• Announcements

    • Admin

      Regulamin Forum   12/31/16

      Dogomania na Facebooku
      https://www.facebook.com/groups/DogomaniaPL/    

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 12/18/16 in all areas

  1. - Rudy, draniu jeden, gdzie Ty się włóczyłeś ? Tyle ludzi się o Ciebie martwi, a Ty jakieś wycieczki sobie robisz ! - No co Ty ! Aż taki popularny jestem ? Wiesz, dorosły jestem, mam prawo do panny skoczyć ! Na to zrób mi parę zdjęć ( tylko ładne ! ), niech się ludzie nie martwią. Zęby mam ładne, prawda ?! Zmieniamy pozę, w innej pozycji też jestem piękny ! - No dosyć tego, trochę mi się spieszy ! - Rudy, ja tu jutro będę i Ty też masz być, zrozumiałeś ? - No dobra, skoro tyle ludzi się o mnie martwi, to będę się kręcił w pobliżu. A... i przynieś coś dobrego do zjedzenia. Ta głowa z karpia to wiesz... nawet wąchać mi się nie chciało... - Głowa sprzątnięta, jutro mielonkę z puszki dostaniesz. - No, to może być. Muszę iść, do jutra ! -Rudy ! - Nie martwcie się, wrócę.
    12 Points
  2. 11 Points
  3. No to ja podam Wam powód do otwarcia butelki szampana i upicia się !!! RUDY JEDZIE DO DOMU, DO WIOSNAA !!! A ponieważ to pies wyjątkowy i niezwykle inteligentny jedzie do domu mercedesem ! Widocznie Rudzik czekał na to auto bo inne nie zasługiwały na jego obecność w nich. Dzięki ogromnemu zaangażowaniu ludzi (którzy chcą pozostać anonimowi ) z różnych stron Polski, Rudy mógł dzisiaj opuścić to okropne miejsce, które dotychczas było jego domem. Przez trzy dni Rudy dał nam nieźle popalić. Tak jak pisałam to niezwykle inteligentny pies. Wystarczyło przestawienie kilku palet z miejsca gdzie sypiał i Rudy już tam nie wracał. WiosnaA była kłębkiem nerwów ale to Ona nadzorowała całą akcję i spisała się znakomicie ! Chcę Wam też powiedzieć, że przez te trzy dni nic nie zostało nam oszczędzone: mróz, śnieg, zimno, ślisko,bieganie w nocy za Rudym, który doskonale wiedział, że go śledzimy i robił sobie dłuuugie wycieczki oraz dziwne zbiegi okoliczności i spotkania z ludźmi z którymi akurat wtedy nie chcielibyśmy się spotkać ( przypadkowe spotkanie z Karmicielką o mały włos nie doprowadziło do klapy całej akcji ). Anula - upijamy się razem !!! Naprawdę jest powód ku temu !!! Ps. Wiadomość z podróży Rudzika: jest bardzo grzeczny ! No nie dziwię mu się, obok niego siedzi przecież WiosnaA, która zakochała się w jego oczach !
    11 Points
  4. Oneczko, taką,.... jak i większość wczorajszego dnia.....chyba stwierdził,że kanapa jest jednak lepsza od budy,
    9 Points
  5. Być może jest tak, że nie mam doskonałej umiejętności odczytywania intencji autorów postów pisanych na Dogo, ale wydaje mi się, że potrafię czytać pisaną treść posta. Autorka tego posta prosi o pomoc dla suniek i szczeniaków, bo decyzję co do życia szczeniąt już podjęła. Czy tylko ja to widzę? być może źle widzę? Dlatego zastanawiam się - skąd w ogóle powstała taka dyskusja? czy postępowanie jest zasadne, czy też nie? Jest prośba o pomoc - i albo się ją oferuje, albo nie, wedle woli Dogomaniaka i nie ma tu żadnego powodu do rozbijania prośby o pomoc na szerszą kwestię walki z bezdomnością zwierząt. Można pomóc, ale też mozna nie pomóc - wedle woli... W TYM akurat przypadku, poproszę o numer konta, bo prawdę mówiąc, też nie dałabym rady uśpić ślepych szczeniąt, będąc w takiej sytuacji, w jakiej była autorka posta. I tyle w temacie z mojej strony
    8 Points
  6. Morisek ostrożnie i powoli,ale robi małe kroczki do przodu.Za uszkiem pozwala się podrapać,nie chowa już tak głowy jak się na niego patrzy,bierze z ręki jedzonko.W obecności kilku osób (nawet jak jestem z córą we dwie),najczęściej śpi,leży.Jak jestem w tym samym pokoju nie wstaje żeby pospacerować,leży i obserwuje. Sam z siebie nie zrobił jeszcze żadnego kroku w moją stronę,pomimo zachęcania na różne sposoby,ale nie ma w nim już takiego ogromnego przerażenia jak było na początku. Morisek ma sunię (znajdę) do towarzystwa,którą na troszkę przyjęłam na DT ze względu właśnie na niego.Sunia bardzo grzeczna i Moriskowi się spodobała.Jak nikogo z nas nie ma na dole,to Morisek wędruje,zwiedza,kładzie się w różnych miejscach,ale na widok człowieka zaraz kieruje się na swoją kanapę. Raz udało się przypiąć jemu smycz i nawet chodził z nią dobę,ale później sam sobie ją odpiął-dosłownie.Smycz cała,nie przegryzł,karabińczyk odpiął,choć ma zapięcie solidne. Aha,. postraszył lekko kotka, jak ten chciał się poczęstować jedzonkiem z mojej ręki z której jadł właśnie Morisek.
    8 Points
  7. a więc wieści: Erguś tę noc spędził już na wersalce ze swoją Pańcią. na kocyczku rozłożonym na pościeli. Opwieść usłyszałam taką, że wlazł, położył się z głową na nogach swojej pańci, a jak go zaczęła głaskać, to się rozpostarł na całego i tak przespał całą noc. :). Uwielbia ludzi, zapoznaje się ze wszystkimi b. chętnie. Na spacerze podchodzi do każdego napotkanego człowieka. jest tak miły, że ludzie się go nie boją :). Wszyscy sąsiedzi bardzo go już dobrze kojarzą, Niektórzy traktują go jak kontynuację Onyksa (Murzyna), którego wydałam do adopcji ponad 10 lat temu i który zmarł w zeszłym roku. Choć Onyks był inny - lękliwy bardziej i nie lubił samców. Ergo natomiast bardzo przyjaźnie reaguje na wszystkie psy. Bawił się dziś z małą suczką na wybiegu, warknęła trochę na niego,bo wiadomo on wielki i niezbyt delikatny. :) Pierwszego dnia chodził za pańcią krok w krok, dziś już więcej leżał. :) Kocha coś gryźć, dlatego też dzis zaliczył weta, bo pani martwiła się, czy nie zjadł kawałka piłki. Dostał rozkurczowy zastrzyk i na poslizg. Kupki normalne robi, siku też, Wszystko na zewnątrz. Nie nabrudził ani razu mądry piesek. Dziś ma lekką dietę przez epizod z piłką, zaczął rozgryzać koc, więc dostał do gryzienia wielką surową marchew, chrupał ją bardzo zadowolony. Jutro pani idzie z nim do weta swojego ponownie, by sie zapoznał z historią jego leczenia. leki Ergo przyjmuje bez problemów. Łapy nie rozlizuje i łapy jak usłyszałam "są piękne"/. Oglada się za samochodami trochę, a jak Pani puściła filmik z głosem Murki, to przyleciał zaraz i jej szukał. :) Pani już go spuszcza na ogrodzonym wybiegu, bo trzyma się jej bardzo. Dziś gdy kolezanka trzymała go przed sklepem, gdy pani weszła po chleb, cały pysk przyklejał do szyby i wypatrywał gdzie jego Pańcia. Tak więc on wie już wszystko :) Przepraszam, że piszę trochę nieskładnie i z literówkami, ale mam mnóstwo zajęć i jestem w biegu, Tylko dwa z moich pięciu psich staruszków są względnie zdrowe.
    8 Points
  8. U nas dom duży i na stałe mamy 9-10 psów. Dokoptowanie jeszcze paru to już kwestia ustawienia paru kenneli, wykorzystanie łazienek itp. Podstawą jest, aby każdy pies miał bezpieczny kącik, było mu miękko, ciepło, żeby miał dostęp do wody i jedzenia. Dodatkowi lokatorzy wychodzą na ogród osobno. Mamy już paroletnie doświadczenie w takich akcjach i zawsze zadziwia mnie jak psy potrafią się zachować, mimo, że ciasno - nie ma awantur. Najwspanialsze uczucie to kiedy już wszystkie psiaki są zabezpieczone, wyspacerowane, jest godz. 2.00-3.00 w nocy i można położyć się spokojnie spać. I mimo, że w domu pełno psów, to zamiast szczekania słychać tylko pochrapywanie:)
    8 Points
  9. Strasznie się cieszę, że Ergo ma dom:) Był u nas dokładnie 2 lata! Od piątku wieczorem był u nas w domu, wykąpałam go i wysychał sobie w łazience. Miał jechać w sobotę rano do Krakowa, ale koszmarny mróz -23 spowodował, że nasz niezawodny psiowóz odmówił współpracy i nie chciał zapalić. Po parogodzinnej walce przełożyliśmy wszystko na niedzielę. Akumulator poszedł do ładowania na całą noc a rano TZ podgrzał także grzałką silnik. Ergo został w łazience, po początkowym jojczeniu był bardzo grzeczny. Co więcej - jak wypuszczaliśmy go na ogród to po paru minutach sterczał pod drzwiami i piskał, żeby go wpuścić z powrotem:) Taki podwórkowy pies z niego:) Ogólnie mieliśmy wesoły weekend, bo z powodu wysokich mrozów mieliśmy nie tylko kłopot z uruchomieniem psiowozu, ale także masę pracy z psiakami. Skutkiem tego w domu na noc mieliśmy 16 psów, resztę ulokowaliśmy w boksach wewnętrznych. No, ale najważniejsze, że jakoś przetrwaliśmy tą zimnicę, a Erguś jest już w domku:) Dziękujemy za miłe słowa, ale nie uważam, abyśmy zrobili coś nadzwyczajnego, a tylko to co do nas należało. Podwórkowy pies nasłuchuje czy ktoś drzwi nie otwiera przypadkiem;) Ostatnie przygotowania do wyjazdu: I już gotowy do drogi! A tu jeszcze filmik jak Ergo polubił samochodem jeździć - jak tylko silnik jest zapalony to już kombinuje jak się dostać do środka:)
    8 Points
  10. Wy róbcie tam swoje,a ja śpieszę z nowościami , Morisek WYSZEDŁ z klatki przy mnie!..co prawda stałam kilka metrów od niego,ale cieszę się jak nie wiem co. Kurczak i ciastka działają.Porozkładałam ścieżkę,najpierw w klatce i obok ,później dalej. Powolutku zaczął się wysuwać i kilka razy wyszedł calutki na metr od klatki!...zjadł i oczywiście się schował z powrotem.
    8 Points
  11. Czwartek Jamor już zdaje relację mi na spokojnie...umawiam się,że pojedzie raz jeszcze.....i znowu czekanie...organizowanie i przygotowywanie "pola" żeby akcję zakończyć w końcu sukcesem....Jamor chce dodatkową zasadzkę,żeby ktoś przygotował,pisze nawet ogromną instrukcję jak to zmontować,ale brak człowieka...jest ciężko,sto telefonów nie pomaga,..znieczulica w tym mieście,a dziewczyny same nie zrobią,shoto mąż chory... Jamor swoje kontakty próbuje uruchomić...jednak udaje się i Tyśka znajduje chłopaka,który to zrobi...w niedzielę chłopak montuje..uff...znów ruszamy we wtorek na wieczór...Rudy jest sprytny i Jamor chce więcej mieć czasu na niego...może po nocy się uda,....nerwy nie ziemskie u wszystkich,bo Rudy w odległe tereny zapuszcza się częsciej,a w budzie już nie nocuje wcale...i choć tych gwoździ w niej już nie ma i słomą jest wyłożona to czasemdziewczyny widzą jak leży na ziemi....przychodzi w porze jedzenia albo i nie przychodzi...dziewczyny jeżdżą na zwiady dwa razy dziennie...i sto myśli nam się kłębi po głowach....Wola Boska!.... Jamor na miejscu we wtorek...śladu po Rudym nie ma..są, ale stare sprzed blisko doby...pobliskie okolice przeczesuje i czysto..w środku nocy zapuszcza się w dalsze tereny...raniutko namierza Rudzielca...trzepie kilometry za nim ogromne...łata dziury i stawia płoty w dwóch namierzonych posesjach z suniami z cieczką,bo właśnie z jednej Rudy przez dziurę mu czmychnął...posesje przygotowane,właścicieli zgodę ma również..jest już południe...współczuję i żal mi już tego Chłopa...żal suni dogowej-szkielet! na łańcuchu spotkanej przez Niego...Rudy cały czas łazi,a Jamor za nim....wszystkie drogi Rudego Jamor rozszyfrował,dobrze go poznał,ale chwicić nie ma sposobności...strzelić i owszem,bo blisko godzinę siedział na ulicy i patrzył na Jamora,ale miejsce niebezpieczne...obsikał mu nawet kilka razy samochód...jest znów ciemno i Jamor już myślał,że się udało,że ma ancymona na tej jednej z posesji,z siatką się udało,....ale po czasie patrzy,że łapy białej nie widać... to nie Rudy a inny kundel z nim walczy w siatce...zawód i złość,ale co zrobić....sieci już poplątane, noc się zbliża i Jamor odpuszcza, musi wracać do domu...15-16 godzin dziś dla Rudego poświęcił jak nie lepiej...nie wiem skąd ma tyle sił w sobie.. .Rudziczek zostaje...... Trafiłam na ten wątek przypadkiem i los tych psów nie dawał mi spokoju z każdym dniem coraz bardziej,a już Rudy ujął tak mocno jak dawno żaden pies. Po prostu mi szkoda ich bardzo i wiem,że wielu z Was również ich los leży na sercu. Przynajmniej spróbować im dać szansę,taką jak inne psy dostają. Zdaję sobie sprawę,że wiele osób może mieć inne spojrzenie co do pomocy akurat tym psiakom z powodu kosztów jakie są poniesione,ale wiem też,że wielu z nas w razie choroby ratowałoby/ratuje własnego psa nie licząc się (albo i licząc poprzez zadłużenia) z finansami i nieba by przychyliło,żeby psiak tylko wyzdrowiał. Rudy,Tinka i Lisek są niczyje i nie mieli nikogo,kto by o nich walczył...Tyśka pokazała je światu, w ich imieniu prosząc o pomoc. Jeszcze raz chcemy spróbować... Jamor zna drogę Rudego, sunie z cieczką przynętą . Będę robić bazarki choćby do następnego grudnia,żeby pomóc dla niego.
    8 Points
  12. Dziś żegnając się z Białogonkowem pięknie prezentuje się Pucuś ;) Pucuś dostał niebieską, twarzową wyprawkę ;) Przed nami bardzo długa droga w stronę Pucusiowego domku . Wyjeżdżamy o 6 rano. Częśc drogi jadę ja z Pucusiem , potem większą część pokonujemy razem z Mirkiem ( Mężem Dorot) i spotykamy się z Rodzinka Pucusia we Wrocławiu . Potem już Pucuś pojedzie z Panią Terenią i Panem Mieciem daleko pod Niemiecką granicę . Ciężka trasa przed nami ale jestem pewna że warto :) Pucuś będzie miał najprawdziwszy domek w którym jeszcze do niedawna mieszkała jego mama :)
    8 Points
  13. Dlaczego nie założyłaś im wątku. Może kilka udało by sie uratować? Niejednokrotnie zastanawiałam się co nam daje prawo decydować o życiu lub śmierci. Jaka jest granica po przekroczeniu której szczeniak ma prawo do życia ? Kiedy przekraczamy granicę ratując 18-letniego ślepego psa lub wydając po kilka tysięcy na operację chorego bez gwarancji , że przeżyje. Stajemy się ręką Boga!
    7 Points
  14. Ten jest najlepszy...pakuje się na umór do Moriska...na początku Morisek odskakiwał jak przechodził,siadal koło niego,ale teraz w miarę jest ok. Kot lubi przy psach leżeć i do Moriska pewnie niedługo zechce się przytulić. Wszyscy terapeuci....pozostała moja dwójka sama potrzebuje terapii póki co.
    7 Points
  15. Mortes

    Uratujmy Jędrzeja

    Piękny Jędruś pozdrawia :)
    7 Points
  16. Kochani, dziękuję za tyle ciepłych słów w moją stronę,ale na prawdę nic sama bym nie zdziałała, gdybym nie dostała wsparcia od wielu osób. To jest zasługa na prawdę dużego grona ludzi i wsparcie z Góry,że nam się udało. Jesteśmy już w domku. Morisek- od dziś takie imię dostał od nas dawny Rudy.Ma nowy rozdział w życiu więc i imię nowe. W podróży nie mieliśmy z Nim żadnego problemu, siedział cichutko i zmieniał tylko boczki do leżenia. Noc dziś spędza w garażu-ma tam ciepło,leży posłanie, porozkładane koce,duża otwarta klatka z materacem-do wyboru,niziutki duży karton pełen piasku gdyby chciał siku,oczywiście pyszne jedzonko i woda.Jak wnieśliśmy do garażu,to siedział bez ruchu w małej klatce której podróżował i pewnie się czuje jakby porwali go kosmici.Przed chwilą zajrzałam do niego i zwiedzał już garaż,jak zagadałam to stał i słuchał.Zajrzę jeszcze,ale dziś dam mu spokój,niech odpoczywa. Jak już wiecie Morisek mnie ujął najmocniej z całej trójki i Jego los leży mi ogromnie na sercu.Dlatego też zdecydowaliśmy wspólnie z mężem,że damy mu dt.Przynajmniej spróbujemy. Pies jest dziki,bardzo bardzo mocno boi się ludzi i tylko przebywając blisko człowieka może się uda to zmienić.Mamy taką nadzieję. Murka gotowa była przyjąć Moriska,ale ma sporo pracy z tamtą dwójką i w czasie podróży uzgodniliśmy jeśli w podróży nie będzie problemów,to zabiorę na razie jego do siebie. Nie wiem czy dam radę,czy podołam wyzwaniu,ale będę się bardzo starać,żeby się poczuł bezpiecznie i nie żył już w ciągłym strachu jak było do tej pory. Na dzień dzisiejszy nie wiem również jak długo Morisek będzie mógł mieszkać u mnie,ponieważ od wielu spraw to zależne,ale o tym już później. Złapanie Moriska,to było mega,mega wyzwanie.Aż sama nie dowierzam,że się jednak udało. Szukałam pomocy i udało się znaleźć Wspaniałych Ludzi,którzy nie odmówili pomocy i zjechali się do Tomaszowa z różnych stron Polski z bardzo,bardzo daleka.Nie chcieli jednak by o nich pisano,chcą być anonimowi, dlatego też nie mogłam nic pisać o naszych planach. Dziś już jestem strasznie zmęczona i pozwólcie,że szerzej o akcji napiszę jutro,a dziś tylko w skrócie. Jamora tym razem nie było. Moriska udało się złapać na strzał oddany we wcześniej zbudowanej przez nas ogromnej "budzie" w której się znalazł. Człowiek,który celny strzał oddał jechał z drugiego końca Polski(dosłownie).Zrobił,to całkowicie Gratis!Chce pozostać anonimowy i ja to uszanuję. Ludzie,którzy przyjechali również z daleka, z odległych stron kraju,żeby przygotować teren i całą resztę do akcji zrobili to także gratisowo. Napiszę tylko,ze Kłaniam się Im bardzo nisko i jestem Wszystkim Ogromnie wdzięczna! Było nas 9 osób. Koszta tej akcji jaki poniosłam,to koszt pokoi jakie musiałam wynająć dla 8 osób.Część z nas było 2 noce.Zapłaciłam 330zł,ale nie wzięłam żadnego rachunku i tę sumę muszę wziąć na siebie robiąc jakiś bazarek. Myślę,że dziewczyny z Tomaszowa,które znają Morisa potwierdzą,że nie poradzilibyśmy gdyby nas było mało. Za nasz dojazd i powrót z Moriskiem mąż ma zapisane km i paragony z cpn. Mąż padł już,a ja idę jeszcze do Moriska i również uciekam. Podziękuję bardzo mocno cioci elficzkowej za nieocenioną pomoc na miejscu i całokształt! Dla Tyś(ki),że pokazała światu Te psiaki i że na własne oczy mogliśmy zobaczyć jaki jest ogrom problemów tam u Nich! Dla shoto,za pierwsze akcje i pomoc Jamorowi! I ogólnie Dziewczynom,że psiaki z głodu nie poumierały! Dla Wszystkich odwiedzających wątek za wsparcie finansowe,psychiczne ,rady i mocne kciuki!
    7 Points
  17. Kochani! BARDZO BARDZO WSZYSTKICH WAS MOCNO PRZEPRASZAM!,że musiałam posunąć się Aż do kłamstwa, ale sytuacja w pewnym momencie do tego zmusiła! Jednak po dzisiejszym dniu, dzięki dyplomacji i darze przekonywania cioci elficzkowej z wielką ulgą mogę Wam napisać na czym stoimy...dla mnie okropne to było ,że nie mogłam z Wami wszystkim tutaj się dzielić. Nie mam superowych Wam wiadomości,po części tylko......Tinka i Lisek bezpieczne, Rudy niestety jest wciąż na wolności. Nie umiem ,i zresztą nie mogę w dwóch słowach napisać,bo sytuacja była skomplikowana i problemy złożone,no i dotyczy dużych finansów,dla trzech psiaków na życie. Dziewczyny pewnie od siebie coś jeszcze napiszą i długie czytanie Was czeka. Jamor nie odwołał pierwszego terminu z 14.12. Akcje dwie mieliśmy. Wczoraj i dziś była druga,ale pomimo ogromnych wysiłków Jamora niestety bez powodzenia. Z pierwszej można by film sensacyjny nakręcić. Nie mam lekkiego pióra więc choć skrótowo i co najważniejsze opiszę. 1. Zaczęły się schody jak elficzkowa powiedziała dla starszej Pani dokarmiającej,żeby psom jeść we środę nie dawała i do nich nie przychodziła,bo będziemy je łapać....Na tę wieść Pani ogromnie się wzburzyła i słyszeć nie chciała o żadnym łapaniu...nie pozwoli i koniec!..ani jej córka nie pozwoli!..wręcz z awanturą do elficzkowej!...wątek był czytany,bo Panie wiedziały o naszych ruchach i Ta pędem roztrzęsiona do mnie dzwoni...na tym temat Pań już zakończę i więcej nie wrócę..i wszystko jest na dobrej drodze dzięki elficzkowej. Nogi mi się ugięły....telefon do Jamora o całej sprawie ,że może być jazda,no i że psów już w niedzielę nie było widać...uzgadniamy późną nocą z Jamorem ,że wyruszy we wtorek na wieczór (w dzień nie mógł)...zaklepujemy z nim hotel żeby choć trochę mógł kimnąć...w międzyczasie setki telefonów do dziewczyn na miejscu...shoto w pogotowiu ma być od chwili wjazdu Jamora do miasta...Murka z Mężem w najwyższej gotowości! - Wam za te akcje,za Waszą Dobroć,będę wdzięczna dozgonnie! Na wątku w niedzielę piszę,co piszę...muszę,bo jak wyżej......dni są wiecznością! Wtorek wieczór Jamor przyjeżdża na miejsce,shoto w pogotowiu...ale Jamor od razu sam namierza psiaki i shoto nie musi przyjeżdżać...widzi Rudego w budzie (później się okazuje,że spał tam na 5cm sterczących! gwoździach/wkrętach) Tinka i Rudy idą jednak sobie na spacer...łapie więc najmniejszego Liska...jest po pierwszej w nocy...i nie ma kto przejąć liska!..Jamor mówi mi szukać kogoś...ostatecznie,że weźmie do hotelu,gdzie sam spać będzie i kocem klatkę nakryje,. niektórzy z Was znają "gadki" Jamora...lipa jak diabli myślę, Dzwonię w środku nocy do Murki,wiem,że nie śpią,czekają ...nie ma sprawy,mąż się szykuje....kurcze,trochę długo to potrwa zanim dojedzie,a Jamor zmęczony i czekać trzeba....budzę elficzkową i ratuj kobieto!..ratuje,Jamor sam kilka km wiezie liska do Jej garażu...uff..w międzyczasie odwołuję przyjazd Męża Murki....Jamor idzie odpocząć,ale nie pośpi,..bo shoto myślała,że on poluje i 5 rano go budzi...,no więc wcześnie znowu startuje...rozkłada sieci i stawia klatkę ....już prawie ma Tinkę,ale buch, wpada tam jej adorator!...kurcze,zawadza jak diabli Jamorowi,sadzi na niego....ale to pikuś!,..bo kolejny sms Jamora zwalił mnie z nóg....9 rano, biały dzień,na 10 min odszedł w inną stronę za psami...i w międzyczasie Ukrainiec zakosił Jamorowi ogromne sieci!!!.....makabra!!! Jamor gna na granicę,po trasie list gończy za ukraińcem wysyła do policji, i czeka na mecie na złodzieja!....policja w stan najwyższej gotowości postawiona!..chwała policjantom!,złodziej namierzony!!,.ma sam odwieźć co ukradł na miejsce!!...Jamor wraca z granicy na miejsce psów i czeka,aż złodziej odwiezie te siatki...w międzyczasie łapie Tinkę i też zawozi do elficzkowej...ufff-jest już dwójka...Rudy sam krąży,jest głodny,i Jamor capnął by go już ze dwa razy,są szanse,ale nie ma czym,..klatka wciąż stoi i Rudy prawie wszedł do niej,ale nie całkiem,bo brzdęk go wypłoszył....Jamor czeka...ściągam już męża Murki,jedzie,jest ślisko...z siebie wychodzę,dla mnie minuty jak godziny,ale ja się nie liczę....dzwonię do shoto,może już coś wiadomo,nic...czekają i siedzą już żartują z Jamorem -shoto mówi,że przeprowadzać się będzie do Warki..hihi...ważne,że złodziej wiezie siatki!,....wszyscy czekamy,..oni widzą biednego Rudzika,a złodziej się wlecze i wlecze!,.daleko już widać dał dyla!...oby szybciej,oby choć dowiózł!...no chyba wiezie do licha we właściwą stronę?,myśl mi przychodzi...ale tu też była jazda i szerszy temat...łeb pęka,bo to Rudzik i jego oczy właśnie mnie tu ściągnęły...koszmar!..Jamor ma sytuacje do złapania,ale bezradny..strzelanie przecież odpada....uff,są siatki!....ale jest po 15, pora późna i Rudy już se gdzieś poszedł...Jamor jednak rusza do akcji...Boże dopomóż nam!...mój telefon czerwony......nie jest łatwo z Rudziem,bo skąd biedak ma wiedzieć,że to przyjaciele,a nie oprawcy są za nim....godziny lecą,noc ciemna,a mi zawał już grozi...Jamor pewnie wypruty,-myśli o Nim przychodzą....złodziej namieszał,czas cenny i okazje na Rudego nam zabrał,złość bierze wszystkich...shoto zziębnięta już jedzie do domu po ciężkim dniu... przekazuje mi info,że Jamor już szans nie widzi,ale jeszcze się trochę przyczai...mąż Murki pół dnia w Tomaszowie i z dwójką również jedzie do domu zahaczając o weta po drodze,bo czekał na nasze psiaki....Jamor zostaje na placu boju,ale na pusto...okolice 23 jedzie zmęczony okropnie do domu..Rudzik zostaje samiutki...serce na milion kawałków mi pęka...przez złodzieja tyle godzin stracone i pies niezłapany przez niego! Nie zostawię Rudziczka na pastwę,to już postanowiłam sobie jak tylko go zobaczyłam...tak strasznie szkoda mi jego. cdn.
    7 Points
  18. Czarnuszka już u mnie. Dwa razy była na dużym sioo. Ładnie chodzi na smyczy. Chciałam ją zostawić w kontenerku aby odpoczęła po sterylce ale strasznie płacze. Obecnie leży na kanapie nakryta kocykiem. Trochę się zdrzemnęła i cichutko popłakuje przez sen. Cały czas sprawdza czy jestem. Na pewno była psem domowym. Wie, że na kanapie najlepiej. Podsadziłam ją powolutku i od razu się umościła na kocykach. Wstawiam dwa zdjęcia zrobione telefonem
    6 Points
  19. Bardzo dziękuję za miłe słowa.Tak, zajmuję się kotami, zawsze mam stado tymczasów w domu, ale zwierzęta lubię od zawsze.Chciałabym mieć psa, bo inne są relacje z nimi, ale nie da się mieć wszystkiego.Psy mnie lubią, ufają mi, znam chyba wszystkie na moim osiedlu.Z kilkoma odwiedziłam weta, bo opiekunowie, starsze panie zazwyczaj nie zauważały problemu.Jedna sunia miała tak zapchane gruczoły okołoodbytowe, że aż zrobiły się odleżyny.Doman, który był u Murki, wcześniej nazywał się Demon i mieszkał w melinie pijackiej.Był tak zapchlony, że brakowało mu łap, aby mógł się skutecznie drapać.Zaopatrzona w psikadło na pchły i kleszcze, tabletki na robaki oraz kilka puszek zapukałam do drzwi owej meliny.Wcześniej się przeżegnałam, oczywiście.Zrobiłam co było trzeba, nawet zaproponowano mi kawę (!).Długo by pisać, ale ludzi eksmitowano, Demon został interwencyjnie odebrany i od Murki trafił do domu.Nawet go nie poznałam na zdjęciu.Dom ma też Chałwa, którą podkarmiałam przez jakiś czas, kiedy była bezdomna.Też od Murki pojechała do fajnego domku.Nigdy nie podejmowałam spektakularnych działań, bo nie mam możliwości, ale na pewno kilku stworzeniom poprawiłam jakość życia i to mnie cieszy. Codziennie, niezależnie od pogody jadę na rowerze ok.6 km, aby nakarmić bezdomniaki.Wszystkie dawno już wyciachane.A jakie są śliczne, zadbane, naprawdę.Nie ma ani jednego bezdomnego kota w mojej okolicy.To wszystko wymaga pracy, czasu i pieniędzy.Nie pomogę wszystkim stworzeniom, to niemożliwe, ale robię, co mogę.I to też dzięki pomocy Przyjaciół, za co dziękuję nieustająco. Nie wyloguję się z dogo.O Ergo będę czytać, mam też sentyment do kilku psów, które poznałam i których losy mnie obchodzą.Tak łatwo więc się mnie nie pozbędziecie.
    6 Points
  20. Erguś ma dom! cudowny, sprawdzony, znany mi, bo wiele lat temu wydałam tam innego psa, który zmarł jako sędziwy staruszek w grudniu dwa lata temu. dziękuję ogromnie wszystkim, którzy przyczynili się do obecnego szczęścia Ergo: zaczynając w kolejności chronologicznej ewkar, terra, które zaczęły alarmowac o jego losie, agat, która jechała ze mną na interwencyjny odbiór psa. Dziękuję PRZEOGROMNIE Murce i jej mężowi za wspaniałą opiekę, za profesjonalizm w tej opiece i za serce :). Ergo - jego obecna kondycja, piękno, zadbanie to najlepsza dla mnie wizytówka hotelu Murków i pies miał ogromne szczęścia, że trafił do ludzi takich właśnie. Został wspaniale przygotowany do adopcji, wyglądał przecudnie dziś: czyściutki, wyczesany, odżywiony, zadowolony, radosny, kontaktowy. :) Przyjechał ze wspaniale prowadzoną książeczkę zdrowia, pełną dokumentacją medyczną, rozpiską leków i torbą tychże leków. TAK powinien postępować każdy hotel dla psów. Będą zdjęcia i filmy, Ale najpwier od Murków, by wydarzenia ostatnich dni uzyskały chronologiczną dokumentację. Dziękuję wszystkim deklarowiczom, darczyńcom i wszystkim prawdziwym przyjaciołom Ergo, którzy życzliwie interesowali się jego losami, doradzali itd. byli na wątku by wesprzeć mnie i innych przyjaciół Ergo dobrym słowem. . Nie podaję nicków, bo tyle ich jest... ale jolantinę i terrę i ewkar mar gajko to jednak muszę wyróznić za ich trudy bazarkowe dla Ergusia i agat i topi i inne osoby za piekne fanty, za obecność, Dziękuję z całego serca, tym bardziej, że mając w domu gromadę chorych psich staruszków nie dałabym rady sama tych bazarków ogarnąć. :). Przepraszam jeśli kogoś pominęłam. Dziś świętujemy w gronie przyjaciół ten wspaniały dzień. Ergo od dziś w domu, :) Ergusiu wiem, że będziesz szczęśliwy. Tego właśnie chciałam dla Ciebie. :)
    6 Points
  21. 6 Points
  22. Chyba niezbyt uważnie obejrzałaś wczorajsze nasze filmiki. U nas też. rozi,jak miałaś dzikiego psa,to napisz mi w jaki sposób go oswajałaś?Może skorzystam z Twoich rad,..może być na pw. Kto ciężko pracuje,to jeść musi,....telefon źle trzymałam i kompa trzeba obrócić,
    6 Points
  23. Tak zastałam jak zeszłam na dół....nie uciekał do budy jak mnie zobaczył...wróciłam na górę po telefon,zeszłam z powrotem do niego,zrobiłam zdjęcie...posiedziałam trochę,cały czas leżał na kanapie, zgasiłam światło i Morisek śpi w końcu wygodnie. Mądry z niego piesek...na podłodze przy budce leży koc,położyłam z myślą,że może kiedy zechce sobie tam się położyć,a On od razu wybrał właściwą miejscówkę..hihi
    6 Points
  24. Morisek zjadł kolację z miseczki przy mnie poza klatką. Bardzo się boi i chodzi delikatnie na paluszkach,ciągle mnie obserwuje,ale zdecydował się ruszyć pupcię.
    6 Points
  25. Hendra

    Przygody komarzycy Haliny

    Życzę wszystkim zdrowia – byście spędzali każdy dzień w komforcie i radości; życzę miłości przyjaciół i rodziny oraz spokoju w głębi serca; życzę także obcowania z pięknem natury – abyście się cieszyli cudami świata; życzę mądrości w wybieraniu priorytetów – wyboru rzeczy, które naprawdę liczą się w życiu; i szczęścia,szczęścia i jeszcze raz szczęścia
    6 Points
  26. Hendra

    Przygody komarzycy Haliny

    Mam nadzieję że wiedzą jak używać onych.Jeżeli nie ,tu instrukcja
    6 Points
  27. Poker,dokładnie tak..nie wszyscy,ale znaczna większość z nas była grupą psiolubnych "wariatów". Z grubsza troszkę relacji . Z opowieści Jamora wiedziałam, że obszar po jakim poruszał się Moris był bardzo rozległy.Nie znając bliżej zwyczajów Morisa,ani terenu miasta, na wstępie założyliśmy,że w małej grupie nic nie zdziałamy. Przy wcześniejszym łapaniu strzał nie był możliwy zupełnie,zbyt duże ryzyko.Uzgodniliśmy,że trzeba wykorzystać i przygotować te tereny częściowo ogrodzone i opcję strzału wziąć pod uwagę.Okres po Świętach,kiedy ruch jest mniejszy w tej okolicy miał duże znaczenie,wygodniej też było w tropieniu i rozpracowaniu kryjówek Moriska.Jak się później okazało było ich bardzo wiele. Całość tej akcji zorganizowała się wręcz expresowo. W biegu kupiłam dużą klatkę dopasowaną do mojego samochodu,który się zepsuł po przejechaniu 70km i trzeba było zawracać do domu,przepakować do samochodu męża,zmienić klatkę na mniejszą i dotarliśmy już jako ostatni. Nieustannie tropiliśmy Morisa,poznawaliśmy jego drogi poruszania,robiliśmy zasadzki,uszczelnialiśmy ogrodzenia na placach i zbudowaliśmy dużą "budę" gdzie była sterta żelastwa,bo tam Morisek najczęściej sypiał i odpoczywał.Właśnie To miejsce uznaliśmy,że będzie najlepsze żeby go złapać.Morisek uważał jednak inaczej i przestał tam przychodzić. W kolejnych kryjówkach,gdy my tylko coś "ulepszaliśmy",to Moris od razu udawał się w inne.To było niesamowite,że nawet najmniejsza zmiana powodowała, że "nowość" zaraz wyczuwał i tam już nie wracał. Z wielkim bólem,ale nie dostawał jedzenia w miejscu wcześniejszej stołówki i uparcie kładliśmy pachnące rzeczy do dużej "budy",że się przełamie i z głodu zacznie tam wchodzić.Jednak nie wchodził.Traciliśmy powoli nadzieję z "budą",traciliśmy Moriska z oczu wiele razy,wiele razy nas zmylił i w pole wyprowadzał.Nauczył się tego widać perfekcyjnie,żeby móc odpocząć i przetrwać tyle lat.To bardzo czujny i inteligentny pies. Była sytuacja.że mieliśmy Moriska na zamkniętej posesji,ale ogrodzenie blisko 1,50m nie było jemu przeszkodą. Mróz,śnieg,mordercze kilometry i godziny na nogach dawały porządnie w kość wszystkim, o nerwach nie wspomnę.Przemoczeni,zziębnięci po kilku godzinach snu ruszaliśmy dalej reperować płoty,robić barierki i mieć na oku Moriska. Udało się,z głodu ,zmęczenia zaskoczył. Zbliżała się zerowa dla nas godzina,wszyscy na stanowiskach wcześniej rozdzielonych i przyszło najgorsze....ostatnie minuty,jesteśmy tak blisko.... Dzwoni telefon.....babcia z rowerem!...słabo....lepszej godziny do karmienia wybrać nie mogła....masakra!....elficzkowa ratunku!...pędzi ratować wszystko!...babcia cwana,zauważa nasze "uszczelniacze" ,wypytuje,podejrzewa łapankę,znów jej się "odwidziało"... stoi 20 minut!...a my już się tylko modlimy,żeby chociaż elficzkowej udało się zmylić,bo na prawdę i prośby czasu nie ma...jeśli zagwiżdże,Moris wyleci i wszystko spalone.....w tamtej chwili ja bym słowa z siebie nie wydusiła.....udaje się elficzkowej!...babcia opieszale,ale się jednak oddala... Zaczynamy...10 minut i mamy Moriska! Teraz jak to piszę,to mi znów ręce latają....."Widmo" babci i Jej córy po telefonie elficzkowej od początku nad nami wisiało,że wpadnie i psiaki rozgoni. Jeśli ktoś wcześniej nie zrozumiał dlaczego data Jamora była ukryta...właśnie dlatego.Pisać nie mogłyśmy,bo wątek czytany i nam groziła,że nie pozwoli psów zabrać,rozgoni...na wieść o tym sam Jamor powiedział,że babcia z miotłą przywitać może. Do ostatniej chwili było pod górkę,co rusz jakieś problemy,ale to już mamy za sobą. Złapanie Moriska było trudne,ale wyprowadzenie jego na prostą nie wiem,czy nie będzie jeszcze trudniejsze. Dlatego zwracam się do Was znów z wielką prośbą,tym razem o trzymanie kciuków za Moriska i za mnie.
    6 Points
  28. 6 Points
  29. Poker

    RUDA FOKSIA u nas w BDT.

    Parę godzin temu przywiozłam do nas sunieczkę ze schroniska , w którym były tez Karmelek i Gigunia. Spotkałyśmy się z ewu na stacji benzynowej między Opolem i Niemodlinem. Sunia była grzeczna w drodze. W domu wypuściliśmy ją z kontenerka. Na razie nie wprowadzaliśmy jej do stada. Cuchnie przeokropnie. Na jedzenie rzuciła się , na wodę też. Dałam jej z ręki smaczek, zjadła, nawet polizała palec. Delikatnie ją pogłaskałam pod bródką i po boczku. Zrobiła koo jak zbity piasek. Chyba była karmiona kośćmi. Dajemy jej chwilę na oswojenie ,ale wieczorem spróbujemy ją wykąpać przed wprowadzeniem do stada. Jest większa od Gigi i wzrostowo i wagowo. Cała rodzina i przyjaciółka z Kanady uznały ,ze pasuje do niej imię Foksia. Imię wymyślił mąż. Nie miałam wyjścia jak się nie poddać wszystkim. Mamy więc w DT Foksię. Zapięłam suni obróżkę bez problemu i wyszłyśmy na ogródek . Na szczęście zrobiła sioo. Za chwilę idziemy się kąpać.
    5 Points
  30. 5 Points
  31. Witamy, To my jesteśmy tym najszczęśliwszym domem dla Lisiuni. Bardzo dziękujemy wszystkim zaangażowanym osobom za uratowanie Lisi. Po przeczytaniu wątku, wiemy ile starań i wysiłku kosztowało wyciągnięcie ze schroniska i wyleczenie suni. To co Państwo robicie dla tych bezbronnych stworzeń jest bezcenne. Tym bardziej cieszą nas ogromnie miłe słowa pod naszym adresem. Dziękujemy za okazane zaufanie. Zdajemy sobie sprawę jak ważny dla wszystkich wypowiadajacych się tutaj jest los Lisi. To, że zasłużyliśmy na miano "dobrego domu" jest dla nas wyróżnieniem. Nie chcemy zawieść zaufania, pragniemy dać Lisiuni najlepszy dom jaki mogła sobie wymarzyć i być dla siebie wzajemnie pokładami bezinteresownej miłości. Chciałybyśmy mieć Lisię już blisko, niestety życie jest życiem i musimy zorganizować kilka dni wolnego oraz zrobić trochę zakupów. Najpóźniej planowałybyśmy podróż na 28. stycznia. Jeśli uda się załatwić wcześniej, to będziemy informować. Pozdrawiamy, Rodzinka dla Lisi
    5 Points
  32. Pierwsza fotka Tobisia z dt - niewyraźna trochę bo z telefonu przetworzyłam.
    5 Points
  33. a gdyby trafiły do schroniska i miały swój nr schroniskowy? Co wtedy? Ciocie stawałby na głowie, żeby wyciągnąć je ze schroniska, bo tam nie przeżyją.
    5 Points
  34. Jestem nowa na dogo, chociaż dłuższego czasu śledzę niektóre wątki. Zalogowałam się, bo mam zamiar poprzez kupno na bazarkach wspomóc choć trochę osoby, które wykonują fantastyczną robotę, ratując psiaki. Dzięki jednej z Was mam moją psinę, bo dobrzy ludzie zajęli się nią, gdy przybłąkała się w bardzo zaawansowanej ciąży. Dlatego uważam, że dyskusja o eutanazji powinna się już zakończyć. Tak jak w przypadku ludzi, tak i zwierząt zdania zawsze będą podzielone i w większości wypadków nie da się przekonać do zmiany zdania. Nie powiem, co ja o tym sadzę i uważam, że ta sprawa w tym przypadku jest zamknięta. Decyzje podjęły osoby, które uratowały psy i wzięły odpowiedzialność za szczeniaki. Jak ktoś się z tym nie zgadza niech po prostu się nie angażuje w sprawę. Tak negatywne emocje nikomu nie pomogą, ani ludziom, ani psiakom. Przecież wszyscy tu chcą pomoc, tylko czasem wybierają ku temu inną drogę. Przepraszam, że w moim pierwszym poście się tak rozpisałam, ale bardzo poruszyła mnie ta dyskusja. Trzymam kciuki za psiaki i pozdrawiam wszystkich.
    5 Points
  35. mdk8

    Devon z Radys - już w DT czeka na swojego człowieka

    Jest stała za I od Livki . Dziękuję :) Beata przysłała mi zdjęcie dzisiejszego Devonka .
    5 Points
  36. ewkar, koszmar w jakim żył Ergo jest już historią. To Ty zapoczątkowałaś te dobre zmiany w jego życiu i mam nadzieję, że wyrażę opinię większości uczestników tego wątku gdy napiszę: Cieszymy się ewkar, że byłaś z nami, dogomanakami na tym wątku, choć wiemy, że bliższe Twemu sercu są koty. Dla nas poznanie Ciebie (dla mnie osobiście tylko wirtualnie) jest także ogromną wartością. W otaczającym nas świecie ludzie obdarzeni empatią gotowi poświęcić się dla braci mniejszych, tacy ludzie dla których jedyną nagrodą tego poświęcenia jest uśmiechnięty pychol zwierzaka - są w mniejszości. Każdego takiego człowieka trzeba cenić i chuchać na niego jak na dobro najcenniejsze. Dlatego, ewkar, ja Ciebie najchętniej zawinęłabym w watkę i chuchała na ciebie by nigdy nie spotkało Cię nic co mogłoby sprawić Ci przykrość.
    5 Points
  37. Dziękujemy za życzenia. W Nowy Rok rozmawiałam z pańcią . Zastałam ją na spacerze z Gigą i córką pani oraz jej Igą ( ale zbieżność imion ). Giga bała się petard ,ale nie jakoś tragicznie. Nie chciała za nic w świecie pójść na spacer po ogródku z wnukiem pani. Oglądała się za pańcią i stała jak wryta. Jest bardzo grzeczna, miska pomału wędruje w stronę kuchni. Pani jest CUDOWNA....
    5 Points
  38. Hendra

    Przygody komarzycy Haliny

    Rysio się odezwał ,tęskni chyba ?
    5 Points
  39. Witam wszystkie Panie serdecznie i życzę wszystkiego najlepszego w nadchodzącym Nowym Roku! Wczoraj Polcia podeszła do mnie gdy ją zawołałam, pierwszy raz i zamerdała ogonkiem. Dzisiaj też na spacerze podchodziła. Niedawno chciałam ją wyprowadzić, zanim zacznie się to szaleństwo ale ktoś niestety rzucił petardę i biedulka strasznie się wystraszyła.Wrociłysmy do domu a legowisko przenieśliśmy jej do łazienki, tam jest najciszej. Wyjdę z nią w nocy jak się wreszcie uspokoi. Trzeba to jakoś przeżyć. Dołączam obiecane zdjęcia
    5 Points
  40. Panna Marple

    Przygody komarzycy Haliny

    To się nie dzieje naprawdę... Zdzisio ożył! Postanowiłam napalić w kominku, otworzyłam drzwiczki i widzę, że drewno załadowane feralnego dnia ciągle tam jest, a na samym jego szczycie jest pudełko od zapałek. I TO PUDEŁKO SIĘ RUSZA! Natychmiast je otworzyłam, a z niego wypełzł Zdzisio! Bledziutki, słabiusieńki, aparacik ssąco-kąsający siny :( Ale żyje! Okazało się, że kiedy w rozpaczy i ogromnym stresie włożyłam pudełko z ciałkiem malutkiego do kominka, zapomniałam rozpalić ogień. Halinka zawsze deprecjonowała możliwości Zdzisia i była święcie przekonana, że go załatwiła na amen, ale on przeżył. Nie dziwi mnie to, bo jeśli tak długo wytrzymał z Halyną, to musi być niebywale silny psychicznie i fizycznie. Nasz malutki bohater :) Ale głupi jest, bo teraz się godzą ;). Nie wiem, jak to robią komary i nie chcę wiedzieć! Zapomniałam dodać, że kiedy byliśmy nad morzem, to Halince jeszcze czyrak wyskoczył i malutka dołożyła następny wniosek dowodowy do swojej sprawy przeciwko orkanowi Barbara (oczywiście zrobiła obdukcję). Ona nigdy nie zazna spokoju - taki jej parszywy los :(
    5 Points
  41. Mortes

    Uratujmy Jędrzeja

    Dziś przedstawiam Jędrusia i jego spanko :) Jędruś bardzo lubi gdy przykrywam go na dobranoc kocykiem :)
    5 Points
  42. Dzień dobry wszystkim Paniom , które tak bardzo , przejmują się losem , już naszej Poli . Wczoraj wieczorem przyjechała z nami do swojego nowego domu. Najpierw był spacer, a potem wejście do domu. O dziwo, nasze kocisko przyjęło Polcię całkiem spokojnie. Pewnie dlatego , że tylko trochę większa niż on. Widać , że jest zdezorientowana. Nowe miejsce, obcy ludzie. Jeszcze ok 22 wyszłam z nią na spacer i udało się pierwsze siku. Zjadła też troszkę karmy, ale nie dawałam dużo, w obawie przed biegunką. Pola towarzyszyła mi w łazience, w czasie prysznica. Noc przebiegła spokojnie, pod czujnym okiem kota Marleja. O 5 spacer i znowu siku. Zjadła ode mnie z ręki troszkę karmy. W południe poszliśmy w trójkę na bardzo długi spacer ok 5 km. Polcia przestraszyła się pani, która szła "na kijki ". Po powrocie obeszła całe mieszkanie i troszkę przełamała lody z Panem i zjadła od niego z ręki karkówkę, wcześniej go ignorowała. Niedawno zjadła mi z ręki prawie całą porcję karmy . Chyba jej smakuje. Niedługo pójdziemy na spacer i mam nadzieję na kupę, w końcu. To tyle z pierwszej doby. Serdecznie pozdrawiamy.
    5 Points
  43. U maluchów ok. Tinka coraz bardziej przywyka do nowych warunków: już sama wychodzi pod bramkę boksu, żeby ją zapiąć na smycz i po zapięciu też sama maszeruje w kierunku wyjścia, nie muszę jej zachęcać. Mam wrażenie, że ona kiedyś miała do czynienia ze smyczą, bo nawet łapki przestawia jak się smyczka jej zaplącze. Tinka jest trochę śmielsza, chętniej chodzi bo boksie. Dzisiaj np. jak klęczałam i głaskałam Liska, to ona obeszła mnie dookoła:) Liskowi trudniej przychodzi akceptacja zmian. Wczoraj wymyślił sobie, że nie pozwoli mi zapiąć smyczki, zaczął mi uciekać i kłapać ząbkami jak próbowałam mu sięgnąć do obróżki. Dzisiaj postanowiłam, że wyprowadzę go pierwszego i przyłapałam go jak był w budce razem z Tinką. Wtulił się w sunię, wygłaskałam obydwoje i nie miałam większych problemów, aby go zapiąć. Na smyczy ogólnie chodzi lepiej niż na początku, więcej jest chodzenia (zasuwa jak mały samochodzik), mniej walki ze smyczą.
    5 Points
  44. anecik

    DAFI -kruszynka z zamojskiego schronu

    Bardzo dziękuję za życzenia w imieniu Dafi. Pisałam dość długiego posta i okazało się że pozostało po nim 1 zdanie :( Więc jeszcze raz. Wiek ok. 2 lat, waga 5,75 kg. Uszy miała dość brudne ale tylko brudne bez żadnego choróbska, Zdrowa, w gabinecie chciała ugryźć w nos labka ale się opanowała :) Spokojna u weta, pozwoliła sobie wszystko zrobić, nawet nie mruknęła przy zdejmowaniu szwów, odrobaczyłam i odpchliłam. Koszt 50 zł ale coś mi się obiło o uszy i muszę potwierdzić :) Szczepienie na wirusówki jeszcze przed nami. Jest dość uległa, przekochana, ciśnie się na kolana, z czystością jest różnie. Apetyt dopisuje, na smyczy daje radę. W samochodzie jeździ bardzo ładnie. Ma wzrok psiaka który przeprasza że żyje, serce się kraje. Bardzo się cieszę że dałyście mi możliwość aby przyjechała do mnie.. Jak wskakuje na kanapę i tym nochalkiem wtula się gdzie tylko może to nie mogę ukryć łez i bardzo ją przepraszam że tyle musiała czekać na zabranie jej ze schronu. Jestem prawie pewna że już byś jej nie oddała. Z Ronisiem - jej najlepszym kolegą. Uszka w górze :)
    5 Points
  45. Devonek wszedł do domu !!!!!!!
    5 Points
  46. Mortes

    Uratujmy Jędrzeja

    Pięknie dziękujemy Ciociom za życzenia świąteczne :) Miło nam że Jędruś ma tyle fajnych , troskliwych Cioć ;) Ode mnie i od Jędrzejka najserdeczniejsze serdeczności dla wszystkich Cioć:) Poniżej : szykujemy sie lulu ... ;) obowiązkowe głaskanko ... ;) Ach... jeszcze mały przysmaczek na odchodne ;) Dobrrranoc... :)
    5 Points
  47. Tolu dziękuję Tobie i wszystkim Dobrym Duszkom za wkład pracy i wątek na https://www.siepomaga.pl/dla-duszki Udostępniałam, porozsyłałam, jest 115 udostępnień na Fb, na Tweeterze też. Bibi Duszka poruszyła trochę czułych serc - jest już 156 zł - dziękuję <3.
    5 Points
  48. Witam. Jessi ma się bardzo dobrze. Porównując zeszłą jesień/zimę z obecną, jest mniej nakręcona. Od dawna, tzn. od kilku miesięcy nic nie zniszczyła (w sierpniu obgryzła liście stojącej na podłodze palmy i to był ten ostatni raz). Mniej też szaleje z osiedlowymi psami. W zeszłym roku biegała do upadłego, aż była cała mokra. W tym roku trochę pobiega i wraca. W maju tego roku Jessi ugryzła na osiedlu dziecko (chmara dzieciaków biegła obok, Jessi się zdenerwowała/wystraszyła i capnęła pierwsze z brzegu). Nie było to solidne pogryzienie, tylko draśnięcie zębami, niestety do krwi i zrobiła się afera. Mimo aktualnych szczepień matka dziecka i tak wymogła weterynaryjną kwarantannę psa (poszkodowany ma do tego prawo nawet gdy szczepienia są aktualne) oraz zafundowała dziecku zastrzyki przeciwko wściekliźnie, bo uznała, ze jestem z osiedlowym weterynarzem w zmowie... No cóż. Od tamtej pory bardzo uważamy na dzieci, rolkarzy i biegaczy. Jest nadal piękna. Wizualnie jakby przytyła, ale na wadze tego nie widać, waży 28 kg. Mam wrażenie, ze "urosła" jej klatka piersiowa, o ile to możliwe u dorosłego psa. Tomek twierdzi, ze to brzuch, ale tam gdzie pies ma brzuch to ona ma nadal wcięcie. Jest jakby "mężniejsza". Kocha Tomka, z Miłą się lubi, inne psy przeważnie lubi też (chyba, ze ją któryś próbuje atakować). Do obcych nadal nieufna, aczkolwiek nie jest to już histeria, która była na początku. Ma alergię na kurczaka i problemy z gruczołami odbytowymi, trzeba regularnie wyciskać. Właśnie pani wet, która te gruczoły wyciska powiedziała, że to zupełnie inny pies niż rok temu (w sensie - spokojniejszy). Rok temu, jak tam pierwszy raz byliśmy musiałam ją dosłownie do tego gabinetu wnosić. Zapierała się, uciekała... Pewnie będą Panie chciały zdjęcia, więc jutro jakieś zrobię.
    5 Points
  49. elik

    Zamojskie psiaki szukają domów i miłości

    Dostałam kolejną wiadomość z domu Aschity/Agni :) Dobry wieczór pani Elu, zaczął się ostatni przedświąteczny tydzień, wkrótce w wigilię Wigilii Angie będzie z nami już:-) trzy miesiące. Przez ten czas nasza sunia bardzo się zmieniła, myślę, że czuje się coraz pewniej i bezpiecznie. Nie straszne już dla niej podróże windą ani schodzenie schodami z piątego piętra. Inne psy na spacerze coraz częściej są towarzyszami zabaw albo przynajmniej kompanami do serdecznego przywitania się. Jak jakiś pies budzi w Angie lęk coraz lepiej daje sobie z tym radę. Pani Elu, czy widziała pani kiedyś Angie jak biega? Jest niesamowicie szybka i w zabawach z innymi psami zawsze biega po największym okręgu:-) Angie ma już swojego osobistego lekarza, panią doktor Ewelinę, która ma cudowne podejście do zwierząt, sama zajmuje się też adopcjami, a na dzień dobry przywitały nas trzy pieski-domownicy, w tym jeden bez przedniej, prawej łapki. Pani Ewelina zbadała Angie, osłuchała, zmierzyła temperaturę; obejrzała, uzębienie, uszka i dokładnie skórę i oczyściła gruczoły odbytu. Angie nie budzi żadnych zastrzeżeń zdrowotnych:-) Pani Elu życzę . . . Pozdrawiam serdecznie Ania P.s. przesyłam też kilka fotek w temacie: jak odpoczywamy:-)
    5 Points
  50. Nadziejka

    Przygody komarzycy Haliny

    Zagladam pozdrawiam z rana jam ci jest waleryjana! kocham poprostu kocham od lat uzywam i zazywam waleryjanka dla babuni i dla Janka no i jeszcze papierosek o ! paierosek na rosnacy wszedzie wlosek ... to jest to co zas do sprzatnaka domku i mieszkanka jam ci jest gospossia i chetnie pomoge w celach zarobkowo lapeczkowych oczywiscie chocby mi z choinki ...opadly wsyckie lyscie
    5 Points