Jump to content
Dogomania

Czarodziejka

Moderators
  • Content count

    10672
  • Joined

  • Last visited

About Czarodziejka

  • Rank
    Psie hospicjum

Contact Methods

  • AIM
    3821960
  • Skype
    alfa_orionis
  1. Proszę o zamkniecie watku http://www.dogomania.pl/forum/threads/229850-BERNARDYN-porzucony-w-lesie-czeka-na-dom lub przeniesienie do działu " już w nowym domu". Dziękuję

  2. Bazarek dla Bajki na transport do DS! Ponad 900km do przejechania!

    Filatelistyka - 55 zestawów znaczków do 12.07 - ZAPRASZAM!

    http://www.dogomania.pl/forum/threads/228747

  3. Witaj przepraszam że piszę na profilu ale w PW nie mogę wstawic linku. Mam niezrealizowane zamówienia z bazarku a nie mogę się do niego dostac mogłabyś mi wytłumaczyc co jest tego powodem i przywrócic wątek ponieważ nie chciałabym się nie wywiązac a bez tego bazarku nie mogę nic zrobic. Proszę to link pod którym był bazarek http://www.dogomania.pl/threads/224052-Bazarek-og%C5%82oszeniowy-25-og%C5%82osze%C5%84-5z%C5%82-50-og%C5%82osze%C5%84-10-z%C5%82-do-20.03.2012?p=18762090#post18762090

  4. Czarodziejka

    Hospicjum Czarodziejki

    Cokolwiek napiszę i tak będzie to darte na strzępy i od nowa urabiane. Chciałam przedstawić swoje zdanie. To wszystko. Z protokołu wklejam to, co jest istotne. Bo zarzucaliście mi zaniedbania wobec psów. Brudne uszy, pazury...inspektorzy zwyrodnialcy. Nic dodać, nic ująć. Miśkowi widać stała się w nos krzywda. Na szczęście już bezpieczny.
  5. Czarodziejka

    Hospicjum Czarodziejki

    malizna - inspektorzy obejrzeli psy dokładnie. Żadnych ran za uszami Szarik nie miał. Ślepota Sokoła też potwierdzona, może nie jest ona całkowita, ale jest. O uszach Rafiego i Groma pisałam dawno temu. Tak - nie miałam żadnego pomieszczenia u siebie w domu dla Sako. Nie ty go pielęgnowałaś, nie ty oczyszczałaś mu odleżyny i nie pamiętam, żebyś była na jego wątku, to samo z Ząbalkiem. Kurze łapki też nie pasują? Ewa J. nie znała wyników protokołu. Napisała to, co sama uznała za stosowne. Osoby zainteresowane dzwoniły do inspektoratu i usłyszały sprostowanie.
  6. Czarodziejka

    Hospicjum Czarodziejki

    Nie pisałam na wątkach, bo niby z jakiej racji? Kiedy był potrezbny tymczas pytano o warunki i wysyłano link do wątku. Nie przyjmowałam wszystkich psów, odmawiałam wiele razy. Nie jest to publiczna kwestia, bo DT szuka się w kilku miejscach. Tak więc nie mów, że brałam wszystko, jak leciało. Nie brałam psów z chorobami skóry, agresywnych, niechodzących, małych lub innych ras niż onki. Chyba, że w jakimś szczególnym przypadku, albo na chwilę. Jeżeli istniał cień podejrzeń, można było podjechać, odwiedzić podopiecznego i zabrać go w inne miejsce. Nie widzę żadnego problemu, zwłaszcza, że zawsze szczególnie mocno podkreslałam, że nie mam możliwości wykąpania psów, albo trzymania ich w ocieplanym pomieszczeniu.
  7. Czarodziejka

    Hospicjum Czarodziejki

    [quote name='Zofia.Sasza']Gratuluję tupetu. Ja nie pytałam czy twoja sprawa czy moja, pytałam czy ktoś ci to tam siłą wpisał?[/QUOTE] Nie, obyło się bez przemocy. Bez pałowania i szarpania za uszy.
  8. Czarodziejka

    Hospicjum Czarodziejki

    Cajus, mi juz nie zależy na żadnym uwiarygodnieniu. Wszystko można zamazać i skonfabulować. Nawet protokół i zalecenia inspektora. Poza tym, skoro w inspekcjach pracują zwyrodnialcy, to już wogóle nie mam nic na swoją obronę. Nie wiem, kto, co pisał. Osoby, które faktycznie mnie znają wspierają mnie cały czas. Nie wiem, o jaki fenomen ci chodzi, bo opluwających raczej nie widziałam na oczy.
  9. Czarodziejka

    Hospicjum Czarodziejki

    Psim obowiązkiem jest zweryfikować warunki, w jakich umieszcza się psa. Niczego pkazywać nie muszę, bo wszystko zostało zlikwidowane, więc jest jakby post factum. Obóz śmierci sobie daruj. Psy, które pojechały w nowe miejsca nie wyglądają na zabiedzone, a kontrola niczego mi nie zarzuciła. Moja wina, że nie wołałam o zabranie psa. Przyznaję. Ale skoro wszyscy czytai, jak on ma u mnie źle, to czemu nkogo to nie poruszyło i nie przyjechał go stąd zabrać? Dopiero, kiedy była decyzja o eutanacji nastąpiło pospolite ruszenie? To, co mam pod awatarem , to moja sprawa.
  10. Czarodziejka

    Hospicjum Czarodziejki

    Kasa? Część psów nie miała wcale deklaracji, ani nawet wątków na Dogo, niektóre miały długi, bo nikt się nimi nie interesował. I tak pojechały bez słowa od opiekunów. A przecież były karmione, bezpieczne i pod stałą opieką. W nowych miejscach niektóre są smutne i zagubione, więc jednak było im tu dobrze. Większość pieniędzy szła na bieżące potrzeby, część na poprawę warunków psów, bo jednak postawiłam duży wybieg i zaczęłam remont pomieszczeń tylko dla psów. Słowo hospicjum w odniesieniu do mojego DT powstało tu na Dogo. Przyjeżdżały do mnie psy onkowate bez deklaracji, bez szans na hotel, zabiedzone i starsze. Totalnie bez szans na jakikolwiek DT. Nikt ich nie chciał. Nie brałam chorych, leżących i wymagających stałej opieki, bo warunków na to nie mam. Sporo psów trafiło jednak do adopcji. To na forum zaczęto pisać o hospicjum dla onków. Zresztą, czy jest sens roztrząsać teraz znaczenie słowa hospicjum? Najpierw pytano się, jakie są warunki, a te jasno opisywałam. Nie było nigdy mowy o domowej opiece. Można było zaakceptować warunki, albo szukać gdzie indziej. Przecież nie było przymusu umieszczania psa akurat u mnie.
  11. Czarodziejka

    Hospicjum Czarodziejki

    [quote name='lika1771']Mi rozum odebral klamiesz czlowiek ktory jest czysty podaje caly wykaz kontroli wraz z pieczatka ...czlowiek ktory nic nie ukrywa pokazuje zdjecia z sypialenki i kuchni. Fakt nie znam Cie,ale watek Sako jest jednoznaczny.....wystarczylo wziasc do domu wykapac przetrzymac kilka dni lazienke masz?Poprostu nie moge jak moglas podchodzic do Sakusia smierdzacego i nic nie robic majac obok dom. Zawsze bede dzwonic i kablowac do kogo sie da,aby psy byly bezpieczne.[/QUOTE] Komu mam podać ów opis z pieczątką? Żarty sobie stroisz? Mam opublikować protokół z wszystkimi danymi, żeby horda rozwścieczonych internautów miała pożywkę do kolejnych afer? Mało wypowiedzi zostało wyjętych z kontekstu i ile zdjęć użyto z odpowiednimi komentarzami? Sama wam te zdjęcia wstawiłam. Wszystko na tacy, wystarczyło mnie jeszcze tylko odwiedzić, żeby zasmakować w rzeczywistości i podjąć np decyzję o przeniesieniu psa do mieszkania. Do kogos innego. Zdjęcia z sypialenki, kuchni, wybiegu? Komu mam pokazać? Tobie? Na co i po co, skoro i tak nic nie zmienią. Wystarczy, że inspekcja je widziała i osoby, które do mnie przyjeżdżały. Nie mam potrzeby niczego nikomu udowadniać, a szczególnie osobom, które szukają pożywki do afer. Wykapać Sakusia? Od zawsze piszę, że nie mam możliwości wykapania psów w domu. Maleńki brodzik, zimna sień, pokoje w remoncie, wszędzie klamoty. Każdy, kto tu przyjeżdża wie, że nie mam warunków na trzymanie psów w domu. Pisałam, że cuchnie moczem, że nie wiem, co robić. Gdzie byłaś śpiąca królewno? I gdzie była twoja łazienka? Siedziałaś na wątku i klikałaś. Trzeba było przyjechać i zabrać go na pokoje do ciepła, a nie odzywać sie po czasie.
  12. Czarodziejka

    Hospicjum Czarodziejki

    Widzę, że jak zwykle skupiacie się raczej na drobiazgach niż na całokształcie. Owszem, w protokole są drobne pomyłki w imionach psów - to chyba nie jest takie istotne i na dacie amputacji łapy Rafiego - też bez znaczenia. Czy teraz będziecie szukać psa Hanowera i Rapiego? Ukryłam w szopie, stodole sąsiada, albo wywiozłam do lasu? Protokół nie jest dokumentem publicznym i nie widzę powodu, żeby zaspokajać cudzą ciekawość publikując całość. Dałam świadectwo odnośnie ogólnego stanu psów. Bo to jest dla wszystkich istotne, a nie jakie budynki posiadam i co się w nich mieści. Skoro wszystkie moje wypowiedzi i zdjęcia wstawiane z dobrej woli były przytaczane i publikowane przeciwko mnie, to co tu mówić o dokumencie. Przedstawiciela fundacji Bernardyn też wpuściłam na swoją posesję jako osobę zaufania - za taką się podała, a potem zaczęło sie pojawiać mnóstwo sprzecznych informacji. Dla dobra sprawy. Przy okazji, najsmuntniejszą rzeczą, jakiej dowiedziałam się z protokołu jest fakt, że wnioskodawcą przeprowadzenia kontroli jest właśnie w/w fundacja. Fundacja, która dobrowolnie objęła patronat nad zaistniałą sytuacją i oficjalnie napisała to na forum. Człowiek naiwny uczy się całe życie. Nie chcę dalej brnąć w to bagno zakłamań i niedomówień. Nie wypowiadałam się, bo wobec takiej taktyki brak mi doświadczenia i argumentów. Zwyciężą i tak najsilniejsi. Albo naga prawda. Czego jeszcze komu brak? Decyzji inspektorów odnośnie "Raju u Czarodziejki"? Mam zakaz przyjmowania psów leżących, z całkowitymi niedowładami kończyn, wymagających szczególej opieki i rehabilitacji oraz stałej opieki lekarskiej. I jak stoi w protokole - do czasu ukończenia remontu budynku i przystosowania go dla psów wymagających. Takich psów z założenia nigdy nie przyjmowałam, chyba, że jak w przypadku Sako stan pogorszył się u mnie, ale był to jedyny taki przypadek. Campari też była z założenia na chwilę, ale podniosła się, odleżyny zniknęły, sunia sama chodziła, załatwiała się i podchodziła do naczyń z wodą na zewnątrz. Zaprotokołowano stan wszystkich psów, a u szczególnie podejrzanych - Campari i Miśka, który nie miał chęci wstać i zademonstrować, że jednak stoi nie stwierdzono odleżyn, ani zaniedbań w higienie mogących świadczyć, że psy zanieczyszczają się pod siebie. Misiek jest psem w przyzwoitej formie. Chodzi normalnie na spacery. Inspektory nie będą mnie tu nawiedzać 3 x w tygodniu - nie wiem, kto to wymyślił, bo wg nich to absurd. Nie dopuściłam się żadnych zaniedbań, wszystkie psy były pod względem dobrostanu ocenione pozytywnie, psy cudze pojechały, psów szczególnej troski przyjmować nie zamierzam. Ispektorat jest zbulwersowany szumem wokół tej sprawy, nadinterpretacjami i wyjątkowo arogancką konfabulacją, na podstawie której odbierali po kilkadziesiąt telefonów dziennie. Szarik nie miał zdiagnozowanego żadnego gronkowca, Misiek nie leje pod siebie, a karmy zabezpieczać nie muszę. I nikt mi nie nałożył jakichkolwiek ograniczeń w stosunku do wagi psa, konsultacji w sprawie prowadzenia działalności gospodarczej itp. To nie są sprawy inspekcji. Nagle zapanował strach, że psy są głodne, bo nie karmię. Ludzie, kto wam rozum odebrał? Obejrzyjcie osobiście psy, które zabraliście i wtedy mnie kamienujcie. Gotowałam tak, jak było mi wygodnie. W garnkach były "resztki" - ok. 8 kg mięsa z warzywami - połowa z ugotowanego dnia poprzedniego. Nie miałam przygotowanego makaronu, bo psy karmione były ciepłym jedzeniem na wieczór, a kontrola była o 13.00. Jak długo gotuje się makaron? Zresztą nie było problemu wg inspekcji, bo stan psów dawał wystarczające świadectwo. Cóż jeszcze...podczas ostatniej kontroli jeden z inspektorów powiedział, że psy mają tu wspaniałe warunki. Duży teren do spacerów, ogrodzony wybieg, ale to już zaburza wasz obraz stanu rzeczy i jest raczej nie do przyjęcia w obliczu wcześniejszych "faktów". Jeżeli chodzi o liczbę psów, bo ponoć niektórzy nie mogą się w żaden sposób doliczyć. Były psy z Dogo, były psy moje i były sobie psy. Nie medialne, ale takie tam, zwykłe biedy. I nie mam obowiązku nic więcej wyjaśniać. Wiem od inspektorów, że były uprzejme telefony z donosami, że psy poupychałam po kątach i żeby dokładnie teren przeszukać. Nie znaleziono nic, co mogłoby zadowolić donosiciela. Mam dosyć tej sytuacji, brudu, zakłamania i fałszu. Poznałam prawdziwe oblicza kilku osób. I jak zawsze przyjaciel jest blisko, a wróg kłapie pyskiem w bezbiecznej odległości.
  13. Czarodziejka

    Hospicjum Czarodziejki

    Jak łatwo przyszło wam skreślić człowieka w oparciu o strzępy informacji i niesprawdzone plotki. Najważniejsze było zabrać psy od Czarodziejki. Psy, które kochałam i o które dbałam. Jak łatwo doszukiwać się własnego sensu w wypowiedziach, wyrywać je z kontekstu i puszczać w świat jako fakty. Przykre jest to, że osądziliście mnie w oparciu o cudze insynuacje, bez chęci dojrzenia nawet cienia prawdy i że wylało się to z taką nienawiścią. A przecież ja nikogo skrzywdzić nigdy nie chciałam. Kochałam wszystkie psy, które pojechały w świat. Obecni opiekunowie nie dopatrzą się w nich lęków, ani zaniedbań. Te psy miały tu swoje miejsce, były szczęśliwe i radosne. Były naszymi psami, chodziły wśród nas i czuły się bezpieczne. Jeżeli nadal chcecie wypominać mi Sako, to nadal będę powtarzać, że żałuję, ale nic więcej dla niego zrobić nie mogłam. I nie tylko ja. Napisałam wiele na ten temat, ale jak zawsze w takich przypadkach nikt na tym forum nie słucha drugiej strony. Powiem więc po raz kolejny. Tydzień przed jego wyjazdem do Łodzi widział go lekarz. Nie było otwartych odleżyn, ani ran. Macie zdjęcia - nie ma śladu zapalenia skóry. Natomiast lekarka powiedziała, że nie da się zapanować nad odleżynami. Zapalenie pojawiło się krótko przed decyzją o zawiezieniu go do doświadczonego weterynarza na ostateczne konsultacje i ewentualną eutanazję. Wtedy już wszyscy moi lekarze twierdzili, że on się nie podniesie, bo ma uszkodzony układ nerwowy. Nikt go nie kopał, nie lał pałą i nie znęcał się nad nim. Nie wiem, czyj chory umysł mógł stworzyć takie domysły. Lekarz chciał wezwać policję, kiedy dowiedział się, że ktoś chce go jeszcze dalej utrzymywać przy życiu, więc na pewno wezwałby, gdyby dopatrzył się śladów przemocy. Z wielką pompą przeprowadziliście swoją akcję. Ogromna energia odpowiednio stymulowana wyrządziła wiele krzywdy. Wszystko, co działo się w rzeczywistości miało zupełnie inny przebieg niż to, co było rozdzierane na strzępy w necie. Niepotrzebnie preparowane strzępy informacji, jakieś domysły i nadinterpretacja. Czy psy skorzystały? Opłakałam prawie każdego, który odjeżdżał. Gdzieś w cyberprzestrzeni ktoś coś zadecydował, ktoś przyjechał i już pies jedzie w inne miejsce. Może za chwilę znów pojedzie, bo znów komuś coś się nie spodoba. Nie było żadnego zagrożenia Wojtyszkami, bo nie było żadnych podstaw ku temu. Zamieszczony rzekomy odpis/strzeszczenie protokołu Państwowej Inspekcji Weterynaryjnej jest, jak twierdzi sam inspektorat - konfabulacją. I to do jakiego stopnia zostało to wszystko wykrzywione.... W jakim celu? Treść rzekomego protokołu pojawiła się w sieci dzień przed jego faktycznym sporządzeniem. Zanim został mi przedstawiony, już kilka tysięcy osób wrzało z nienawiści do mnie. Dlaczego tyle fałszu, złej woli i zakłamania? [IMG]http://img51.imageshack.us/img51/7653/obrazbvl.jpg[/IMG] Protokół z kontroli byłby sprzeczny z oczekiwaniami większości z was. Nie ma w nim mowy o braku karmy i wygłodzeniu. Inspektor zapytał tylko, czy posiadam magazyn żywności. Nie posiadam. Kupuję i gotuję na bieżąco. Nie jest to zaniedbaniem, bo nie ma wpływu na dobrostan psów. Protokół nie jest udostępniany osobom pośrednim, więc żadna fundacja nie ma do niego wglądu. Natomiast osoby szczególnie zainteresowane konsultowały się z inspektoratem i najistotniejsze informcje uzyskały. Reszta wolała opierać się na szczątkowych informacjach, bo do zniszczenia człowieka to w zupełności wystarczy. Czy faktycznie taka jest wasza opinia na mój temat? Czy rzeczywiście jesteście przekonani, że mogłabym w tak zdecydowanie zły i nikczemny sposób traktować psy? I jeszcze to wszystko szczegółowo opisywać? Czy w związku z powyższym byłyby one w takiej formie, w jakiej pojechały do nowych opiekunów? Powinny być wygłodzone i zastraszone, bo przecież nie miałam "zabezpieczonej karmy" i lałam je pałą.... Dziękuję wszystkim, którzy we mnie nie zwątpili. Dzięki szybkiej akcji i "odpowiedniej interwencji" - czyli donosowi - pracę straciła wartościowa osoba, dzięki której miało miejsce wiele udanych adopcji i dobroczynnych akcji. Po trupach do celu. Kogo teraz obchodzi jej sytuacja? Campari przyjechała z odleżynami, ledwo chodziła, sikała pod siebie i zastanawiałyśmy się z Morisową, czy w ogóle u mnie zostanie. Podniosła się, nie ma śladu po odleżynach, o czym jest również w protokole, sunia zaczęła chodzić i stała się bardziej ufna. Donos o koszmarnych warunkach w jakich przebywa i stanie w jakim się znajduje sprawił, że ku niewątpliwej satysfakcji donosiciela, sunia jest tam, gdzie być powinna. W schronisku. A przecież można było wcześniej zainteresowac się jej losem i zabrać w lepsze warunki. Na wątku nikt nie wykazywał chęci. Dopiero teraz sztab pomocy i łańcuch dobrych serc. Bez urazy, ale z goryczą. Campari na własnych łapach poszła ku przeznaczeniu. Nie chciałam, żeby tak to się skończylo. To ja za nią płakałam, a nie klikający z zadowoleniem w klawiaturę donosiciel i jego świta. Misiek staruszek podobno został przedstawiony jako pies leżący, skikający pod siebie i w złym stanie. Nie chciał zademonstrować, że jednak chodzi i ma się nieźle, jak na swoje 16 lat. Płakałam za nim, bo chodził za mną jak cień, tulił się do nogi, był głuchy jak pień i zaczął już ślepnąć. Zmiana miejsca nie była konieczna. Miał swoje miejsce w kuchni. Kaja - najwierniejsza i najmądrzejsza sunia. Ufna, kochana i posłuszna. Gdybym ją lała i dręczyła byłoby to po niej widać, ale widać nawet moje zjadliwe żarty są tu argumentem przeciwko mnie. Inspekcja obejrzała psy dokładnie pod kątem wzystkich domniemanych zarzutów i podejrzeń. Żaden z nich nie wzbudził podejrzeń o złe traktowanie, głodzenie, bicie, czy też zaniedbanie. Sokół ślepaczek, który nikomu nie ufał, czekał aż wszyscy pójdą i podbiegał się przytulić. Pojechał w nowe miejsce, chociaż zdaniem inspektorów starsze psy niewidome nie powinny być narażane na częste zmiany otoczenia, bo gorzej znoszą adaptację. Czy ktoś o tym pomyślał zanim podjął decyzję o natychmiastowym przeniesieniu? Decyzja w cyberprzestrzeni, a żywe stworzenie przedemną, wtulone w moją nogę szło ufnie do samochodu, żeby pojechac w nowe miejsce. Widziałam jego niepokój. To ja płakałam. Sokół nie musiał nigdzie uciekać, nie groziły mu Wojtyszki. Żadnemu psu nie groził wywóz do schronu. Campari pojechała chyba właśnie po to, żeby jednak uprawomocnić wysuwane przez kogoś groźby. Była tu bezpieczna i pod czujną opieką Morisowej, ale widocznie nie tak sobie ktoś to zaplanował. Jak niszczyć, to wszystko. Tak więc cieszcie się, zadanie wykonane, psy gdzieś tam, byle nie tu, a człowiek niczym łach nic nie wart. Nikogo tak na prawdę nie interesowały fakty. Liczyła się zadyma, afera, nienawiść i zniszczenie. Nie liczy się ani tragiczny los psa, jak pokazał przypadek Campari, ani dramat człowieka wyrzuconego z dnia na dzień z pracy. Nie liczą się też lata mojej opieki nad psami, bo to niepotrzebne fakty.Zawsze znajdą się inni, lepsi, lepiej kochający i lepiej dbający.
×