził łapę pod pręty i szarpał się cała noc, potem przestał chodzić. Chcieli go uśpić. Zabraliśmy go do lecznicy. Zrobiliśmy wszystkie badania. Ma dwa mosty kostne i kilka wysyniętych dysków, ale na lekach przeciwbólowych lub sterydach jakoś chodzi, po domu sam, na spacerach na "pętelkach". Trudność sprawia mu wstawanie, wtedy jęczy i piszczy, muszę go podnosić. "Gubi" kupy, chociaż jakoś poza legowiskiem, przez pierwszy tydzień w ogóle nie robił siusiu, trzeba go było wyciskać lub cewnikować. Do tej pory uważałam, że miłosiernie jest zaopiekować się chorym na nowotwór psem. Teraz wiem, co znaczy zaopiekować się NIECHODZĄCYM psem-ze spondylozą, dyskopatią i spondyloartrozą. Fizycznie to męka-Roki waży 30 kg. psychicznie też, bo tak naprawdę podejrzewam, że sprawia mu ogromny dyskomfort to, że sam z trudnością wstaje, że nie może załatwić się kiedy chce, bo sam nie ukucnie. Na pewno nie cierpi z bólu, na to bym nie pozwoliła, na spacerach wącha i zachowuje się jak zdrowy pies. W domu musi być tam, gdzie ja (o ile nie śpi). Aaa, zapomniałam dodać, że nie widzi i słabo słyszy... Szczeka przeraźliwie na inne psy i pewnie by je atakował, gdyby mógł. Link na fb https://www.facebook.com/events/243035942798179/
  8. W grudniu przez tydzień, aż do śmierci, był u mnie Trop, zaadoptowany z Palucha rok temu przez starszą panią. Nie bardzo poradziła sobie na koniec, pies był ciężki, a ona nie uważała za konieczne zabrać go do lecznicy chociażby taksówką. Był okropnie brudny i zaniedbany, na głowie miał sączący się ogromny kaszak, ale kres jego życia po prostu nadszedł, nie mógł już chodzić, kręcił się w kółko, z trudnością jadł. Niestety szpital i leki nie postawiły go na nogi.
  9. W listopadzie wzięłam też do domu Pinokia, malutkiego pieska, którego nikt nie chciał, mimo "pokazywania" go wszystkim odwiedzającym geriatrię. No może mógł jeszcze zaczekać... Pinokio ma lekko uszkodzony kręgosłup, nie obciąża jednej nogi, może był bity? To też trudny piesek, a może poszkodowany przez poprzedniego właściciela? Długo trwało, zanim zrozumiał, że nic złego nie chce mu zrobić dotykając go, ubierając itd. Na początku gryzł jak wściekły i mimo braku wielu zębów potrafił dotkliwie ukąsić. Jednocześnie od pierwszego dnia śpi na moim łóżku razem z Karuskiem, przeraźliwie piszczy z radości, kiedy wracam do domu, jakby nie widział mnie sto lat. Potrafi zaatakować innego psa, który zbliży się do mnie i niejeden raz ratowałam go z opresji. Jako "zadośćuczynienie" chodzi grzecznie przy nodze, chociaż rzuca się na przechodniów. Piesek "jednego właściciela".
  10. Za każdym razem, kiedy w moim domu odchodzi pies, myślę sobie: teraz już będzie ich coraz mniej, bo i siły nie te, i czasu na nic innego nie starcza. No i tak jest, dopóki w schronisku nie ma żadnego, którego powinno się wziąć i czekać już nie można. Tak było z Florkiem, wyjątkowo kundlowatym kundelkiem, któremu zoperowano przepuklinę miednicową i którego stan gwałtownie się pogorszył. Ponieważ "zwerbowałam" do schroniska swojego lekarza (kardiologa i geriatrę), który diagnozuje psy schroniskowe jeden dzień w tygodniu, więc prosiłam, żeby jego też obejrzał. Florek miał ciężkie zapalenie krtani, lekarz zalecił antybiotyk i, jeżeli nie będzie poprawy, sterydy. W schronisku oczywiście leki podano dopiero na drugi dzień, ale za to wszystkie naraz: na serce, antybiotyk, wykrztuśne, sterydy, na kaszel...a w rezultacie zabrałam psa tak strasznie chorego, że cała rodzina przez tydzień podskakiwała wstrząsana jego kaszlem. Florek miał śrut w szyi, spondylozę i guz w płucach. Po ataku bólu w szyi dostał sterydy, ból ustąpił, za to Florek zwariował: zaczął szczekać bez przerwy i gryźć inne psy. To w ogóle był trudny piesek: na jedzenie rzucał się jak wariat, potem przeszukiwał kąty, nakręcony tym sterydem no i szczekał monotonnym głosem: hau hau, hau. Od jakiegoś czasu na spacerze kaszlnął, potem dołączyło się kaszlnięcie w domu. Dwa tygodnie temu w sobotę zaczęły się ataki intensywnego kaszlu, myślałam, że powtórzyło się zapalenie krtani. Owszem, było zapalenie górnych dróg oddechowych, ale głównym powodem tego stanu był rozrastający się guz w płucach, umiejscowiony tak, że powodował ucisk na oskrzela. Florek dostał leki, potem steryd. W czwartek w nocy prawie nie zasypiał, tak męczył go ciężki kaszel. Był już bardzo słaby, nóżki się pod nim uginały. Wieczorem pojechaliśmy do lecznicy. Nie był już ratunku. Guz miał siedem centymetrów i zapewne wszedł w stan aktywności.
  11. Niesamowite historie, bo każdy pies jest niesamowity, a że są to psy ze schroniska, swoje przeszły. Ludzie zgotowali im zły los. Ludzcy ludzie.
  12. Po Berbeciu pojawili się Pinokio, Trop, Florek i na dwa dni Petronela. Ciąg dalszy nastąpi.
  13. Dziękuję za wpłaty. Wkrótce napiszę, jak tylko znajdę czas, może w Święta.
  14. Berbeć w schronisku był psem-męczennikiem. Przeszedł zespół przedsionkowy, nie rozpoznano go i leczono luminalem na padaczkę. Po konsultacji na sggw (gdzie prawidłowo go zdiagnozowano) DALEJ dawano mu luminal. Potem trafił na geriatrię, słabo już chodził, jego stan pogarszał się, Miał skrzywioną głowę, ledwie trzymał się na nogach. Pewnego razu zrobił mu się guz na udzie. W guzie pogmerała lekarka igłą i zaczęło się: stan zapalny z dnia na dzień zrobił z guza jajo indycze. Psa postanowili uśpić, chociaż wezwany wieczorem chirurg zdecydował się go zoperować. Więc go zabraliśmy do lecznicy, gdzie miał operację, a potem zabrałam go do domu. Miałam nadzieję, że odżyje, troszeczkę chociaż utyje. Dostawał gotowane jedzenie, chodził na spacery, niestety załatwiał się dopiero po powrocie... Pewnego wieczora, po zjedzeniu kolacji, zaczął puchnąc w oczach. Natychmiast zawiozłam go do kliniki. Miał skręt żołądka. Operacja, rekonwalescencja...31 października zasłabł, lekarze nie zdołali go uratować. Prawdopodobnie jakiś skrzep doszedł do mózgu. Nie nacieszył się domem, nieszczęsny, umęczony złym leczeniem w schronisku pies. W ciągu dwóch lat z rozkosznego Berbecia stał się wrakiem. Historia Berbecia na fb: