Jump to content
Dogomania

wawer

Members
  • Content count

    3574
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

wawer last won the day on March 4

wawer had the most liked content!

1 Follower

About wawer

  • Rank
    Advanced Member

Profile Information

  • Gender
    Not Telling

Converted

  • Location
    Warszawa

Recent Profile Visitors

606 profile views
  1. No tak, nie odzywam się ;). Ale śledzę to i owo z ukrycia. Nawet próbowałam Waszą nową psinę "sprzedać", ale się nie udało, bo chętni są, tylko dopiero się wprowadzają, kończą lokum i jeszcze nie są gotowi na zwierzaczka, bo całymi dniami nie ma ich w domu. A u nas, jak wszędzie. Grunt, że psiaki zdrowe. Karuś ma zdjęcia, ale w zasadzie takie same jak poprzednie, bo uwielbia spać w jednym koszyczku z Pikusiem, więc duplikatów nie zamieszczam. No i Twój poprzedni wpis był taki akurat na wyciszenie wątku ;). Koparki wciąż się starają, jeśli tylko znajdą kawałek wolnej ziemi. Utwardzamy stopniowo kratkami, a one łapeczką, łapeczką, chociaż małą dziureczkę w tej kratce muszą podkopać. Karusek przytył sobie na zimę i w ogóle, bo uwielbia jeść, a raczej wciągać na bezdechu wszystko, co jadalne. Dupinkę ma niczym prosiaczek, ale nawet mu do pyszczka z tą dupinką (o ile jedno może być do drugiego ;)). Mizia się, przytula, najchętniej nie wychodziłby z domu, głównie z kuchni, bo tam jest tyle dobrego i zawsze coś do pyszczka wpadnie. Kocha wylizywać różne pudełeczka po serkach, jogurtach i cokolwiek po czymkolwiek. Wciąż jedzenie jest priorytetem i wciąż trzeba izolować inne psy przy jedzeniu, bo bez pardonu wpycha pyszczydło "na dzierżawę" do cudzej miski po wciągnięciu swojego. Ale uczy się już rozumieć, dlaczego ta izolacja i nawet zdarza mu się zachować dystans. Dzielnie broni terytorium przed intruzami zza płotu, ale na ogół wtedy, gdy Laseczka to robi. Sam się raczej nie wychyla, spokojnie czeka na hasło do boju. No, chyba, że to ukochany przez Laseczkę listonosz czy kurier, którzy jej rzucają podany patyk. A Karuś też by chciał i nie dostaje, więc się wkurza. No i tyle, dzień za dniem...
  2. No, do budy to ta "rasa" mało się nadaje. Na siłę, to i mrówkę pewnie by uwiązał, ale te "Pikusie grójeckie mazowieckie", jak ja je nazywam, to psy-podróżnicy, biegające, tropiące i raczej ucieczkowe. Muszą mieć swobodę biegania nawet po mniejszej przestrzeni, inaczej chyba szybko więdną :(. Tak mi się wydaje. Uwiązać takiego Pikusia czy Karusia to po prostu sadyzm.
  3. Oj, to, to! Inspekcja i to przelotna. Bo gdyby mu się zachciało jakąś dokładną zrobić, to nie wiadomo, do jakich wniosków by doszedł ;). Jak zdążyłam przez lata zauważyć, kopania przyczyn tyle, co typów psów i nigdy do końca nie wiadomo, co to za typy, czemu i po co kopią ;). W dodatku dół dołkowi nierówny, bo cele różne ;). Wcześniejsze, już za TM, nasze pieski, podkopywały drzewa i krzaki. Niewiele większy od Karusia Pet tak skutecznie podkopał nam wielki świerk, że drzewo się przechyliło i dopiero po paru latach górą rosło prosto, ale dół pozostał krzywy. Dopiero położenie opon pod świerkiem pomogło. Laska kopie doły głębokości połowy dorosłego mężczyzny i szerokości leja po bombie. Trzeba było podjazd utwardzić betonem, nic nie pomagało, bo kratki betonowe też podkopywała. Dzielnie pomagał jej w tym Pikuś, dopóki czuł się bezpieczny na głębokość, potem wychodził i kopał obok mniejszy dół. Niestety, nie widzę, kiedy one kopią, bo z wysokiego okna domu nie widać połowy ogrodu, a i ja nie spędzam czasu przy psach, tylko w domu albo w tej części ogrodu, w której psów nie widzę i nie mają do niej dostępu. Po wielu różnych zabezpieczeniach, po których mój mały, kręty i wąski ogródek wygląda jak pole bitwy w zasiekach, koparki kopią chyba z chęci poznawczej dostania się do tego, co zakazane. Gdy im się uda, od razu sadzą wielkie kupy (nie wiem, skąd one biorą tyle zapasów :)) i kopią kolejne doły. Żeby wychować koparkę metodą zakazów, jak radzi słusznie konfirm, trzeba być z nią cały czas i reagować na bieżąco. U mnie to niewykonalne, a i tak zakazany owoc kusi ;). Pozostaje więc tylko cierpliwe zakopywanie i kolejne zabezpieczanie gleby ;).
  4. Ten nowy bardzo podobny do mojego Pikusia... i innych jemu podobnych ;).
  5. Nasz medalista był wczoraj na kolejnych szczepieniach i czyszczeniu podogonia. Nabył też drogą kupna swoją, pewnie pierwszą w życiu, obrożę na insekty, drogą, ale na cały sezon. Okazało się, że przyjmujący go w tym dniu, wcześniej nieznany mi, pan doktor Tadeusz Bagan, jest kolegą z grupy Tomka malagos. Jaki ten świat jest mały :)! A w nim, jeszcze mniejszy, kochany Karusek. Piesek ma już zaliczoną pierwszą wycieczkę-ucieczkę. Mignął mi między nogami, kiedy otwierałam furtkę, chociaż robiłam to bardzo uważnie. Celowo nie reagował na wołanie, tylko machał ogonkiem i radośnie podsikując kolejne krzaczki osiedlowe, podążył dalej, nad bliski kanał. Wawer to lasy i wieś, tu nie ma sensu gonić psa, a ja i tak biegać nie mogę, nawet chodzić szybciej. Pies albo się gubi, albo sam wraca po wycieczce. Byłam załamana. Karuś od początku reaguje na swoje imię, może ma takie od początku. Chętnie i radośnie przybiega za każdym razem, z zawadiackim uśmiechem na pysku i w oczkach. Tym razem olał mnie zupełnie, pobiegł sobie i już. Jedyną pociechą i nadzieją, że się odnajdzie, były te jego medaliki z czipem i z adresem. Ale on nie zna okolic i jest tak miły, że ktoś może go sobie po prostu wziąć! To ostatnie akurat nie byłoby najgorszym rozwiązaniem, o ile nie byłby to jakiś sadysta, bo piesek jest naprawdę uległy. Ale nic, to były przemyślenia załamanej pani. Schowałam Pikusia w domu, bo też ma skłonności do ucieczek i już raz go nam straż miejska przywiozła z całkiem odległego Międzylesia (kto zna miasto, ten wie, że to kilka wsi wawerskich dalej, w dodatku z drugiej strony torów kolejowych!) i po kilku minutach wróciłam za furtkę z nadzieją, że Karuś nie jest daleko i może usłyszy wołanie, że zareaguje. Patrzę, a on jest obok, przy posesji sąsiadki, która go zagaduje i w naszą stronę prowadzi, a Karuś, cały szczęśliwy, wywija do niej ogonkiem! Zawołałam, przybiegł galopem i bardzo się cieszył, że jest w domu. To znaczy, że zrobił sobie tylko bliską wycieczkę obok osiedla i zaraz wrócił. Jest nadzieja, że nowe stado więcej dla niego znaczy od wcześniejszej wolności, ale dobrze, że nie poszedł dalej, na ruchliwy trakt przelotowy, że nie wpadł pod samochód, bo tu inny ruch, niż ten mu znany i można się zgubić. A co do koleżeństwa, to już się poukładał, tzn. dalej chce być pierwszy i najmilejszy, podgryza Laskę i wylizuje Pikusia, gdy chcą się pomiziać, ale też bawi się z nimi. Laska jest układowa, nie niszczy maluchów, woli ustąpić. Tylko gdy za mocno kolega ją potraktuje, to używa głosu albo kłapnie w jego stronę, nie robiąc krzywdy. Pikuś jest niegroźny, wycofał się na korzyść kolegi, ale tylko trochę, dalej razem sypiają i bawią się zgodnie. Minus (dla nas) taki, że wszystkie trzy są koparami, że Karuś razem z koleżeństwem kopie doły i dołki i znów musimy zainwestować w zabezpieczenia ogrodzenia i ogrodu, który chyba nie ma szans być skończony, bo kolejne inwestycje zabezpieczające psy i przed psami pochłaniają budżet przeznaczony na sam ogród. Ale cóż, kto ma dzieci, ten ma miód, a kto ma koparki, musi sam stać się zakopywarką...;), czyli widziały gały, co brały, a w każdym razie mogły się tego spodziewać ;). Przed chwilą piesek miał pierwszą u nas kąpiel. Chyba pierwszą w życiu, bo spanikowany wybiegł z łazienki, tupiąc przy tym jak koń. Chyba myślał, że pan chce go utopić ;). Dostał smaczek na pociechę i dalej urządza gonitwy po całym domu. Jak szczeniak, nawet pan doktor sądzi, że on nie ma jeszcze czterech lat. Moim zdaniem też jest na to zbyt żywiołowy i ma typowo szczeniackie zapędy. Ale z kolei jest naprawdę mądrym kundelkiem, w lot chwyta nowe zwyczaje i tylko ta wycieczka... No to mamy już Karusia w pełni. Wyposażony, zaopiekowany medycznie, domowy, nasz. Zwykłe psie życie, jakich wiele, więc i karuskowe opowieści będą już rzadkie, bo nie brak potrzebujących na tym forum i to im trzeba poświęcić czas na czytanie. Oby tylko dobrze się chował i nie uciekał więcej!
  6. Już idziemy wspólną drogą zgodnie, łapa w nogę i noga w łapę, a na końcu ogon ;). Karuś ma już własne medaliki i nikt nie ma prawa go ich pozbawić!
  7. No i super! Jak widać, warszawiak nie taki straszny, a zwierzaki lubi nawet wiejskie i nawet na wsi :). Co przygarnięte, nasze jest i kochane. Tinek też może znaleźć domek, Małgosia ma dobrą łapkę do adopcji, tylko może jeszcze jego człowiek nie wie o nim albo myśli i się nie odzywa. Ale jak już się odezwie, to będzie bomba atomowa!
  8. Z Karusia zaczyna wyłazić niezły agresor. Dzisiaj już dwa razy użył zębów, jak to mawia nasz ulubiony wet w Nowym Dworze Maz. Najpierw pokazał je w pełnym rynsztunku Laseczce, wzbudzając jej głębokie zdziwienie. Rzucała mi ogryzkiem patyczka (Pikuś-mściciel, który nie umie się w ogóle bawić, ma zwyczaj rozgryzać jej patyki na czynniki pierwsze i bidula potem zbiera tylko drzazgi) w celu "aportuj mi, proszę pani". Patyczek upadł przed Karo. Kiedy chciała ten ogryzek złapać, Karo, pewnie przestraszony nagłym widokiem wielkiego pyska przed nosem, wystawił zęby i zawarczał w proteście. Psina się odsunęła, bo ona nie lubi takich widoków, a wtedy Karuś złapał ten wymęczony patyczek i dogryzł go z całą złością. Laseczka była niepocieszona - bo czym ona ma się teraz z panią bawić, gdy dwa małe popierdułki niszczą jej ukochane zabawki! Drugi raz agresor użył zębów na Pikusia, próbując mu wyjąć z pyska smaczny kąsek, który akurat Pikusiowi dałam. Dałam po kawałku wszystkim psom, ale Karo chce być pierwszy i jeść za trzech. Nie udało się, zęby kłapnęły w powietrze, agresor został mocno zbesztany i... czekał na kolejny kąsek :). Coś mi się zdaje, że trzeba będzie do niego zastosować metodę gleby, czyli pokazywania mu przez pewien czas, że jest ostatni w kolejce w tym domu. Nie wiem tylko, czy on się na to zgodzi, bo szybszy jest od własnych myśli i bardzo skoczny. Ale spróbujemy, bo żadnego używania zębów na domowników i kolegów w tym domu nigdy nie było i nie będzie. Coś za szybko mu idzie to udomowianie ;).
  9. Tinku, Karuś cię pozdrawia i życzy dobrego domku, szybko!
  10. Tak w praktyce Karusia wygląda zakaz wchodzenia na kanapy i do łóżek. Pani poszła sobie z remontowcami, drzwi do pokoju z koszyczkiem były zamknięte, a Karusek wcześniej nie dał się zamknąć i został sam. No to sobie poszedł na piętro i wpakował w jakąś pościel. Nie posprzątał człowiek legowiska, to niech ma! I nie chce piesek zejść na dół, mości się tylko i za grosz wstydu nie ma! Nie miałam sumienia go wyrzucać, choć brudny niemożebnie ;). A to piękna panna Lasencja w całej krasie:
  11. Karuś ma się domowo dobrze. Nie pasuje mu tylko kołnierz, ale już z nim tak nie walczy. Na dwór ma zdejmowany, w domu na krótko, bo jednak zaraz bierze się za lizanie szwów. Gdy mu zakładamy z powrotem, pokazuje brzuszek i prosi, by jednak nie ;). No i pracujemy nad przestawieniem mu godzin porannych i nocnych. Przyzwyczaił się do funkcjonowania ze słońcem i chodzi spać z kurami, czyli zaraz po jedzonku idzie w kimę. Kiedy pora na wieczorne wyjście, protestuje: stawia opór, rozpłaszcza się itp. Wyciągamy go siłą, bo inaczej pewnie nie dałby spać nad ranem. Musi się przyzwyczaić po naszemu. Apetyt mu dopisuje, zjada szybko i wszystko. Na razie tylko wieczorem je chrupki i dobrze mu to idzie. W ciągu dnia dostaje kilka smaczków zbożowych (tzw. jaśki - bardzo mu podchodzą), ale sam po nie drepcze do kuchni, bo my staramy się nie dokarmiać psów w ciągu dnia, tylko symbolicznie. Prawdopodobnie w sobotę wybierzemy się do weta, żeby go zaczipować i sprawdzić, czy już można zdjąć kapturek. Przy okazji niech mu sprawdzi uszy (a może już miał oglądane? Nie rozmawialiśmy akurat o tym) no i zarejestruje nowego pacjenta ;). Piesek bardzo przyjazny. Łasi się do każdego. Zdobył już serce zapsionej sąsiadki, chociaż widziała go tylko z daleka. Polubił od razu pana, który będzie u nas robił remont. Nie szczeka wcale, ale chyba nie ma takiej potrzeby. Jest zbyt pogodny, by okazywać agresję, a od pilnowania domu są przecież inni ;). Z Pikusiem prawie już nie śpi, szybko przyzwyczaił się do zajmowania tego legowiska, które akurat jest wolne. Lubi też spać na podłodze, może mu za gorąco? Fajny piesek.
  12. Od rana było dużo wyjść na dwór, bo ciepło, a od południa było tarasowanie, czyli byczymy się z Laską na tarasie, bo pan zajmuje się w ogrodzie niebezpiecznymi narzędziami i nie wolno się narażać. Z wysokości 1,5 m świat wygląda z góry i tarasowanie zostało wpisane w dzienny program zajęć.
  13. Pierwsza noc minęła mniej więcej tak, czyli na waleta. Były jakieś zrywania się i trzepanie kołnierzem, tudzież różne próby dewastacji ścian i puszki z chrupkami, ale to też w celu zdjęcia kołnierza. Potem z powrotem do koszyczka: walet Pik(uś) i walet Karo ;).
  14. Wreszcie i psiaki dostały jeść, każde w innym kątku. Karusek w kuchni. Swoje chrupki zjadł z szybkością błyskawicy, po czym ruszył jak torpeda do misek kolegów. Laska była totalnie skonsternowana, a Pikuś uciekł na swoje posłanie, kiedy dosłownie wydzierałam małemu kolejne miski z kołnierza, bo wciągnąłby wszystko. "Walka" była tak - nomen omen :) -"zażarta", że wyszłam z nim na podwórko, żeby reszta towarzystwa mogła spokojnie się najeść. Były w szoku, więc tylko dziabnęły i po powrocie małemu znów trzeba było łapać miski sprzed pyska. Podwórko mu się spodobało, tylko małe było, więc próbował kołnierzem stratować płoty odgradzające ogródek od części wolnej (Laska i Pikuś to kopary przemysłowe, ich doły sięgają do pasa dorosłemu mężczyźnie, więc musiałam wygrodzić ogród od reszty i niewiele psom zostało). Po podwórku znów było pićku, próba znaczenia, którą od razu skrzyczałam tak, że psiak uciekł na półpiętro (chciał wyżej, tylko chyba bał się ciemnych schodów). Ale zaraz zszedł i poszedł na posłanie obok Pikusia (Karusek jest w kołnierzu, na dalszym planie). Nota bene, było to akurat posłanie Pikusia, ale ten zwyczajowo i po psiemu zamienia się z kolegami legowiskiem i uwalił się w koszyku podróżnym imigranta, żeby mu pokazać, kto tu rządzi. Co w niczym nie przeszkodziło w krótkiej drzemce, po której Karusek z łomotem rzucił ciałkiem o podłogę i rozwalił się - już u siebie! Teraz śpi jeszcze kawałek dalej, pod moim krzesłem. Musiałam zmienić Karusiowi kołnierz na większy, bo ten jego był jednak za krótki i pies bez problemu wylizywał sobie szwy i co tylko chciał. Na razie mu to nie przeszkadza, ale na spacer może będziemy mu zmieniać, żeby nie zaczepiał o wszystko po drodze, bo uwielbia wtykać nos, gdzie tylko się da. Na dziś tyle. Zdjęcia wieczorne u mnie w domu kiepsko wychodzą, bo światła mało i aparat jest, jaki jest. Ale widać chyba wszystko, co trzeba. Dobrej nocy!
  15. Karuś dojechał cały i od razu się zadomowił. Ale po kolei. Najpierw zapoznaliśmy się ze sporą ludzko-psio-kocią rodzinką Malagosów. Otrzymaliśmy relację z leczenia Karusia i dokumentację, puszki z karmą na początek oraz porcję leków na powtórkę odrobaczania. Samego pieska zobaczyliśmy przed wyjazdem, bo nie mieszkał w domu i najpierw odbywał spacer z Tomkiem. Od razu się do nas przykleił (Karuś, ma się rozumieć) i chętnie zaakceptował szeleczki, a potem legowisko w samochodzie. Cichaczem chciała wskoczyć też Tosia, ale jej nie dali ;). Tak wyglądał na podwórku u malagos przed wyjazdem. Po drodze do Warszawy zatrzymywaliśmy się kilka razy, bo piesek bardzo się kręcił i stanowczo mu się nudziło. W końcu to ponad 100 km, bo panu zachciało się jechać tym razem dłuższą drogą ;). Niedaleko Warszawy wyszedł na dłużej i zrobił kupę - przyzwoicie normalną, czyli że brzuszek pracuje już dobrze. Bardzo się ożywił niedaleko za Makowem, w Dzierżanowie. Piszczał, dreptał i gdyby mógł, wyskoczyłby z auta. Może tam był jego dom? Także na Pułtusk reagował z ożywieniem. Ale najbardziej ożywił się przed naszym domem. Chyba zrozumiał, że to koniec podróży. Zaraz wyskoczył z samochodu i poszedł w pojedynkę z panem na obchód okolicy. W tym czasie Laska z Pikusiem były na podwórku i tam, już po spacerze Karuska, zapoznały się z nim. Potem psiak wszedł do domu, a one jeszcze zostały. Zaczął od napicia się wody, potem zrobił szybki obchód i ostatecznie zadomowił się w kuchni, a jakże! Sprawdził zawartość śmietnika, do którego coś akurat wyrzucałam, pozbierał kruszynki z podłogi, usiadł na dywaniku i uznał, że jest na swoim. Dostał kawałek smaczka i jeszcze bardziej się udomowił. Potem przyszło koleżeństwo i zapoznało się z nim domowo. Żadnej agresji. Pikuś - etatowy tchórz domowy - szybciej wypadł z kuchni, niż wpadł do niej, za to Laska z ciekawością, ale z szacunkiem i dystansem obwąchała kolegę. Pan usiadł sobie coś przekąsić, a maluch myk pod stołek i tam się zadekował, od czasu do czasu wymownie patrząc na pana, żeby też mu coś dał szamnąć.
×