Jump to content
Dogomania
  • Announcements

    • Admin

      Regulamin Forum   12/31/16

      Dogomania na Facebooku
      https://www.facebook.com/groups/DogomaniaPL/    

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 01/23/18 in all areas

  1. 9 points
    A może spróbować namówić panią redaktor na artykuł o poszukiwaniach Liki i zawrzeć w nim udział pana Edwarda jako przykład godnej pochwały postawy. Może nawet umieścić zdjęcie Liki ,żeby ludzie wiedzieli o którego psa chodzi. Taką paczkę zapakowałam dla pana Edwarda. z taką kartką
  2. 9 points
    Zastanawiam się,że może warto by opublikować podziękowania dla p.Edwarda w Głosie Ziemi Cieszyńskiej z jakąś wzmianką,że piesek odnaleziony.Ogłoszenie ukazywało się kilka miesięcy-teraz przestało.Wiele osób pewnie pomyśli-zrezygnowali,przestali szukać,koniec.A tak byłoby to jakąś zachętą dla ludzi,którym zaginął pies,że jednak warto się nie poddawać,szukać do skutku,że się uda.
  3. 8 points
    HUUUURRRRRAAAAA!!!!! Maksio jest po operacji.Wszystko przebiegło dobrze. P.Mateusz rozmawiał z chirurgiem. Może będę miała późnym wieczorem zdjęcie malucha. Koszty będę znać w poniedziałek.
  4. 7 points
    TEO ma dom!!!!!!!!!!!!!! Kochani - Teo ma dom, pojechał dzisiaj, wszystko napiszę jutro, bo muszę ochłonąć! Nie potrafię się jeszcze cieszyć, wciąż jest we mnie strach, ze znowu coś nie wyjdzie, ktoś zawiedzie... Przed chwilką dostałam piękne zdjęcia od p. Joasi, wstawię jutro, czekam na info, ze jest ok...
  5. 7 points
  6. 6 points
    Dostałam dzisiaj pozdrowienia od Korniczka i jego rodziny a także kilka zdjęć zimowych i jeszcze "wiosennych " z 26.12.17 :)
  7. 6 points
    Info z domku Julci : "...... Oczywiście większość przy jedzeniu bo jak się okazało, jest to jedno z jej ulubionych zajęć. Jedzenie jest wtedy wszędzie dookoła ale ona chyba za bardzo się tym nie przejmuje :) ...... "
  8. 6 points
    Rozmawiałam z jeszcze jedną Panią zainteresowaną Igunią. Jednak MNIE się wydaje że to nie domek dla niej. Państwo jeszcze pracują, w domu 14 letnia córka i raz na jakiś czas odwiedziny wnuków 2 i 3 latka. Iga nie niszczy ale lubi sobie poskubać..a to miseczkę plastikową a to coś innego wg mnie jednak lepiej żeby była pod "nadzorem :)". Do dzieci jej nie sprawdzę ale nie mam pewności czy byłoby ok. I mimo że pewnie komuś się znowu nie spodoba to tym razem SAMA powiedziałam Pani o Hanusi. Bo okazalo się że dla Pani nie ma znaczenia wielkość :) Haneczka nie jest sprawdzona na dzieci ale WIEM że nie byłoby problemu. Hania nie niszczy, jak jest z nami w domu nie opuszcza swojej miejscówki. Nie pije, nie je, byleby tylko nie zejść z kanapy. Pani zerknie na ogłoszenie Hanusi i da znać. Oczywiście o obu suniach udzieliłam wyczerpujących informacji.
  9. 6 points
    Wiosnaa, ależ Ty jesteś niesamowita... i jeszcze takie piękne podsumowanie akcji, którą zapewne dogo i nie tylko, będzie długo pamiętało. Podziwiam Twoją wytrwałość i ogarnięcie wszystkich etapów poszukiwań. Jestem pełna szacunku dla wszystkich, którzy walczyli o Likę. Lika masz szczęście, że spotkałaś na swojej drodze takich cudownych ludzi...
  10. 6 points
    Sunia ma anemię i dlatego myślałam o karmie dla ciężarnych lub karmiących suczek.Pojadę dziś do sklepu o coś kupię na próbę. Ona chyba nigdy nie jadła suchej karmy , bo nawet nie wącha, Jak dołożę z puszki, to wyje mokre ,a suche jest be. Teraz trochę o Dropsiku, który poznał sie dziś z chętnym na niego panem. spotkanie przebiegło w miłej i konstruktywnej atmosferze. Przekazałam informacje ewu. Po kastracji i wizycie PA piesio powinien pojechać do DS. Koleżanka mówi ,że maluch nabrał trochę ciałka, ma duży apetyt, dziarsko chodzi na spacerki. jest bardzo miziasty i chętny do spania w łóżku.
  11. 6 points
    https://postimg.org/image/edcca3377/ https://postimg.org/image/mvlsefwv7/
  12. 6 points
  13. 6 points
    Malwina wczoraj wieczorem pojechała do domu. Dzwoniłam dzisiaj i wg relacji Pani, Malwinka na powitanie dostała sporo smaczków i kolację, niestety zrobiła nad ranem kupę w przedpokoju, ale to nic. Dzisiaj na spacerach ciągnęła cały czas do krzaków, w których znaleźliśmy ją, kiedy uciekła. Malwiś spała w nocy w swoim legowisku z butem Pani, w związku z tym rano dostała kilka maskotek. Pani obiecała mi w najbliższym czasie zdjęcia.
  14. 6 points
    Słuchajcie dobre kobiety , miotam się jak trzy grosze w worku.HURRAAAA !!!! koleżanka zgodziła się wziąć malucha do DT .W takim razie biorę sunię !!! Z tym od razu zaznaczam ,że mogę go ją zatrzymać do ok. 10 maja. potem będę wyłączona z DT do połowy sierpnia. Kiedy psiaki mogłyby przyjechać do nas?
  15. 6 points
    Napisałam tekst dla Bobika. Zmieniłam mu imię na Bosman, żeby OLX nie usunął. Wstawię te zdjęcia: Bosman szuka swej przystani, gdzie zacumuje na zawsze! Bosman nie jest już szczeniakiem. Nie w głowie mu figle i destrukcja rzeczy martwych. Ustatkował się i uspokoił. Ma dziś około 6 lat i waży 11 kg. Nie sprawia kłopotów, kiedy zostaje sam w domu, lecz jest czujnym alarmem, kiedy ktoś kręci się za drzwiami. Smycz polubił i ładnie w niej chodzi, nie ciągnie. Bosman był już u weterynarza. Jest zdrowy, zaszczepiony i wykastrowany a nawet zaczipowany. Zaliczył też psiego fryzjera, chociaż tą wizytą nie był zachwycony. Po zabiegach wyłoniło się piękne, białe futerko w czarne kropki, jak u dalmatyńczyka ! Teraz przystojny i wypielęgnowany, Bosman szuka nowego domu. Jest gotowy do adopcji i czeka na swą nową rodzinę w Hoteliku dla Psów, w Nowej Soli. Pozostałe informacje tylko pod podanym numerem telefonu: 660 169 929 https://www.olx.pl/oferta/bosman-szuka-swej-przystani-gdzie-zacumuje-na-zawsze-CID103-IDrC3wp.html https://www.gumtree.pl/a-psy-i-szczenieta/zielona-gora/bosman-szuka-swej-przystani-gdzie-zacumuje-na-zawsze/1002211877070910470665509 http://alegratka.pl/ogloszenie/bosman-szuka-swej-przystani-gdzie-29420850.html http://zielona-gora.lento.pl/bosman-szuka-swej-przystani-gdzie-zacumuje,6429557.html http://www.pineska.pl/id=170427 http://www.morusek.pl/ogloszenie/377723/Bosman-szuka-swej-przystani-gdzie-zacumuje-na-zawsze/#.WmoimXndjIU https://bazarowo.pl/zwierzeta/psy-i-szczeniaki/9982012516326 http://owi.pl/ogloszenie/bosman_szuka_swej_przystani_gdzie_zacumuje_na_zawsze,1230184 http://zielona-gora.oglaszamy24.pl/ogloszenie/610337361/zielona-gora-Bosman-szuka-swej-przystani-gdzie-zacumuje-na-zawsze.html Powodzenia maluszku !
  16. 6 points
    Likunia lubi śnieg.Dziś nawet potarmosiła się w nim.W domku jest trochę niepewności,np. przy Zbyszku,ale bez tragedii.Chodzi,wącha,zaciekawiona zagląda co Państwo robią.Przy zapuszczaniu kropelek od pchełek,Maja mówiła,że zestresowała się biedna. Szelki również Likę stresują,ale panienka musi niestety je zaakceptować. Maja kupiła Lice nowe czerwone szeleczki i przepinaną czerwoną smyczkę. Wcześniejsze zdjęcie,chyba z piątku nie wstawiłam....w bierdoneczkach Dzisiejsze w nowych, świeżo po zakupie,..niewyraźne tylko,- pewnie zwiewała od Mai..hehe I cieplutkie zdjęcie, dostałam przed chwilą
  17. 6 points
    Oj Aniu! Dobrze,że jesteśmy daleko,bo na szczęście ani przez telefon, ani tu nic nam nie grozi...:) Kochana nie mogłyśmy przecież pominąć Ciebie i tego wszystkiego co zrobiłaś i nadal robisz dla Likuni :) Nic nie jest w stanie wyrazić,jakie jesteśmy Tobie za to wdzięczne! :) Wiązanka kwiatów i małe słodkości, to tylko symboliczne podziękowanie :)
  18. 5 points
    Tola

    Zamojskie psiaki szukają domów i miłości

    Jak wszystko pójdzie dobrze, to do hoteliku pojedzie 4 suczki z zamojskiego schronu. Wygrały być może życie. Wkrótce będą miały własne domy, rodziny. Ale najbiedniejszy z nich, starszy piesek, już we wtorek będzie spał we własnym domu, w domu u Jaaga. Maluszek nie ma jeszcze swojego imienia, ale ma własny dom!!! Chciałam, aby TZ zrobił mu dzisiaj nowe zdjęcia do portrecików, bo mnie w niedzielę nie wyszły; ale TZowi też nie wyszły:( Jaaga - ogromne podziękowania za taką decyzję. Gdyby nie TY nie wiem, czy zobaczyłabym maluszka przy kolejnej wizycie... Dziękuję Zrobiłam portreciki ze starych zdjęć... Chcialam, aby podziękowanie było wyjątkowe, bo i decyzja Jaaga jest wyjatkowa...
  19. 5 points
    Rozmawiałam dzisiaj z dr Sylwią i wygląda to tak , państwo byli wczoraj z Maksiem, na zastrzyku,/antybiotyk/ dzisiaj również byli na podanie syropu/ p/bólowy i p.zapalny/ oraz kropelki do oczu, wetka celowo prosiła o wizytę dzień po dniu ,żeby zobaczyć Maksia i jutro również pan ma być z Maksiem ,celem podania jeszcze antybiotyku, dr Sylwia jeszcze jutro dokładnie obejrzy Maksia i będzie jeszcze lekarz, żeby skonsultować oczko, ponieważ ,guz rozciągnął powiekę i zachodzi ryzyko ,różnych powikłań ,stanów zapalnych i wysychania, plan był taki ,że po wygojeniu się rany, stan gałki ocznej zbada okulista, podobno tak długotrwały nacisk, mógł poczynić jakieś zmiany? chcieli skonsultować prawidłowość dalszego leczenia ze specjalistą ,p Mateusz umówił lekarza, nikt nie przewidział ,że... państwo znowu nie wyrażą zgody :( nie będę pisała o całym chaosie jaki wprowadzają ,swoimi zgodami, zmianami decyzji, umawianiem się ,zmianami terminów albo wręcz ,znikają! nie otwierają drzwi! tak namieszali , że ja jak słuchałam, to się pogubiłam a ponieważ poznałam pana to doskonale wiem jak to mogło wygladać :( piszę to tylko dla tego ,żeby zrozumieć , ze to wszystko nie była normalna ,planowa operacja! i trudno było dopracować takie szczegóły jak badanie hist-pat / do końca nawet nie byli pewni czy operacja się odbędzie/ szkoda ,nawet czasu ,żeby to wszystko opisywać! poprosiłam jutro o jakieś zdjęcie jeśli się uda i jeśli to możliwe o decyzję , czy taka korekta powieki będzie konieczna? jeśli tak, to czy jest możliwe ,przeprowadzenie jej bez ,konsultacji okulistycznej / podobno źle reagują na wizytę w klinice na Strachocińskiej/ Faktura za sam zabieg jest wystawiona ,koszt 550zł poprosiłam o przesłanie na mejla i po porozumieniu z p Mateuszem obiecałam , że zapłacimy 550zł i będziemy czekać na dalsze zalecenia lekarzy, oraz przekazałam dr Sylwii że jesteśmy przygotowani na leczenie Maksia, które teraz otrzymuje , jeśli chodzi o dalsze zabiegi operacyjne p Mateusz powiedział ,ze TOZ uzbierał ok 700zł więc też to co by ewentualnie, by nam pozostało z opłacenia pierwszej faktury + to czym dysponuje TOZ , mogło by zagwarantować Maksiowi zabieg, p Mateusz zaproponował transport Maksia do kliniki na Strachocińską gdyby udało się jutro p doktor przekonać państwo, prosiłam żeby próbować przekonać ich siłą argumentów! skoro zrobili już pierwszy krok to szkoda byłoby to zaprzepaścić.
  20. 5 points
    Dzisiaj rano było bez zmian - na spacerku był bardzo spięty, ciągnął aby szybciej przed siebie. Ale po południu kolosalna zmiana - TZ właśnie wrócił i opowiada! Na spacerze nie było już takiej paniki no i było zrobione wszystko co trzeba - po raz pierwszy od zabrania! Homerek jakby wyluzowany, jakby bardziej zaufał; dał się zbadać po raz kolejny, zajrzeć do pyszczka (bagienko, sporo kamienia, popsutych zębów). No i wreszcie zasnął na rękach u Ewy
  21. 5 points
    Nie przeszkadzać! Na pańcia czekam!
  22. 5 points
    Bardzo trudno jest myśleć o tym cudownym Staruszku w czasie przeszłym. Nagle w moim życiu zrobiło sie bardzo dużo czasu. Nikt ode mnie nic nie chce, nikt mnie nie goni do sypialni, żeby w końcu mogł iść spać, wszyscy radzą sobie sami, a ja zamiast odsypiać, piorę, piorę i piorę, porządkuję, segreguję i płaczę. Kłamałabym mówiąc, że Rokus był psem bezproblemowym. Chwilami opieka nad nim była trudna, nie tylko fizycznie. Trzeba było pilnować, żeby nie podszedł do niego duży pies, żeby nie zgubił się kiedy zostawał w tyle, bo jak tracił mnie z oczu to leciał przed siebie i niekoniecznie w moją stronę. Trzeba było podnosić go przy wsiadaniu do samochodu i wysadzać z niego, wsadzać na kanapę i po chwili, jeśli chciałam wyjść z pokoju zsadzać go z niej - czasami kilka razy w ciągu godziny. Pamiętać o podaniu leków, niektórych pół godziny przed jedzeniem, niektórych po jedzeniu. Codzienne sprzątanie i kilkukrotne w ciągu pranie zabrudzonych posłań, czyszczenie podłogi, pranie dywanów. Częste podnoszenie Rokinka z podłogi, bo jak upadł w miejscu, gdzie nie było chodnika, to nie był w stanie wstać. Trzeba było być przy nim bez przerwy od chwili powrotu z pracy, bo inaczej krzyczal i domagal sie obecności. Nie można go było zostawić wieczorem w domu, bo ujadał tak, że sąsiedzi słyszeli. Od pewnego czasu nie mogliśmy nigdzie z Jackiem wyjść razem, bo cały czas denerwowałam się i martwiłam, czy Rokuś na pewno leży na posłanku, czy nie woła nas. Na spacerach też byliśmy sami, bo nikt nie chciał dreptać stopka za stopką, żeby dostosować się do tempa Rokusia. Spacery były zawsze dostosowane do jego samopoczucia. Raz dreptaliśmy godzinę, a czasami tylko 30 minut i trzeba było wracać do domu. Ubieranie Staruszka w ubranko, żeby nie zmokły jego chore łapki, wycieranie pupinki po załatwieniu się, bo inaczej od razu miał ją czerwoną i pewnie jeszcze dużo innych zajęć, których w tej chwili nie pamiętam. Mimo to, zrobiłabym wszystko, żeby pozostał z nami, bo kochaliśmy to cudowne Słonko bardzo. Płaczemy po nim oboje, bo bardzo się z nim zżyliśmy i bardzo trudno teraz żyć bez niego. To stało sie tak nagle... Teoretycznie byliśmy przygotowani na to, że choroba będzie się posuwala. Ja uczepiłam się stwierdzenia "umiarkowana złośliwość" w badaniu hist-pat. Sprawdzałam wielkośc węzłów chłonnych, pilnowalampodania leków, starałam się go aktywizować. Nie przypuszczałam, że ta pierwsza biegunka jest oznaką przerzutu do jelit, a nawet wtedy, kiedy dr Jagielski potwierdził, że chłoniak zaatakowal jelita, myślałam, że jakos damy radę to opanować, że będziemy na stałe podawać leki, które pomogły za pierwszym razem na 2 dni. Jeszcze wpiątek nagrywalam filmik, na którym Rokuś byl taki zadowolony. Po raz pierwszy od prawie 2 tygodni widzieliśmy go takiego zadowolonego. Zaświeciło się światełko nadziei, że czuje sie lepiej, że na pewno już nie będzie biegunki. Po 10 minutach niestety znowu się z niego lało:( A potem było już tylko gorzej. Po raz pierwszy rozmawialiśmy o tym, że jest naprawdę kiepsko w sobotę. Jacek poruszył temat, że musimy o tym porozmawiać, podjąć jakąś decyzję, sami sobie dać jakiś termin. Uciekałam od tej rozmowy, zbyłam go nawet niegrzecznie, kiedy powiedział, że musimy liczyć się z tym, że to się może stać na dniach. Jacek prosił, żebym spróbowala zadzwonić do Konika i dopytać w jakich godzinach można do nich przyjechać. Myślałam, że go zabiję, wydawało mi się, że to zdrajca, że wcale Rokusia nie kocha, tylko jest zmęczony opieką nad nim. Wysłałam zdjęcia Rokusia Eluni jak je na leżąco z miski, bo nie ma siły wstać, zdjęcie jego odbytu. Ona odpisała, że nie wygląda to dobrze... Mimo to nie zadzwoniłam do Konika i zaklinalam rzeczywistość. Nie spałam całą noc. O północy zrobiliśmy Rokusiowi zastrzyki z poltramu i No spy. Zasnął na 4 godziny mocno. Chrapał i odsypiał godziny, w których tylko siedział i w ciszy patrzył przed siebie. O 4 nad ranem zaczął dyszeć, wstał i po raz pierwszy odkąd był z nami przeszedł w nocy do dużego pokoju na swoje dzienne posłanie. Odwrócił się tyłem do pokoju (po raz pierwszy). Leżał, ale nie spał. Podałam mu lek przeciwbólowy z paszteciku - ledwie go wziął. Ja siedziałam obok, nie odzywając się ani słowem. O 6 rano zmienił mnie Jacek. Powiedzial, że Rokuś znowu zasnął i spał bardzo mocno. Nie miał serca go budzić, ale chciał przed wyjściem na uczelnie wyjść z nim na krótko na dwór. Potem powiedział mi, że to było bardzo trudne, widać było, że Rokinek nie ma kompletnie siły, ani chęci na ruszanie się. Spacer trwał 4 minuty. Jacek siedział z nim jeszcze, podał mu leki i w końcu spóźniony ruszył na uczelnię - zapominając telefonu. Ja wstałam około 9:30, od razu poleciałam do Rokusia. Obudziłam, wycałowałam i starałam się namówić go na wyjście na dwór. Bardzo ciężko było go podnieść, w końcu nałożyłam mu na leżąco szelki i jakoś go podniosłam. Siły starczyło mu na dojście do windy. Kiedy zaczęłiśmy zjeżdżać do garażu, upadł i za nic nie mogłam go podnieść. Natychmiast wróciłam na górę i jakoś udało mi się go wyciągnąć z windy. Sunie przerażone chowały się po kątach. Dotaszczyłam go do posłanka i zaczęłam dzwonić do Jacka. Jego telefon odezwał się w domu. Opatuliłam Rokusia i wybiegłam na krótki spacer z suniami. Po raz ostatni wziął kapsułkę Duspatalinu zawiniętą w szynkę chyba kolo 11, nie pamiętam. Nakręcałam filmik, myśląc, że jeszcze z tego wyjdziemy, że jeszcze pokażemy wszystkim, że sie podniesiemy. Do tej pory taką szynke jadł w sekundę, teraz najpierw wypuścil z pyszczka, potem namawiany ledwie zjadł. Zaczęłam dzwonić do Eluni (Ellig). Już było wiadomo, że stan pogarsza się z minuty na minutę. Pupcia napęczniala potwornie, cały czas miał skurcze jakby chciał się załatwić. Ze środka zaczęła płynąć ropa. Współnie z Elą, która starała się zapanować nad moją histerią podjęłyśmy decyzję, że to już koniec. Ela zaczęła szukać miejsca, gdzie możemy pojechać z Rokusiem, ja zadzwoniłam do swojej lecznicy prosząc o przyjechanie lekarza do domu. Ela już pisała jak trudno było ze znalezienem miejsca dla Rokusia. w Koniku przez 2 godziny nikt nie odbierał, kremacja pod Warszawą i w Lublinie odpadała, bo nikt nie chciał po niego przyjechać, ani przyjąć go na noc. Ja w tym szoku mówiłam, że może podamy mu baterie lekow przeciwbólowych, coś na sen i że będę z nim siedziala całą noc, że może to jeszcze nie czas dla niego. Ela, której nie było lekko musiala przebijać sie jeszcze przez ten mój szok i tłumaczyła, prosiła, żebym teraz myślała tylko o Rokusiu, o tym co dla niego dobre, że teraz najważniejsze jest, żeby zakończyć cierpienia, bo widać było jak bardzo go boli. Ja wyłam, a ona cały czas mi tłumaczyła i nie mogąc być tu na miejscu jeszcze szukala kontaktu do Jacka, do mojej sąsiadki, żeby ktokolwiek do mnie przyszedl i mi pomógł. To ona wpadła na to, że mam dzwonić do syna, żeby przyjechał do mnie. Na szczęście przyjechał jak tylko usłyszal co się dzieje. Sąsiadka przybiegła po sunie, które trzęsły się jak galarety i chowały po kątach. Wybiegły z miezkania z ulgą. Pojechały na bardzo długi spacer na pola. Kiedy przyjechała Ania - cudowna wetka z Boliłapki - obejrzała Rokusia i powiedziała, że to czas najwyższy, że nie poradzimy juz nic i nawet podając kroplówkę, leki przedłużymy mu tylko cierpienia, bo on umiera. Z ogromną delikatnością i taktem robiła co musiała. Dała mi czas na utulenie go, na to, żeby spokojnie i powoli usypiał po podaniu pierwszego zastrzyku. Kiedy przepraszałam go za to, że juz nic więcej nie mogę zrobić powiedziała, że zrobiliśmy wszystko co było w naszej mocy, żeby go utrzymać przy życiu. Mówiła o tym, jak cudowne 2 lata mu podarowaliśmy, że ona jak mało kto może powiedzieć o naszej trosce, bo mało jest takich właścicieli, którzy tak bardzo dbaliby o swoje psiaki. Powtarzała cały czas, że nic nie mogłam zrobić, że nic nie zostało zrobione nie tak. Ja jeszcze nie mogłam pogodzic się z tym, że to już konice. Prosiłam ją, żeby obejrzala jeszcze raz jego pupcię, zbadała go. Ania powiedziała, że to co widzę na zewnątrz to jedno, a nie zdaję sobie sprawy co jest w środku biorąc pod uwagę jak dużo ropy z niego wylatuje. Jeszcze raz powiedziała, że nie ma szans, żebyśmy go z tego wyciągnęli. Odszedł spokojnie, godnie, w moich ramionach, na swoim posłanku, całowany do końca w ten cudowny nos i pyszczek, do ostatniego oddechu. Cały czas mu mówilam jak bardzo go kochamy, jak bardzo jesteśmy wdzięczni, że nam zaufał, że nas pokochał i że spotka się tam z Semikiem, a on się nim zaopiekuje. Kiedy ruszaliśmy z moim synem do Konika, nadjechał Jacek. Marcin powiedział mu przez okno, że wieziemy Rokusia do Konika. Ja siedziałam z tyłu tuląc go cały czas. Jacek natychmiast zaparkował swój samochód i tak jak stał bez kurtki przesiadł się do nas. Pojechaliśmy odwieźć go wszyscy. Na miejscu ułożyliśmy go w jego ulubionym posłaniu, wymoszczonym kołderkami - jak lubił. Przykryłam go kocykiem polarowym, na którym spałam , żeby był otoczony zapachem z domu. Został sam na noc, bo pochować mogliśmy go dopiero rano w poniedziałek. Pojechaliśmy tam rano z Jackiem. Pan proponował, że pochowa go sam i wyśle nam numer jego grobu, ale powiedziałam, że ten pies miał swój dom i rodzinę i nie wyobrażam sobie, żeby go nie pożegnać, żeby nie być z nim do końca. Tak się stało, byliśmy z nim i opłakiwaliśmy jego odejście. Był naszym psem, członkiem naszej Rodziny, kochany, akceptowany ze wszystkimi zaletami i wadami, zmienił nasze życie - wywrócil je do góry nogami- ale my też zmieniliśmy jego życie. Wiem, że czuł, że jest kochany, widziałam, że jest mu z nami dobrze, że nas kocha. Okazywał wdzięczność za dom tym szalonym przywiązaniem, chodzeniem za mną krok w krok, szczekaniem i domaganiem się, żebyśmy cały czas byli obok niego. Co może być piękniejszego od świadomości, że jesteśmy komuś tak bardzo potrzebni? Kiedy słyszę od znajomych i przyjaciół, że mamy wielkie serca, bo przyjęliśmy schorowanego psa pod swój dach myślę sobie, że dostaliśmy w zamian tak dużo, że to my jesteśmy szczęściarzami.
  23. 5 points
    Brugo (dawniej Misio) pozdrawia obecnego Misia. Przy okazji dziękuje wszystkim, którzy mu pomagali przez długie miesiące bezdomności.Teraz Brugo chce pomóc swemu koledze.Zrobił już przelew na jego konto , pilnie będzie śledził wątek i pomagał w miarę możliwości.
  24. 5 points
    Kochani,na koncie Likuni jest ok. 440zł. Mam taka prośbę aby pomóc dziewczynom zaangażowanym w poszukiwaniach zaginionej Zorki i opłacić chociaż jedną edycję ogłoszenia w gazecie.Koszt to 137zł.Co o tym sądzicie? http://www.dogomania.com/forum/topic/341551-bazarek-cegiełkowy-na-ogłoszenia-w-gazetach-o-zaginięciu-zorki-pilne-prosimy-o-pomoc/
  25. 5 points
    Ayla pojechała do domu w poniedziałek. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Domek fajny, aktywni ludzie. Od razu była między nimi chemia. Ahsoka już bez opatrunku - śliczna panienka Można na filmiku obejrzec jej ruchy, nic nie widać Mamy domek dla Hery - już czeka, tylko Iza pojedzie na wizytę i pewnie jutro juz będzie bezpieczna. No i mamy domek dla Lei i Ahsoki. Także jutro panienki będą miały wizytę - to psioluby z rodziny Izy, naszej wolontariuszki, po śmierci 17 letniego goldena postanowili dać dom 2 psiakom w potrzebie. Trzymajcie kciuki.
  26. 5 points
    Jestem po rozmowie z P.Redaktor Naczelną Gazety Głos ZC. Będzie artykuł i opisana historia poszukiwań Likuni. P.Redaktor pojedzie osobiście porozmawiać również z p.Edwardem. Musimy przygotować "Rodzinne" zdjęcie - z Właścicielami...a jak jest możliwość to z ludźmi,którzy tak wytrwale szukali - mówiła p.Redaktor. Opcja druga niestety niemożliwa,powiedziałam. Zamieszania wokół małego dzikuska ciąg dalszy....
  27. 5 points
    Przedstawiam Wam Rikusia, - kolegę Likuni - pieska schroniskowego, któremu Maja ze Zbyszkiem dali Domek. Z przyjacielem, Lice będzie iść łatwiej przez życie.
  28. 5 points
    Potrzeba jest.Tak bardzo pomogłyście jeżdżąc dwa razy do Wisły i to z klatką.Robicie sporo wizyt a więc trzeba także dojechać.Zawsze możemy na Waszą pomoc liczyć.To my dziękujemy.
  29. 4 points
    Ubiegnę Dorę i napiszę, że osierocona czarna kotka Mufinka znalazła dobry dom w Szczebrzeszynie u znajomych córki :) Super wiadomość, ominie ją długa podróż i stres z tym związany. Fajnie, że w Szczebrzeszynie są tacy ludzie :D Druga dobra wiadomość- Malagos adoptuje w związku z tym Miłkę , śliczną, nieśmiałą, starszą koteczkę od Ala123, w lecznicy od pażdziernika. Wielkie wielkie dzięki Malagos za adopcję dwóch mało adopcyjnych koteczek :D Do własnego domu jedzie też stary Herman od Ala123 :))) Miłkę, Hermana i naszego Bakusia do Warszawy zawiezie Ala :D Szykuje się wesoły autobus ze szczęśliwcami :D
  30. 4 points
  31. 4 points
    A my mamy dzisiaj rocznicę - 11 lat temu zabraliśmy z zamojskiego schroniska 5 letnią Zulkę
  32. 4 points
    Dzisiaj tylko takie zdjęcia, nie mogę się dodzwonić i nie mam na razie zgody na pokazanie wszystkich (już boli mnie ze strachu brzuch, co tam się dzieje......) Teo ze swoim nowym panem (pan ma ok. 1,90 m wzrostu;)
  33. 4 points
    Niespodzianka! Wczoraj Amor pojechał do swojego domu! Wszystko dzięki Agat21. Mieszkanie w bloku ale na parterze z dużym tarasem i i ogrodem. Cały czas ktoś jest w domu. Uczuliłam panie, żeby Amora nie zostawiać samego i będą tego pilnowały. Wczoraj był bardzo zestresowany nawet zrobił dwie kupy w domu ale myślę, że to ze strachu i chyba przejedzenia. W Warszawie u p. Ani przez ponad tydzień nie miał żadnej wpadki. Na szczęście panie nie zrobiły z tego powodu, żadnego problemu. Niedawno musiały uśpić 13-letniego labradora z powodu rozległego nowotworu. Ponieważ nie wyobrażają sobie życia bez psa postanowiły dać dom jakiemuś bezdomniakowi. Trzymajcie mocno kciuki żeby Amor nie stwarzał większych problemów się tam zadomowił . To bardzo dobry dom!
  34. 4 points
    Jeśli pies przez tydzień był głównym tematem w szkole, to może obecni właściciele zorganizowaliby w tej szkole - za zgodą dyrekcji i rodziców dzieci (zgoda rodziców jest konieczna, jeśli ma być pies - żeby potem ktoś nie wystąpił z pretensjami, że dziecko się przestraszyło, albo dostało uczulenia), - spotkanie Domino z uczniami i kimś, kto przekaże dzieciom elementarne informacje jak zachowywać się wobec psa, jak można go uczyć, co to jest odpowiedzialna opieka, także - że suczka do szczęścia nie potrzebuje mieć szczeniąt. Prowadziłam tego rodzaju spotkania dla dzieci w Krakowie - i jak się potem dowiedziałam, niejeden rodzic obecny na spotkaniu był przekonany, że te szczeniątka to koniecznie muszą być bodaj raz... W szkole dzieci nadal uczą się przekroju liścia i budowy pantofelka, a nie ma ani jednej godziny poświęconej informacjom o zwierzętach, z którymi będą spotykać się na co dzień. Tak dla ewentualnego prowadzącego, sprzedaję pierwsze pytania - kto chciałby mieć psa - z reguły wszystkie dzieci z niższych klas krzyczą - ja!!!! No to pytanie drugie - a kto będzie codziennie sprzątał psie kupy? I tu już zapada cisza.... Program spotkania musi być oczywiście dopasowany do wieku dzieciaków. Na pytanie - do którego psa nie wolno podchodzić - dzieci z klas II-III odpowiadały chórem - do czarnego....
  35. 4 points
    Dzien dobry, tu rydwan Tobiego :) Humor misiowi dopisuje, chociaz abazur go nie zachwyca. Pozniej wrzucimy opis i wiecej info, teraz jedziemy do Pauli. Machal do nas ogonkiem, jak go przyniesli!
  36. 4 points
    albo w ogłoszeniu napisać że piesek przebywa w domu tymczasowym w okolicach Katowic (np.) wtedy jak ogłoszenie jest na Wrocław to osoba zainteresowana psem od razu wie na czym stoi. W tym ogłoszeniu nie było podanego miejsca. A było dopisane- pomożemy w transporcie (a można było: za zwrot kosztów pomożemy w transporcie). Dyskusja tutaj toczy się w nieskończoność. Przytoczę chociażby Julkę od Murki która pojechała do DS w Częstochowie i teraz jest bazarek kilometrowy na opłacenie jej podróży. I na Igę można uzbierać. Powodzenia suniu! i powodzenia Pani!
  37. 4 points
    NO to jeszcze więcej dobrych wieści:) Miałam poczekać do jutra ale już nie wytrzymam- no MUSZĘ się z Wami podzielić! Nasza Roska w swoim domu prezentuje sie tak:)
  38. 4 points
    DZIŚ MIJA 10 LAT OD KIEDY JESTEM NA DOGOMANII!!!
  39. 4 points
    Pani ze zrozumieniem czytała ogłoszenie. Jeśli nie chce się ponosić kosztów transportu, trzeba było zamieścić info o miejscu pobytu psa. https://www.olx.pl/oferta/psia-ksiezniczka-psi-ideal-do-pokochania-juz-na-zawsze-CID103-IDr5tQz.html#9cacdbd6e3 Nie róbcie też problemu z tych szelek. Iga przecież powinna mieć swoje a nie śmigać w anecikowych ;) I szelki i czip to zabezpieczenie Igi, nie wygoda czy roszczeniowość pani. Można ewentualnie uzgodnić z przyszłym DS kto kupi te szelki i smycz. We wrocławskim schronie, w 2011 opłata za psa wynosiła 35zł. Oczywiście można wnieść jakiś dowolny datek. Sunia wysterylizowana, zaczipowana, zaszczepiona. Paliwo taniocha, ale można i autobusem za 1,50 /chyba. Poleciał chyba efekt domina, żeby jednak znaleźć minusy DS. Dajcie spokój, szkoda zdrowia. Cieszmy się z domu dla Igi. Następny miesiąc czynszu, to tyle co dojazd do domu, a ile więcej radości :)
  40. 4 points
    MALWA, niech Cie szlag nie trafia, bo szkoda takiej dobrej kobiety. Ja byłam na wizycie dzisiaj i dom dla starszej suni , jaką jest Iga , naprawdę jest odpowiedni. Ja decyzji nie podejmuję. Pani, która ma 70 lat jest żwawsza od wielu młodszych kobiet. Jeździ samochodem, w pełni sprawna i pełna życia. W razie potrzeby sunią zajmie się syn z synową. 70 lat , to nie koniec życia w dzisiejszych czasach. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ja mam 67 lat i nie wybieram się na razie do nieba.
  41. 4 points
    Jestem po wizycie u pań, która wypadła dobrze. Pani i jej mama żwawe. Zawsze miały zwierzaki, a psów głównie duże , często dogi. Są gotowe przyjąć Igusię w każdej chwili. Weterynarz jest ok. 100 m od ich domu. W pobliżu są tereny spacerowe.Panie chcą karmić sunię gotowanym i suchym . Omówiłam sprawę bezpieczeństwa suni tylko nie powiedziałam o adresatce. Wieczorem jadę do pana żoną, który przez telefon wydaje się być też sensowny.
  42. 4 points
    No to tak...O Kai napiszę więcej, jak ją zobaczę :) nie wiem tylko czy uda się w tą sobotę :( Jutro mam laserową korekcję siatkówki (w obu oczach) i po tym będę źle widzieć przez pewien czas, to nie wiem, czy dam radę pojechać na wizytę :(, jak nie w ta sobotę to jakoś w przyszłym tygodniu mam nadzieję, że się uda....ten zabieg wyszedł nagle - dziś byłam u okulisty i okazało się źle, lepiej nie czekać aż się pogorszy (lepiej już nie będzie niestety ..ale byleby nie było gorzej, a bez lasera może być gorzej z dnia na dzień...), a że do tego dochodzi ciąża to udało się załatwić zabieg na cito. No ale koniec prywaty - mam nadzieję, że wybaczycie mi ewentualną zwłokę z wieściami od Kajuni. Za to Faza...wiem, że ma jak pączek w masełku (a wiemy, że masło jest teraz w cenie!). Kocha ją cała rodzina - Agnieszka to wokół Fazy się rozpływa :P Faza nie jada już suchej karmy, ma gotowane jedzonko - ryż + mięso + suplementy według potrzeb (w głównej mierze naturalne - olej z łososia, jogurt z koziego mleka, jajka co jakiś czas...plus msm na wzmocnienie stawów, bo sunia ma bardzo dużo ruchu, ja się tak dobrze nie odżywiam :D ). Co do ruchu Fazy...codzienne bieganie po ogrodzie (bardzo dużym), plus codzienny spacer do teściów Agi i spowrotem (w 2 strony to jakieś 6 km) - jak oni wychodzą do pracy, to Faza z wielką radością wita teściów i idzie z nimi do ich domu, gdzie też uwielbia się bawić na ogrodzie, albo jak jest pogoda to ją biorą na spacer jeszcze na pobliskie pagurki. 2-3 razy w tygodniu Faza biega albo z Agą, albo z jej mężem, zaczynali po kilka kilometrów, teraz robią po 10 i Faza ma mało, po bieganiu jeszcze lubi na ogrodzie za swoimi sprawami poniuchać ;). A raz w tygodniu chodzi z Jarkiem (mężem Agi) w góry. Ostatnio w górach złapała ich śnieżyca...Jarek wrócił wykończony, a Faza jeszcze miała dojść i zanim poszła spać po wycieczce to się jeszcze w domu chciała bawić ;) Nie spuszczają jej jeszcze ze smyczy - tylko po ogrodzie biega luzem, ale płot mają porządny. Boją się, że Faza mogłaby za czymś pognać, to wolą ją trzymać na lince :). Faza uwielbia biegać po ogrodzie, zakopywać skarby pod tujami i ogólnie spędzać czas na dworze...ale często zagląda przez drzwi tarasowe, czy rodzina jest na swoim miejscu ;). Oczywiście w domu też spędza czas, ale Aga mówiła, że jak leży śnieg to Faza wciąż prosi o wypuszczenie na dwór. Czasem ją w domu przetrzymują, a czasem pozwalają jej być na ogrodzie tyle ile chce. W domu musi mieć jakieś zajęcie, bo jak jej nikt nie głaska, ani się z nią nie bawi w przeciąganie, to sama zaczepia do zabawy - np kradnie kapcie i z nimi ucieka, albo gryzie po palcach u nogi i patrzy się ze wzrokiem pt " no baw się ze mną!". Chyba, że już jest na prawdę zmęczona to się im układa na stopach drzemie, kiedy oni oglądają telewizję. Nie załatwia się już w domu, a noce im ładnie przesypia - szczególnie lubi spać w sypialni Agi i Jarka pod ich łóżkiem. Widać, że Fazunia bardzo kocha swoją rodzinę, choć jak mnie zobaczyła to się bardzo ucieszyła i od razu zaczęła mnie podgryzać :P Pojechałam do nich z moją Holusią (miałam zabrać Lichotkę, ale jednak Holunia lżejsza, więc łatwiej w razie czego byłoby mi ją do pociągu wsadzić, jakby sama nie chciała wejść). Holi poznała Fazę, Faza poznała ją, ale jak to i w domu było, tak i u Fazy po przywitaniu się każda poszła w swoją stronę :D. No i wieść na koniec...Faza dostała cieczki...więc teraz akurat skończyło jej się samopas latanie po ogrodzie, choć jeszcze plami, to i tak już wolą pilnować, czy nie szuka dziury w całym, albo czy jakiś psi adorator nie szuka sposobu na przejście przez płot ;). Jak jej się cieczka skończy, to za około 2 miesiące ją wysterylizują. Myślę, że lepszego domu dla Fazy nie mogliśmy znaleźć. Oni wszyscy (wraz z teściami) bardzo ją kochają, rozpieszczają, ale w granicach zdrowego rozsądku ;). Kilka zdjęć - nie ma ich dużo, jechałam sama, bez Patryka i nie brałam lustrzanki, tylko zwykły stary aparacik...poza tym jakoś 4 h u nich tak mi szybko zleciały, że nawet nie zauważyliśmy kiedy. w tle Jasiek, najmłodszy domownik w rodzinie Fazy, Faza go uwielbia :D ciągle kocha wszystkich podgryzać ;)
  43. 4 points
  44. 4 points
    Usiata

    Huzio już w swoim domku!

    Dzień dobry Kochani :) strasznie dawno mnie TU nie było, ale mam gorący czas w pracy i na przyjemności już go maluteńko, oj, strasznie. Alem się dziś zaparła, i koniec, basta!, kawusia na dogo być musi! i już! Kochani Fani, ostatnie wieści z domu Huzarka mam z sobotniego wieczoru - u naszego chłopca wszystko jest w najlepszym porządku, ciutkę schudł, ale obaj panowie z utęsknieniem wyczekują słońca i ciepła, żeby mogli się wreszcie codziennie dłuuuuuugo szwendać to i szybciej Huzio się zmniejszy. Huzarek jest ulubieńcem sąsiadów i wcale mnie to nie dziwi bo odkąd go znam to zawsze był baaardzo proludzki, kochany psiak *) *) jego nie sposób, nie kochać, co słyszę w każdej w każdej rozmowie z Panem Andrzejem. My także czekamy na słońce, żeby porobić Huziowi fotki i ucałować kochanego pycholka, a tymczasem Przyjaciołom Huzarka ślę serdeczne pozdrowienia od Pani Urszuli, Pana Andrzeja, Michasia i Huzarka :)
  45. 4 points
    Kochani, nie będzie mnie przez miesiąc w kraju ale to nie znaczy że zostawiłam niezaopiekowane "swoje" psiaki :). Ogloszenia Dolarka i Pomadki zostały przekierowane na kiyoshi bo ja nie będę w stanie za granicą odbierać telefonów. Gdyby ktoś zadzwonił, Iza będzie koordynować dalej tematem, Jeśli chodzi o Malwinkę to przed wyjazdem ustaliłyśmy z Hanią, ze Malwinka wróci do tej rodziny. Rozmawiałam z Panią i ustaliłam ze w poniedziałek Hania zawiezie Malwinkę do Państwa ale widocznie nie mogli się doczekać i chcieli wcześniej. Mąż tej Pani pracuje w Berlinie i w domu jest tylko w weekendy wiec może też chciał aby Malwina już była w weekend w domu, żeby ją poznać i się nacieszyć. Oby tylko zachowali środki ostrożności. Ja będę zaglądać na Dogo, nie zawsze będzie to możliwe abym robiła to codziennie ale kiedy tylko będę mogła to będę to robić :). Pozdrawiam wszystkich!
  46. 4 points
    "Krycha" za ucieczkę dostaje jeszcze prezenty! NO, no! Oby w tym małym łebku nie poukładała sobie, że to nagroda za jej wyczyny! A mówiąc poważnie - chyba powoli zacznie do niej docierać, że dom jest przystanią, której trzeba pilnować ze wszystkich sił, bo ciężko do niego wrócić. A do szelek przyzwyczai się szybko. I tak szczęśliwa, że nie za często coś tam przy niej majstrują. Powodzenia uciekinierko - miałaś naprawdę ogromne szczęście, pozwól by zostało na zawsze przy tobie na zawsze i nie kombinuj już jak "koń pod górę"
  47. 4 points
    Likunia dostała dziś pakę z prezentami od Cioci Anuli,- posłanko,dwa kocyki i pluszaczki...ogromne Dziękuję Anulko przekazuję od Liki i Włascicieli.
  48. 4 points
    AnkaG

    Funia ma swój wymarzony domek !

    Nasza parka - Sisi z lewej adoptowana prawie 3 lata temu (zlikwidowana pseudo) i Karim z prawej. Sceniacków fajowych nie będzie bo wysterylizowane psiaczki :)
  49. 4 points
    Malwinka złapana. Dziękuję po stokroć szafirkom, nie wiem co bym bez nich zrobiła. Idę teraz sobie poryczeć, na szczęście ze szczęścia.
  50. 4 points
    U Promyczka wszystko dobrze, inaczej już tu "bębniłabym"..hehe . Jestem w b. częstym kontakcie z p.Irenką. Promyk czuje się Panem w domku,..On musi być pierwszy głaskany, pierwszy do wyjścia na spacer, sprawdzić czy nie lepsze jedzonko koledzy dostali, pilnuje swojego domku. Mają swój rytuał jak cała Rodzinka idzie spać,...każdy ma swoje miejsce, swoją kolej ulokowania, każdy ma ulubiony boczek na którym zawsze tak samo się kładzie,..hehe.., a p.Irenka wtedy każdego przykrywa kocykiem, (czekają na to przykrycie,Promyś też! hihi)...no i głaskana jest duuużo na dobranoc,co Promyś uwielbia... wtula się potem i chrapie. Dziś p.Irence udało się "złapać" fotografa i na szybciutko Promyczka uchwycili. Serdeczne pozdrowienia od p.Irenki i Promyka.
×